
W sieci pojawia się coraz więcej doniesień o tajemniczych utratach świadomości w klubach go go należących do jednej z ogólnopolskich sieci. Klienci po wypiciu drinka budzą się kolejnego dnia z rachunkiem na kilka tysięcy złotych. Sprawą zajmuje się prokuratura w Szczecinie.
Scenariusz zawsze wygląda podobnie – lekko wstawiony klient wchodzi do klubu ze striptizem, zamawia drinka lub szampana i budzi się następnego dnia. W kieszeni znajduje rachunek lub zobowiązanie do zapłaty opiewające na kwotę od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Teraz sprawą zajmie się prokuratura, która sprawdzi czy nie dochodzi do przestępstwa – informuje szczecińska „Gazeta Wyborcza”.
prok. Małgorzata Wojciechowicz
rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie
Wszystko wskazuje na to, że niekontrolowane wydatki nie są efektem dużej ilości alkoholu, bo nawet osoby o mocnej głowie tracą świadomość już po jednej kolejce. Wiele wskazuje na to, że do alkoholu może być dodawana substancja działająca podobnie jak „pigułka gwałtu”. Do podejrzeń nie odniósł się właściciel sieci – jest niedostępny.
W naTemat opublikowaliśmy rozmowę z mężczyzną, który także padł ofiarą klubu go go. Tłumaczy, dlaczego nie chciał zgłosić jej do prokuratury. "Nie i chyba nie chcę się już z tym bawić. Czytam na forach, ile to wszystko trwa i nerwów kosztuje. Prawnik mojej firmy też przekonuje mnie, że jedyne, co można zrobić to szum medialny, bo jeśli te sprawy przejdą przez prokuratury, to pewnie większość przycichnie w sądach" – wyjaśniał.
czytaj także:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
