
Widowiskowe koncerty, zagraniczna trasa u boku legend gatunku i przekonanie, że sztuka powinna pozostać przede wszystkim dziełem człowieka. Her Own World to zespół, który nie zamyka się w samym graniu muzyki. Porozmawialiśmy z jego członkami o tworzeniu wielowymiarowych spektakli na scenie, miejscu polskich artystów w świecie Dark Independent oraz o potrzebie wzajemnego wsparcia na rodzimej scenie.
Zacznijmy bardzo ogólnie. Poproszę was o przedstawienie się. Kim jesteście, skąd jesteście i jaki pomysł za wami stoi?
Paula "Yu" Szymkowska: Jesteśmy Her Own World. Cały nasz skład jest ze Szczecina. Sam pomysł na zespół nie był tak oczywisty. Na początku z Adrianem spróbowaliśmy zrobić dwa numery. Z naciskiem na "spróbowaliśmy", bo baliśmy się ze sobą robić muzykę. Na tamtym etapie byliśmy razem od wielu lat. Obawialiśmy się, czy przez twórczość się ze sobą nie pokłócimy. Zdecydowaliśmy jednak, że spróbujemy. Nagraliśmy dwa fajne numery. Wtedy jeszcze bardziej w klimacie dark-elektro, ale ze śpiewanymi wokalami, a nie z harshowymi. No i tak to się zaczęło. Stwierdziliśmy, że warto to kontynuować.
Adrian "ad-x" Szymkowski: Zrobiliśmy też pewien test. Spróbowaliśmy wyczuć publikę. Jeszcze z reactor7x – moim pierwszym własnym zespołem, który stworzyłem w Szczecinie, graliśmy night show na scenie w domu kultury. Wtedy też dołączyłem do H.EXE i razem zagraliśmy w dziesięciolecie reactora. Na jeden utwór, na "Happiness Imperative", weszła Paula z Kamilą (red. – Kamila "Louve" Maślak). Kamila miała ze sobą akcesoria sceniczne. Graliśmy utwory H.EXE i śpiewaliśmy na trzy wokale hit reactora, "Other Side". To był nasz początek. Ostatecznie reactor7x zakończył działalność, a ja teraz gram w dwóch zespołach – w Her Own World i w H.EXE.
To co mi się rzuca w oczy, to ogromna różnorodność tego, co tworzycie. To nie jest jednowymiarowe, to nie jest tylko muzyka. Wkracza tu też bardzo silny aspekt wizualny i sceniczny. Jak do tego doszło, że obecnie łączycie wiele nurtów artystycznych, skąd pomysł na to?
Yu: To jest bardzo zabawne. Właściwie od samego początku, od tego pierwszego naszego występu gościnnego z reactorem, pomyśleliśmy, że fajnie by było, żeby nasze koncerty to nie była tylko muzyka. Chcieliśmy się czymś wyróżnić. Zapytaliśmy Kamilę, czy miałaby ochotę wystąpić z nami na scenie.
Wyszło na tyle fajnie, że stwierdziliśmy, że zostawiamy ten koncept. Od tamtej pory z Kamilą pracujemy, by nasze show koncertowe miało historię, żeby widza zauroczyć czymś więcej. Nie tylko muzyką. To jest teatralne i zależy nam na tym, by wszystko, co dzieje się na scenie było spójne z naszą tożsamością, z naszymi tekstami. Jesteśmy naprawdę mega szczęśliwi, że właśnie w takiej formie nasza sztuka się podoba.
ad-x: W trakcie występów dużo się dzieje. Są wizuale, jest gitarzysta, jest klawiszowiec, jest performerka, która wychodzi na ogień, na ledy, machanie skrzydłami Isis (red. – skrzydła Izydy, rekwizyt sceniczny). Widz dostaje taką, powiedzmy, bombę witaminową. My nie chcemy robić czegoś takiego, że wchodzimy, gramy i kończymy. Zależy nam, by opowiedzieć jakąś historię i ta historia jest właśnie związana z tańcem, z muzyką, z całym performancem.
Przy tak różnorodnej sztuce, jak łączyć różne wrażliwości i różne pomysły w zespole? Czy to jest jakieś wyzwanie dla was, czy przychodzi wam to naturalnie?
Yu: Na tym etapie przychodzi nam to naturalnie. Za kierunek muzyczny, jaki obieramy, około w 90 proc., jest odpowiedzialny Adrian. Do jego wizji dorzucamy swoje emocje, swoje melodie. Tomasz (red. – Tomasz "Shai" Szajbe) dorzuca gitarę, a Kamila pracuje nad tym, jak ubrać to w wizualny performance, jak tę historię przedstawić na scenie, w teledysku.
Jesteśmy obecnie na festiwalu Castle Party w Bolkowie. To bardzo ważne miejsce dla waszej historii. Czy czujecie się tu jak w domu?
Yu: Dla Adriana to już 22 edycja festiwalu, w której bierze udział. Ja zaczęłam przyjeżdżać tu z nim, więc dla mnie to 12 edycja. Na pewno można powiedzieć, że tak, czujemy się tutaj jak w domu. Mamy tutaj przyjaciół, znajomych. Przyjeżdżają tu z całej Polski. Jest to dla nas event, na którym można się z nimi spotkać, nadrobić zaległości, pogadać, poplotkować.
Skoro mowa o Castle Party, to porozmawiajmy o polskiej scenie gotyckiej. Jak czujecie się występując na tej scenie i jak ją widzicie z artystycznej perspektywy?
