
Handlowanie narkotykami zaczyna być postrzegane jak każde inne zajęcie. Trudnią się nim nie tylko osoby z kryminalną przeszłością, ale głównie młodzi i bezrobotni. Zjawisko z roku na rok przybiera na sile. W opinii prof. Brunona Hołysta, kryminologa, zmiana postrzegania handlu narkotykami, to wynik debaty nad depenalizacją, czy nawet legalizacją narkotyków.
Z policyjnych statystyk wynika, że nie tylko ludzie o ciemnej przeszłości zajmują się handlem narkotykami. Do grona handlarzy i dilerów dołączają studenci, bezrobotni i drobni przedsiębiorcy. Uważają, że to, czym się zajmują nie jest powodem do wstydu, a jedynie biznesem z wyższym poziomem ryzyka – informuje "Rzeczpospolita".
Zobacz też: Ile Polacy (nie)wiedzą o narkotykach. 43 proc. nie ma pojęcia, że posiadanie "skręta" jest nielegalne
A biznes jest zyskowny, bo mając dziesięcioosobową sieć dystrybucji, można miesięcznie zarobić około 10-12 tysięcy złotych. Dlatego też chętnych do prowadzenia narkobiznesu jest coraz więcej. W zeszłym roku wszczęto 22,9 tys. spraw. Rok wcześniej ponad dwa tysiące mniej. Przełożyło się to na 74,5 przestępstw narkotykowych.
Według ekspertów zmiana postrzegania handlu narkotykami, to wynik coraz silniejszych głosów wzywających do ich depenalizacji. Część ludzi sugeruje się też przykładem z zagranicy, gdzie częściowo legalizuje się narkotyki.
Źródło: "Rzeczpospolita"
