
"Apostoł" to najnowszy horror Netflixa, który nie spodoba się fanom nowoczesnych "straszaków" z wyskakującymi co chwilę duchami i potworami. Ma duszny klimat, drastyczne sceny, fabuła toczy się powoli, a całość trwa ponad dwie godziny. To film z pewnością nie dla wszystkich.
Główny bohater przedostaje się na wyspę pod przykrywką i próbuje odbić uprowadzoną siostrę. Osada, którą zbudowała sekta i kodeks, którego się przestrzega, przypominają więzienie – stąd fabuła, przynajmniej w początkowej fazie, przypomina tę z serialu "Prison Break". Tyle tylko, że Thomas Richardson plan rysuje na miejscu, a nie tatuuje przed akcją.
Film sprawia wrażenie nużącego i nieprzystępnego – jest jak wyspa, na której toczą się tajemnicze wydarzenia. Jednak jest tak opowiedziany, że angażuje i chcemy się dowiedzieć, co jest nie tak z tą pozorną utopią. Niespokojna atmosfera wręcz wylewa się z ekranu. Wyspiarska, mglista sceneria i chłodne kadry ją uzupełniają.
