
Johnny Depp udzielił wywiadu "Polityce". Wśród pytań nie mogło oczywiście zabraknąć tych dotyczących ciągnącego się od wielu lat konfliktu pomiędzy nim a jego byłą żoną Amber Heard. Aktor konsekwentnie twierdzi, że został wrobiony.
O Johnnym Deppie w ostatnich latach słychać nie ze względu na jego aktorskie kreacje, ale głównie w kontekście jego ciągnącej się sprawy rozwodowej z Amber Heard. Byli małżonkowie wciąż przerzucają się oskarżeniami, a sąd rozstrzyga sprawy raz na korzyść jednego, a raz na drugiego.
W wywiadzie udzielonym Januszowi Wróblewskiemu dla tygodnika "Polityka" aktor odniósł się do jednej z konsekwencji ciągnących się za nim rozpraw sądowych, czyli odsunięcia go od pracy przy dużych produkcjach.
– Nie mam pretensji, (...) choć nie zgadzam się z postawionymi mi zarzutami, to nie będę robił trudności i kontrakt zostanie rozwiązany – powiedział zrezygnowany aktor.
Musiało też paść pytanie dotyczące przegranego procesu z tabloidem "The Sun", który nazwał aktora "damskim bokserem". Aktor fundamentalnie nie zgadza się z wyrokiem sądu w tej sprawie.
– Werdykt oceniam jako surrealistyczny. Będę konsekwentnie dążył, by dowieść, że nie jestem sprawcą, a zarzuty o znęcanie się fizyczne i psychiczne są niczym innym, tylko zaplanowanym oszustwem (...) – zapewnił.
Gwiazdor przypomniał też kwestię, o której pisaliśmy jakiś czas w naTemat. Amber Heard miała miała powiedzieć pod przysięgą, że pieniądze uzyskane z rozwodu wydała na cele charytatywne. Prawda podobno wyglądała jednak inaczej.
Johnny Depp
Wywiad dla tygodnika "Polityka"
Aktor nie szczędził też cierpkich słów kolegom z branży.
Johnny Depp
Wywiad dla tygodnika "Polityka"
Na koniec Depp wyraził ubolewania nad tym, jak jego zdaniem został niesprawiedliwie potraktowany przez środowisko Hollywood. – Wspierałem mniejszości, stałem po stronie kobiet, dzieci, zwierząt. (...) Strasznie dziwne jest być oskarżanym o coś, czego się nie popełniło (...). To boli – stwierdził.