
Urzędnicy są gotowi trzymać się przepisów nawet, jeśli zdrowy rozsądek mówi zupełnie co innego. Komisja rozstrzygająca przetarg na nowe autobusy dla warszawskiego MZA odrzuciła najtańszą ofertę, bo zabrakło w niej jednego przecinka i jednego zera. Dlatego podatnicy zapłacą 2 mln zł więcej – chociaż zasady matematyki mówią co innego, urzędnicy przekonują, że "51" to nie to samo co "51,0".
Urzędnicy dostarczają nam powodów do zdziwienia niemal codziennie. Gorzej, kiedy zdziwienie łączy się ze zdenerwowaniem. A tak niewątpliwie będzie w tym przypadku: MZA w Warszawie zapłaci za nowe autobusy 2,2 miliona złotych więcej, bo prowadzący przetarg odrzucili najtańszą ofertę – informuje "Gazeta Stołeczna". Przekonują, że nie spełniła jednego z wymogów formalnych: zużycie paliwa musiało być podane z dokładnością jednego miejsca po przecinku. Tymczasem w ofercie firmy Solbus zapisano, że to 51l/100 km.
Ostatnia szansa na zaoszczędzenie ponad 2 mln zł leży w Krajowej Izbie Odwoławczej. To tam mogą zwrócić się przedstawiciele firm, które uczestniczyły w przetargu. Sprawą zajmie się też rada nadzorcza MZA. Zapewne sytuację będzie próbował ratować Jarosław Jóźwiak z gabinetu politycznego Hanny Gronkiewicz-Waltz, bo wina za absurdalną decyzję urzędników spadnie zapewne na jego szefową. A to na pewno dostarczy amunicji tym, którzy chcą ją odwołać.
czytaj także:
Źródło: "Gazeta Stołeczna"
