
"Przeklęta woda" szturmem zdobywa popularność na polskim Netfliksie, udowadniając, że czasem to właśnie najprostsze – i najbardziej absurdalne – pomysły przyciągają największą uwagę. Horror o… przeklętym basenie stał się jednym z najchętniej oglądanych tytułów ostatnich dni, mimo że jego oceny wołają o pomstę do nieba.
Film "Przeklęta woda" w reżyserii debiutanta Bryce'a McGuire'a opowiada historię Raya Wallera (Wyatt Russell z "Thunderbolts"), byłego baseballisty, który z powodów zdrowotnych musiał zakończyć karierę. Razem z żoną (Kerry Condon z "Duchów Inisherin") i dziećmi przeprowadza się do nowego domu, licząc na spokojny start i powrót do formy.
Kluczowym elementem posesji jest przydomowy basen – początkowo niewinna atrakcja szybko okazuje się jednak czymś znacznie bardziej niepokojącym. Woda skrywa mroczną tajemnicę, a przeszłość miejsca uwalnia złowrogą siłę, która zaczyna zagrażać całej rodzinie.
"Przeklęta woda" hitem Netfliksa. Krytycy zmieszali z błotem
Horror, oparty na krótkim metrażu z 2014 roku, wpisuje się w popularny nurt "codziennych koszmarów", zamieniając zwykłą przestrzeń w źródło grozy. Problem w tym, że – zdaniem większości krytyków – ten pomysł zwyczajnie nie udźwignął pełnego metrażu.
W serwisie Rotten Tomatoes film ma zaledwie 19 procent pozytywnych recenzji, a konsensus jest bezlitosny: "Mimo obiecującego początku i kilku solidnych straszaków, film przegrywa przez pomysł, który nie wystarcza na pełnometrażową historię". Niewiele lepiej jest na Metacritic, gdzie średnia wynosi 43/100.
Równie ostre są konkretne opinie. Krytyk "Variety" Owen Gleiberman pisał, że widzowie "nigdy nie są naprawdę zanurzeni w grozie filmu", a sam horror jest "letni i zupełnie niestraszny". Z kolei Frank Scheck, recenzent "The Hollywood Reporter", malowniczo określił produkcję jako "płytką część basenu horrorów", dodając, że mimo prób budowania napięcia przez jump scare'y, całość "jest tak niedorzeczna, jak brzmi".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Nieco łagodniej wypadają pojedyncze głosy. "The New York Times" zauważa, że choć finał ociera się o absurd i podkopuje emocje, to "sprawdza się jako popcornowa rozrywka", a "Rolling Stone" nazwał film wręcz "dziwacznie intrygującym horrorem o basenie". Recenzenci podkreślają też, że Wyatt Russell i Kerry Condon robią co mogą, ale scenariusz rzadko daje im przestrzeń do czegoś więcej niż standardowe reakcje na kolejne "straszaki".
Horror "Przeklęta woda" nie spodobała się też widzom
Te rozbieżności widać też w liczbach. Widzowie ocenili film na 42 procent w Rotten Tomatoes, a ankiety pokazały raczej chłodne przyjęcie (słabiutkie "C" w CinemaScore). W Polsce nie jest lepiej – na Filmweb "Przeklęta woda" ma zaledwie 4,3/10 od użytkowników i około 3/10 od krytyków, co oznacza filmowy koszmarek.
Polacy nie mają litości: "Mieliśmy już opętane maglownice, opętane fotele, a teraz mamy opętany... basen. No ok", "Słabiutki film. Całkowite rozczarowanie", "Bezbolesny horror, ale nie oferujący ciekawej historii, bohaterów, czy pomysłów na straszenie. Zbyt szybko eksploatuje basenową scenerię", "Paździerz", "Ale to było głupie", "Miało być połączenie z podziemnymi źródłami, a wyszedł basen podłączony do szamba. Nic nowego i ciekawego – mówimy o kolejnym nisko budżetowym skoku na hajs".
A mimo to – działa. Film zarobił ponad 54 miliony dolarów na świecie i dziś przeżywa drugie życie w streamingu. W TOP10 Netflixa w Polsce "Przeklęta woda" pokonała nawet "Peaky Blinders: Nieśmiertelnego" z Cillianem Murphym, który od 20 marca okupował pierwsze miejsce.
