
Ye, czyli Kanye West, wyjdzie na scenę w miejscu, którego większość zachodnich artystów od lat unika. Producent muzyczny nie mógł liczyć na ciepłe powitanie w Chorzowie. Może Petersburg okaże się dla niego łaskawszy.
Gazprom Arena w Petersburgu wyprzedała się z prędkością światła. Ye (wcześniej znany jako Kanye West) zagra przed 70 tys. osób aż dwukrotnie – 10 i 11 października. Jak podaje BBC, będzie to największa zachodnia gwiazda, która wystąpi w kraju rządzonym przez Władimira Putina od początku inwazji na Ukrainę cztery lata temu.
Ceny biletów do najtańszych nie należały. Podstawowe kosztowały około 400 złotych, a te najdroższe nawet 7 tys. złotych (od 9 tys. rubli do 160 tys. rubli). Ye wyłamuje się tym samym z bojkotu, którym duża część artystów objęła Federację Rosyjską. Ma ku temu zresztą pewne powody, bo on sam dość niedawno został zbojkotowany.
W Europie Ye nie chcą, czas na podróż do Rosji i Kazachstanu
Ye niedawno grał koncert w Ałmatach w Kazachstanie. Obecnie czeka go krótki pobyt w USA, gdzie wystąpi w Nowym Orleanie i Chicago. Po wizycie w Rosji wybiera się natomiast do Dżakarty w Indonezji.
Raper występował w tym roku również w Europie, ale z pewnym ważnym zastrzeżeniem. W Polsce, Czechach i Francji jego występy zostały odwołane z powodu jego kontrowersyjnych wypowiedzi. Z tego samego powodu odwołane zostały jego koncerty w trakcie Wireless Festival w Londynie. Do sprawy odniósł się nawet sam Keir Starmer, który stwierdził, że do zaproszenia Ye do Wielkiej Brytanii "w ogóle nie powinno dojść".
Kontrowersyjny artysta obraził sporo grup, w tym tę związaną z jego własną etnicznością. Wśród "ciekawych" pomysłów Ye warto wspomnieć jego wypowiedź z 2022 roku, w której stwierdził, że "osoby czarnoskóre są w zasadzie Żydami" i tę z 2018 roku, w której zarzekał się, że 400 lat niewolnictwa było wyborem.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Kanye West: "Do tych, których skrzywdziłem"
Warto jednak dodać, że Kanye West postanowił wyspowiadać się ze swoich pomysłów na łamach "Wall Street Journal". Wystosował list do fanów, w którym przyznał, że zmaga się z problemami psychicznymi i to z nimi wiązał wiele ze swoich wizerunkowych wpadek. Co konkretnie producent miał na myśli?
"W tym stanie wewnętrznego rozbicia sięgnąłem po najbardziej destrukcyjny symbol, jaki mogłem znaleźć – swastykę – i posunąłem się nawet do sprzedaży koszulek z jej wizerunkiem" – czytamy w jego wpisie.
"Żałuję swoich ówczesnych czynów, jestem nimi głęboko zawstydzony i zobowiązuję się do wzięcia za nie odpowiedzialności, podjęcia leczenia oraz wprowadzenia realnych zmian" – deklarował producent muzyczny.
W konfrontacji z przeszłością Ye postawił sprawę jasno: "Nie jestem nazistą ani antysemitą. Darzę społeczność żydowską ogromnym szacunkiem i miłością. Przeprosił także społeczność afroamerykańską.
Internauci byli nastawieni do oświadczenia Westa dość sceptycznie, gdyż w tamtym okresie był on silnie zaangażowany w promocję swoich nowych projektów. Część osób sugerowała, że jest to tania próba odbudowy wizerunku i powrotu do "mainstreamu". Byłemu mężowi Kim Kardashian nie udało się tam wrócić, ale na szczęście (dla niego!) znowu będzie o nim przez jakiś czas głośno.






