
Aleksandra Konieczna nie zawsze odnosiła same sukcesy. Jej życie prywatne przez długie lata było pasmem nieszczęść. Zmagała się z mężem alkoholikiem, kilka razy otarła się o śmierć... Nigdy jednak nie straciła hartu ducha, a jej aktorska kariera rozkwita na nowo.
Widzowie wcześniej kojarzyli Aleksandrę Konieczną przede wszystkim z teatru i telewizji - szczególną popularność przyniosła jej rola Honoraty w serialu "Na Wspólnej". Jednak dopiero występ w "Ostatniej rodzinie" z 2016 roku był przełomowy w karierze. I posypały się pierwsze filmowe nagrody.
Poruszająca kreacja Zofii Beksińskiej dała jej Orła i Złotego Lwa na festiwalach i wielkie uznanie widzów. Wtedy dowiedzieliśmy się też o życiu aktorki, które również było naznaczone smutkiem i cierpieniem.
Toksyczna rodzina Aktorzy często wykorzystują swoje życiowe doświadczenia do lepszego oddania emocji granej postaci. Traumatyczna biografia Aleksandry Koniecznej mogła jej pomóc w graniu żony w filmie o "przeklętej" rodzinie Beksińskich. Sama żyła w wyniszczającym związku ze starszym o 15 lat, znanym krakowskim reżyserem Andrzejem Majem.
– Był typem artysty, inteligentny, zdolny, wrażliwy. Zjednywał sobie sympatię, prawie przygodnych znajomych. Był szczery, ale nie starczyło mu sił, zabrakło konsekwencji w walce z chorobą alkoholową. Co chwilę trafiał do szpitali. Miał chorą wątrobę, ale pił, choć wiedział, że to dla niego samobójstwo – mówił znajomy reżysera, ks. Mieczysław Maliński.

Aktorka próbowała wspierać męża w walce z demonami. Zapisała się na terapię dla współuzależnionych, w przemianie nie pomogły nawet narodziny córeczki Julii w 1996 roku. W końcu podjęła bolesną decyzję o rozstaniu. Sama potem przyznała, że jej małżeństwo nie było łatwe.
– Rodziny, jako takiej, nie było. Myśmy się dosyć szybko rozstali. Moja córka miała rok. Zobaczyłam kiedyś oczy mojej córki. Okrągłe, ciemne, miałam wrażenie, że zwężone strachem. A może światło tak padało? Nie wiem. Byłam przekonana, że są to oczy zwężone strachem, u ośmiomiesięcznego dziecka. To była sekunda, kiedy podjęłam decyzję o rozwodzie – powiedziała w "Uwadze!".
"Dziwne jest bycie w tej rzeźni" Andrzej Maj zmarł w 2005 roku w wieku 54 lat. Aleksandra Konieczna wychowywała córkę samotnie. Jednak odradza to kobietom. Przyznała w wywiadzie dla Party.pl, że samotne macierzyństwo jest... wbrew naturze.
– Oczywiście, nie mówię o sytuacjach, kiedy nie udało się zawalczyć o związek, ale dziś coraz więcej kobiet z założenia chce wychowywać dziecko samotnie. Moim zdaniem najtrudniejszy w tym wszystkim okazuje się właśnie brak czasu. Nie da się przecież tulić dziecka, opiekować się nim, a jednocześnie robić karierę i zarabiać pieniądze. Któraś z ról zawsze musi ucierpieć – stwierdziła aktorka.
Problemy małżeńskie przełożyły się na jej zdrowie. Dwa lata po narodzinach córki, w wieku zaledwie 33 lata, miała udar. – Dla starszych kończy się to często niedowładem, paraliżem. Młodzi po udarze na ogół umierają. Rzadko kto przeżywa. A mnie zostało to dane – mówiła z pokorą.
Później żyła w ciągłym lęku. Obawiała się o swoje zdrowie w kontekście samotnego wychowywania córki. Kiedy wszystko już wychodziło na prostą, w 2009 roku trafiła na stół operacyjny. Miała problemy z kręgosłupem, na pół roku porzuciła pracę w teatrze. W 2016 roku koszmar powrócił - przeszła operację serca. – Dziwne jest bycie w tej rzeźni, powoduje, że mój pęd do życia wzrasta – wyznawała "Wysokim Obcasom".
– To może nawet nie jest pęd, bo nie chodzi o to, co na zewnątrz, co może się zewnętrznie wydawać sukcesem. Mam na myśli raczej moje wewnętrzne ataki wdzięczności, trochę jak z "Idioty" Dostojewskiego. Że sobie wyjdę z domu, zjem obiad w restauracji, że sobie z panią porozmawiam, że umyję zęby sama, że mi serce równo pracuje, że już nie muszę w tym karawanie ognia pod sufitem jeździć, co mi się na początku po operacji zdarzało – mówiła aktorka.
Rola życia za rolą życia Rodzina Aleksandry Koniecznej nie miała tradycji aktorskich - jej mama pracowała jako księgowa, a ojciec był rewidentem. Od dziecka wykazywała się przekorą i parciem pod prąd. Marzyła o szkole aktorskiej, co spotkało się z kpiną ze strony innych. – Bo niby dlaczego, skąd taki pomysł, gdzie tam ona do Warszawy? Pamiętam, że z czasem przestałam nawet o swoich planach mówić, żeby uniknąć tych uśmieszków – wspominała.
Dostała się zarówno na uczelnię w Warszawie, jak i zaraz po niej do Teatru Współczesnego. Później występowała również na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie, a także w Teatrze Rozmaitości. Po sukcesie w "Ostatniej rodzinie" pojawiła się w drugim sezonie "Belfra" oraz "Diagnozie". Kolejną rolę życia przyniósł jej film Jana Komasy "Boże Ciało" z Bartoszem Bielenią, czyli fałszywym księdzem.
W polskim kandydacie do Oscara wystąpiła w roli zamkniętej w sobie, straumatyzowanej, świeckiej kościelnej. A ból ma wręcz wypisany na twarzy. Przygotowując się do roli nie czytała historii, które zainspirowały twórców. Pomógł jej reżyser, który zorganizował spotkanie "z księdzem i 'paniami'" na plebanii w Jaśliskach, gdzie kręcono zdjęcia.
– Mówił, że przeczuwa, iż w "paniach" jest tajemnica. Klucz do roli. Spotkanie się odbyło. Było ciasto, herbata i wiele "pań" z okolic. Ale jedna prawie nic nie mówiła, krzątała się, miała spore poważanie wśród innych, jako świetna gospodyni – opowiadała Konieczna w wywiadzie.
Aleksandra Konieczna
O inspiracji do roli w "Bożym Ciele"
Nie jest jednak aktorką jednej roli. Można to zauważyć w teatrze, serialach, filmach, w których przechodzi niezwykłe metamorfozy. Potem niekiedy trudno ją rozpoznać na czerwonym dywanie. Poniżej kadry z filmu "Jak pies z kotem", który przyniósł jej podobne nagrody, co "Ostatnia rodzina", a także z "Ciemno, prawie noc", w której pozwoliła mocno się oszpecić.


Co teraz słychać u aktorki? Mieszka na warszawskiej Pradze, pisze książkę, a jej córka Julia skończyła łódzką filmówkę. Aleksandra Koniecznę niedługo zobaczymy też w serialach "Król" i "Osiecka". Niedawno wyznała też, że znalazła sobie młodszego partnera. Poznali się na premierze filmu. Jak widać, jej życie ciągle kręci się wokół kinematografii, a po wielu dramatach w końcu ułożyła je sobie na nowo.