Yu: Na samej scenie czujemy się, można powiedzieć, jak ryba w wodzie. Ja w trakcie występów nie potrafię się nie uśmiechać, pomimo tego, że jest to dość mroczny klimat goth. Bardzo staram się utrzymać powagę, ale naprawdę nie zawsze jest to możliwe. W trakcie show czujemy się po prostu genialnie.
Jeżeli chodzi o polską scenę, jest ona naprawdę bogata. Jest bardzo różnorodna, jest na niej wielu wspaniałych artystów i my się bardzo, bardzo, bardzo z tego cieszymy. Ta scena kwitnie, eksploduje w każdym gatunku podpisanym pod gotyk.
Kiedy pojawia się jakiś ciekawy projekt w Polsce, staramy się go wspierać. To właśnie te młode zespoły, które teraz tworzą muzykę są przyszłością naszej sceny. Wydaje mi się, że wszyscy między sobą powinniśmy się wspierać, aby budować tę scenę razem.
Przejdźmy ze sceny polskiej do zagranicznej. Jak reagowała na Was niemiecka publiczność w trakcie ostatniej trasy z legendarnym Projectem Pitchfork? Dosłownie legendarnym – dość przypomnieć, że 30 lat temu to właśnie oni "namaścili" wówczas małą i kompletnie nieznaną kapelę Rammstein.
Yu: Bardzo się zdziwiliśmy. Baliśmy się, że ortodoksyjni fani mogą nie do końca być zadowoleni z tego, że z Projectem Pitchfork występuje anonimowy zespół z Polski. Naprawdę zaskoczyliśmy się tym, że po koncercie podchodziło do nas wiele osób i mówiło nam, że gramy fantastycznie, że bardzo im się podobały nasze występy. Wypytywali nas, gdzie gramy, czy zobaczą nas na M’era Lunie (red. – największy festiwal Dark Independent na świecie). Było widać, że są szczęśliwi i że byli zadowoleni.
ad-x: Byliśmy mega zaskoczeni. Nie będę mówił o występach w dużych miastach, bo tam oczywiście jest nieco inaczej, ale graliśmy w mieście pokroju Kołobrzegu, w mieście Gotha. Aż 1200 osób przyszło na koncert. Odbywał się w staroszkolnej, drewnianej sali. Kompletnie nie spodziewaliśmy się, że tylu ludzi przyjdzie. Po koncercie siedzieliśmy ze trzy godziny na merchu, a ludzie non-stop do nas przychodzili, zdjęcia robili, pytali o kolejne koncerty. To było na takiej zasadzie: "to się nie dzieje naprawdę".
Yu: Tak, to było na zasadzie takiej "living the dream". Dostaliśmy naprawdę olbrzymią, olbrzymią szansę. Mam nadzieję, że nie pójdzie ta szansa w las.
Dalsza część tekstu poniżej.
Zobacz także
Kolejne pytanie: co sądzicie o generatywnej sztucznej inteligencji w sztuce?
Yu: Ja jestem też grafikiem, więc jak ktoś mi pokazuje, patrz, jaki ładny obrazek zrobiłem, to ja mu mówię, że jest brzydki. Bo nie zrobił go człowiek, tylko sztuczna inteligencja. Te wszystkie grafiki wyglądają dokładnie tak samo. To taki miszmasz wszystkiego. To jest fajne narzędzie do zabawy. Może żeby uchwycić szybko pomysł, czy szkielet, czy coś tam. Ale jeśli ktoś "tworzy" od podstaw tylko i wyłącznie za pomocą sztucznej inteligencji i przypisuje sobie autorstwo, no to nie, lepiej to nazwać zabawą komputerem.
To można porównać na takiej zasadzie. Masz, powiedzmy, filiżankę, którą sprowadzasz z Chin i masz też drugą od osoby, która stworzyła ją sama. Od razu wiesz, że ta druga rzecz ma większą wartość, nawet niekoniecznie cenową, ale ma dużo większą wartość artystyczną. Tam została włożona praca, tam były próby, były błędy, na pewno wiele razy się nie udawało, aż w końcu się udało. Więc uważam, że ten przedmiot, czy ten kawałek, ten utwór, czy grafika, ten obraz stworzony przez człowieka po prostu ma większą wartość.
ad-x: Ja jestem staroszkolny i wychodzę z założenia, że wszystko robi się od podstaw. Trzeba pracować samodzielnie, stawiać fundament. Dzisiaj zdarza się, że przychodzisz, dostajesz gotowce i podpinasz, brzydko mówiąc, autotune. Równie dobrze ja bym mógł wyjść na scenę i śpiewać.
Jaką macie jedną kulturową rekomendację, taką bieżącą, co was ostatnio zainspirowało? To może być książka, może być jakiś zespół, album, może być cokolwiek dosłownie.
Yu: Ja ostatnio wsiąkłam w nowy sezon "Wywiad z wampirem". Przez ten serial w mojej głowie kotłuje się mnóstwo pomysłów. Tam jest taka lekka drama, ciekawa interakcja między bohaterami i interesująca historia. Ja zwracam szczególną uwagę na emocje pomiędzy bohaterami, to jest w tym momencie dla mnie inspiracja.
ad-x: Wieczna miłość do Cristiny Scabbi z Lacuna Coil nigdy nie gaśnie. Muzycznie ostatnio męczę non stop Lacunę i Katatonię.






