
Katarzyna Grochola, udzielając wywiadów, nie owija w bawełnę. Mówi, co myśli, choć czas może być to dość kontrowersyjne. Tym razem pisarka opowiadała o swojej wierze w Boga. W pewnym momencie wróciła pamięcią do mszy u o. Tadeusza Rydzyka. Okazuje się, że nie została na nią wpuszczona.
Katarzyna Grochola – jedna z najpopularniejszych pisarek w Polsce, nie ukrywa swoich poglądów, choć wie, że konsekwencje mogą być czasem srogie. Swego czasu ostro rozliczała rządy PiS. – Ludziom daje się gówno i mówi, że to parówka – mówiła.
Ostatnio do rozmowy zaprosili ją Tomasz Sekielski i Magdalena Rigamonti. Autorka powieści przyjęła zaproszenie, a podcast "Rachunek Sumienia" z jej udziałem ukazał się przy okazji tegorocznych świąt wielkanocnych.
Grochola o swojej wierze: Wiem, że Bóg jest
Grochola otwarcie przyznała, że jest wierząca. – Już nawet nie wierzę, tylko ja wiem. Wiem, że Bóg jest (...) Jest absolutnym dobrem, łagodnością, harmonią, akceptacją. To wszystko jakby tak nagiąć milion razy to jeszcze będzie mało – opowiadała.
O tym, że przed laty pracowała jako salowa w szpitalu, nie każdy mógł wiedzieć. Jej podejście do wiary i życia po śmierci zmieniło się zupełnie, gdy "zmarło przy niej 46 osób". – Trzymała za rękę. Odprowadzałam – wspominała. Wpływ na to miały też jej choroby nowotworowe.
– Drugi nowotwór. Dostałam silnego krwotoku, nie wiedzieli, co ze mną zrobić, więc zapaliłam papierosa, bo już mi było wszystko jedno (lekarz o tym wie). I wtedy doświadczyłam takiego niezmiernego… Brakuje mi słów na określenie tego czegoś, takiej niezwykłej wspólnoty, wszechogarniającej miłości, która mówiła: nie bój się. I jestem absolutnie przekonana, że to nie ma nic wspólnego z elektryką naszych komórek – mówiła.
Mimo swojej głębokiej wiary Grochola nie zamierza ukryć i unikać tematu różnych druzgocących przewinień czy nawet przestępstw wśród księży. Choć w tej sytuacji nie było mowy o przestępstwie, to podzieliła się bardzo dziwną i nietypową historią sprzed lat.
Nie została wpuszczona na mszę do o. Rydzyka
– Pytaliście mnie o Radio Maryja i szefa tej rozgłośni. Kiedyś chciałam wejść na mszę do pana Rydzyka. I nie zostałam wpuszczona do kościoła. Nie wiem (dlaczego – przyp. red.), ale przed wejściem pan, podobny do dawnych ubeków, powiedział, że nie wejdę – opowiadała.
Zobacz także
Gdy padło pytanie "po co chciała tam iść", odparła: – Chciałam zobaczyć, jak wygląda taka msza. Czy jest rzeczywiście tak upolityczniona, czy rzeczywiście te kawałki, które widzę czasami w telewizji, są prawdziwe. Wiem, że zło jest złem, a dobro dobrem. Czasami widzę zło w zachowaniach ludzi. Jestem po 20 latach terapii, więc zdaję sobie sprawę, z czego to zło może wynikać – podkreśliła.
Grochola wspomniała nawet o Trumpie
Pisarka nawiązała nawet do prezydenta USA. – Czasami widzę czyste zło np. w tym, co mówi Trump. Wiem, że Putin jest złem. Wiem, że zło istnieje. Źli ludzie również istnieją. Nie możemy zapominać, że jak się patrzy w otchłań, to otchłań patrzy na nas. Te słowa zrozumiałam, dopiero kiedy byłam dorosła – przyznała.
Katarzyna Grochola zwierzyła się też, że była dwa razy na pielgrzymce do Ziemi Świętej. Jedna była organizowana przez Radio Maryja. – I tu, i tu byli fajni ludzie – opowiedziała na pytanie, jak było. – Ale jak Grochola idzie na taką pielgrzymkę, to legitymizuje działania ojca Rydzyka – pytali prowadzący.
– Tam nie było żadnego ojca Rydzyka. Byli normalni ludzie. Byli oczywiście też tacy wierzący w Radio, bardziej nawet niż w Boga – wspomniała na koniec.
