
Najpierw pójdę do fryzjera. Albo nie, najpierw na ciuchy, potem do fryzjera, a jak będę wracać, to jeszcze raz na ciuchy. Sklepową marszrutę zaczynam sobie szykować w głowie mniej więcej w połowie miesiąca, bo myśl o tym co to nie ja, jak tylko stan konta osiągnie najwyższy możliwy poziom, pozwala jakoś sprawniej dotrwać do „pierwszego”. Tym razem też tak miało być: oczyma wyobraźni już widziałam się w nowych szpilkach, nowych dżinsach, nowych… – W tym miesiącu dostaniesz tysiaka mniej – usłyszałam głos, który w żadnym razie nie mógł być częścią mojego cudownego śnienia na jawie. W takim razie… musiał być rzeczywistością?
Rozwiodłam się z panem kanapką
Zrobiłam użytek ze wstydliwego hobby (przynajmniej próbowałam)
Uwierzyłam internetom
Przekonałam się, że rzeczy są drogie, a ludzie - dobrzy
Artykuł powstał we współpracy z Provident.
