
Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że został wam miesiąc życia? W takiej sytuacji znalazła się główna bohaterka książki Kristin Harmel "Jeszcze jeden dzień" – Jill Cooper. Ale nie jest to historia o umieraniu. To opowieść o życiu, o samoświadomości i pięknie otaczającego nas świata zawartego w innych ludziach.
Główną bohaterkę książki Kristin Harmel "Jeszcze jeden dzień" poznajemy na oddziale onkologicznym szpitala dziecięcego w Atlancie. Jill Cooper jest tam pielęgniarką. Na co dzień obcuje z dziećmi, które zmagają się z różnego rodzaju nowotworami.
Przyzwyczaiła się już do obecności śmierci, bo części z nich nie jest pisany długi pobyt na tym świecie, a części ten czas się skończył. Za każdym razem jednak kiedy jej podopieczny odchodzi - łamie jej to serce. Mimo to nigdy nie zastanawiała się sama nad swoim życiem i swoim odejściem.
Ma 39 lat, ale jej codzienność to głównie szpital i jej podopieczni. Sama też chciałaby założyć rodzinę i zostać matką, ale do tej pory nie udało jej się to.
Jill jest samotna, ale nie skupia się na tym. Ma pracę, swoich podopiecznych i tak mija jej czas. Aż pewnego dnia udaje się do lekarza, u którego wcześniej robiła badania w związku z częstymi bólami głowy. Niestety nie ma on dobrych wiadomości. Jill ma agresywnego glejaka wielopostaciowego. Przy dużej dozie szczęścia został jej miesiąc życia.
To dla niej wstrząs, którego się nie spodziewała. "Mam wrażenie, że unoszę się w powietrzu i nie całkiem kontroluję swoje ruchy; przemierzam świeżo skoszony szpitalny trawnik i siadam na drewnianej ławce. Pamiętam, jak dwa lata temu ją stawiano" – opisuje swoje odczucia Jill.
Nie za bardzo ma się z kim podzielić tą bolesną nowiną, bo jej matka nie żyje, a z ojcem, który odszedł od rodziny i ponownie się ożenił, nie ma dobrych relacji. Nie tak wyobrażała sobie swój koniec, myślała, że ma jeszcze czas.
Ale to dopiero początek jej historii. Pomoc okazuje jej najmniej spodziewana osoba – jej 10-letni podopieczny Logan.
Zadziwiające, że on wie, co się stanie z Jill, wie, że ma iść do lekarza i wie, że umiera.
To on staje się oparciem dla głównej bohaterki, jej przewodnikiem, ale nie przez traumę umierania. Logan dzieli się z Jill sekretem, który sprawi, że całe jej życie się zmieni...
***
Kristin Harmel w bardzo lekki sposób przedstawia bardzo złożoną kwestię, jaką jest strach przed śmiercią i samo odchodzenie z tego świata. Łącząc ze sobą naprawdę proste motywy – dobra, uczynna pielęgniarka, która poświęca całą młodość, żeby pomagać umierającym na raka dzieciom, sama umiera na raka – tłumaczy czytelnikowi, że śmierć może dosięgnąć każdego. Z drugiej strony w bardzo lekki sposób pokazuje mu, jak powinien żyć.
Czytelnik może oczywiście pomyśleć, że to same banały, ale nic bardziej mylnego. Jak w serialu "New Amsterdam", który jest pełen takich banałów – my po prostu potrzebujemy tych historii, które z jednej strony wycisną z nas łzy, a z drugiej pokażą, co w życiu powinno być dla nas ważne, jacy powinniśmy być dla siebie, dla rodziny, dla bliskich. I taka jest książka Harmel – lekka, łatwo przyswajalna, ale istotna w przekazie.
To właśnie takie opowieści skłaniają nas do refleksji, powodują pewnego rodzaju oczyszczenie, ale także wbrew pozorom, poprawiają nam nastrój, bo są one dowodem na to, że istnieje sprawiedliwość, prawdziwa miłość, szczęście, poświęcenie, a dobro jest nagradzane.
Żeby była też jasność, to nie jest tak, że w książce nie ma nic zaskakującego, wręcz przeciwnie. W momencie, kiedy Logan dzieli się z Jill swoją tajemnicą, opowieść zyskuje bardzo ciekawie przedstawioną sferę magiczną, która nadaje całej książce niesamowitego kolorytu.
Pozwala autorce rozwinąć fabułę w tak zaskakujący sposób, że z pewnością każdy będzie chciał dowiedzieć się, co przyniesie głównej bohaterce jeszcze jeden dzień...
Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Świat Książki

