
Polskie kino dziecięce jest w przededniu wielkiego renesansu. Starsi czytelnicy pamiętają, jakim powodzeniem cieszyła się seria "Pan Samochodzik", czy "Akademia Pana Kleksa". Potem pojawiła się pustka, która od niedawna znów jest zapełniana filmami przygodowymi kręconymi z myślą o najmłodszych widzach.
O ile hollywoodzkich filmów animowanych, które równocześnie mogą oglądać dorośli i ich pociechy, w kinach nie brakuje – studia Disneya, Pixara i Dreamworksa pracują nad tym w pocie czoła – o tyle polskich produkcji familijnych z motywami fantasy lub science-fiction jest jak na lekarstwo.
Powoli się to zmienia. Za sprawą reżyserów-specjalistów i nowego źródła finansowania. W najbliższym czasie premiery będą mieć dwa takie filmy: "Władcy przygód. Stąd do Oblivio" i "Dzień czekolady".
Niepotrzebna ujma na honorze Oczywiście, co jakiś czas do kin wchodzą filmy pokroju "Magicznego drzewa" z 2008 roku. Dzieci są na nich wpatrzone w ekrany jak zaczarowane, choć dorośli mogą się lekko nudzić (choć nie wszyscy). Jednak od niedawna, regularnie powstaje w Polsce przynajmniej jedna wysokobudżetowa produkcja młodzieżowa.
Tak zwane "Kino nowej przygody" spod znaku Stevena Spielberga, George'a Lucasa czy Roberta Zemeckisa na dobrą sprawę nigdy nie miało w Polsce swojego pełnoprawnego przedstawiciela. O dziwo, nie rozbijało się to o pieniądze.
– Na razie powstaje zaledwie jeden taki film w roku, to oczywiście wspaniała sprawa, ale nie mówiłbym jeszcze o renesansie, lecz o odradzaniu się kina dziecięcego. Coś na pewno zaczyna się dziać – zapewnia Jacek Piotr Bławut, syn znanego operatora i reżysera.
– Przez wiele lat ten rynek był zupełnie niedoceniany, a widzom wystarczały produkcje amerykańskie. Dojrzeliśmy jednak do chodzenia na polskie tytuły i mamy większe wotum zaufania dla rodzimej kinematografii – dodaje.
Jacek Piotr Bławut
Reżyser
Tymczasem filmy dziecięce też mogą być uznane przez krytyków. Doskonałym przykładem jest właśnie "Dzień czekolady" Jacka Bławuta. Oprócz dziecięcych aktorów, występują w nim m. in. Tomasz Kot, Katarzyna Kwiatkowska, Dawid Ogrodnik i Magdalena Cielecka. Film był pokazywany na Festiwalu w Gdyni w konkursie Inne Spojrzenie, a w zeszłym tygodniu dostał nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Kina Dziecięcego w Montrealu.
– To przewrotne love story. Opowiada o relacji chłopca i dziewczynki, którzy spotykają się w trudnym okresie: przeżywają stratę bliskiej osoby i nie dostają pomocy ze strony rodziców. Odnajdują wsparcie u siebie, wzajemnie, i uciekają w świat magii. To kino baśniowe, które porusza trudny temat. Chciałem, by po seansie dzieci i rodzice mogli porozmawiać o czymś ważnym – zdradza reżyser.
"Dzień czekolady" wchodzi do kin 31 maja. Jacek P. Bławut pracuje nad kilkoma projektami dla dzieci i młodzieży, jednym z nich jest proekologiczny film science-fiction.
Kino nowszej przygody Prawdziwą jaskółką zwiastującą wiosnę był "Klub Włóczykijów" z 2015 roku. Film z Tomaszem Karolakiem na podstawie książki Edmunda Niziurskiego (autora m. in. "Sposobu na Alcybiadesa") przyciągnął do kin 131 tys. widzów. Ta produkcja była przełomowa dla odrodzenia gatunku - po niej w państwowej kasie znalazły się pieniądze na kino dziecięce.
– Moja przygoda z takimi produkcjami zaczęła się od Disneya. Zaproponowano mi reżyserię serialu "Do dzwonka". Poczułem, że sprawia mi to frajdę, więc chciałem zekranizować jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa. Byłem święcie przekonany, że skoro nie powstają takie filmy, to wszyscy przyjmą mnie z otwartymi ramionami. Zderzyłem się wtedy ze smutną rzeczywistością. Nikt w Polsce nie był zainteresowany kinem dziecięcym – wspomina reżyser Tomasz Szafrański.
Reżyser pukał od drzwi do drzwi, szukał inwestorów, ale wszędzie odprawiono go z kwitkiem. "Klub Włóczykijów" w końcu trafił na ekrany, ale zajęło to aż cztery lata. Został jednak dobrze przyjęty i wyważył drzwi dla innych twórców.
– Potem w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej powstał priorytet dla filmów familijnych. PISF nawet nas dofinansował po fakcie – przyznaje Szafrański. Później powstały kolejne filmy przygodowe, które okazały się strzałem w dziesiątkę.
W następnym roku dużym sukcesem okazał się film "Za niebieskimi drzwiami" - do kin poszło na niego ponad 247 tys. widzów. Jego twórcy ekranizują teraz kolejną książkę Marcina Szczygielskiego i niedługo ruszają zdjęcia to filmu "Czarny młyn", również w reżyserii Mariusza Paleja.
W 2017 roku hitem dla młodzieży był film "Tarapaty", który w sumie obejrzało niemal 319 tysięcy widzów. To naprawdę niesamowity wynik jak na kino gatunkowe w naszym kraju - był na 11. miejscu polskiego box office.
A zdolnych ludzi w Polsce nie brakuje Powszechnie uważa się, że rodzimi twórcy nie potrafią kręcić takich filmów. – To duży problem, bo wszyscy patrzą na nas z pobłażliwością i brakiem zaufania. Nie uważa się też, że polscy aktorzy dziecięcy są w stanie podołać zadaniom. To oczywiście bzdura, bo wcześniej pracując dla Disneya i teraz kręcąc moje filmy, robiąc wielomiesięczne castingi w całej Polsce, wiem, że mamy świetne dzieciaki, które grają równie dobrze co amerykańskie – przyznaje Tomasz Szafrański.
– W kinie dziecięcym jest duży potencjał komercyjny. Pod względem cieszenia się tym, co dzieje się na ekranie, nie ma zbytniej różnicy pomiędzy pójściem na komedię dla dorosłych, a film dla młodzieży. Są często bardziej wybuchowe, dynamiczne, zrobione z większą fantazją i większym poczuciem humoru – zapewnia mój rozmówca. 21 marca do kin wchodzi jego najnowsze dzieło: "Władcy przygód. Stąd do Oblivio".
Tomasz Szafrański
Reżyser
Reżyser już pracuje nad kolejnymi tytułami - sequelem "Stąd do Oblivio" i komedii dla młodzieży o podróżach w czasie. Patrząc na listę filmów, które dostały dofinansowanie z PISF, można sądzić, że kolejne lata przyniosą wysyp produkcji dla dzieci i młodzieży.
