
Nieczęsto zdarza się, by PiS i SLD mówiły jednym głosem. Tak jednak jest w kwestii podatków, a dokładnie ich podwyższenia. Z drugiej jednak strony obie partie chcą podnosić inne podatki – te, które obniżyli ich konkurenci będąc u władzy. Jarosław Kaczyński chce więc podniesienia podatku od przedsiębiorców, a SLD chce wyższego PIT-u dla dobrze zarabiających.
Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Prawo i Sprawiedliwość walczą o tę samą grupę elektoratu. Chcą zdobyć głosy biedniejszej części społeczeństwa obiecując podwyżkę podatków dla najbogatszych. Od dawna mówi o tym Leszek Miller, ale ostatnio po podobną retorykę sięgnął Jarosław Kaczyński.
Wyższych podatków chce też SLD, które krytykuje decyzje rządów PiS. Lewica chce przywrócić trzecią stawkę podatkową (40 procent) dla zarabiających ponad 120 tysięcy złotych rocznie. W listopadzie 2012 roku do Laski Marszałkowskiej trafił projekt ustawy wprowadzającej zmiany.
Zobacz też: Jarosław Kaczyński przekonuje do odwołania rządu Donalda Tuska. Obwinia go o kryzys i wyludnianie się Polski
Na wszelkie możliwe sposoby przed podwyżką podatków broni się rząd PO, ale z efektów ich działań także nie możemy być zadowoleni. Im dłużej tkwimy w kryzysie finansowym, tym bardziej musi lawirować Jan Vincent-Rostowski, by utrzymać w ryzach budżet.
Jednak zamiast ciąć wydatki, sięga do kieszeni obywateli. Fiskus zaczyna przypominać chytrą babę z Radomia i coraz ordynarniej wyciąga ręce po nasze pieniądze. Według przepisów powinniśmy płacić podatki za firmowego śledzika, używanie służbowej komórki czy samochodu, bo to przychód.
Źródło: "Rzeczpospolita"
