
Rok temu Stanisław Soyka miał stanąć na scenie Opery Leśnej, ale zamiast niego publiczność usłyszała tragiczną wiadomość o jego śmierci. W poniedziałek w Sopocie jego piosenki zabrzmiały ponownie. Była "Tolerancja", było "Absolutnie nic", były gwiazdy i bliscy Soyki, ale największe emocje wywołała jego wnuczka. Nina Sojka pojawiła się na scenie i szybko stało się jasne, dlaczego jej dziadek mówił o niej, że jest "niezwykle muzykalna". Zachwyciła wszystkich.
Stanisław Soyka był wybitnym wokalistą, kompozytorem, pianistą i skrzypkiem, którego twórczość na trwałe wpisała się w historię polskiej piosenki. 21 sierpnia 2025 roku miał wystąpić na scenie organizowanego przez TVN Top of the Top Sopot Festivalu w duecie z Natalią Grosik. Artysta był już po ostatnich próbach i wrócił do hotelu, skąd miał odebrać do transport do Opery Leśnej. Wieczorem ciało Soyki znaleziono w pokoju hotelowym. Muzyk, który zmagał się z cukrzycą typu 2 oraz przewlekłą obturacyjną chorobą płuc, miał 66 lat.
Rok później Top of the Top Festival postanowił oddać hołd Stanisławowi Soyce. Muzyczną imprezę otworzył w poniedziałek koncert "Stanisław Soyka. Absolutnie". Festiwalowe koncerty – szczególnie w ostatnich latach – niekoniecznie zawsze zadowalają publiczność, ale tym razem większość była zgodna: pożegnanie wybitnego artysty było piękne i godne.
Nina Sojka na festiwalu w Sopocie zachwyciła widzów. Wnuczka Stanisława Soyki była jego dumą
W pewnym momencie na scenę wyszli najbliżsi Stanisława Soyki: jego syn Kuba, bracia Leszek i Ryszard, wnuczka Nina Sojka oraz wieloletni przyjaciel Zbigniew "Zbigi" Brysiak. Z Czesławem Mozilem, Natalią Grosiak, Januszem Radkiem i Kasią Sienkiewicz wykonali "Zależy mi" oraz "Kiedy byłem małym chłopcem".
I właśnie wtedy szczególną uwagę zaczęła przyciągać nastolenia wnuczka Stanisława Soyki, córka jego syna Antoniego, która pojawiła się na scenie nie tylko jako członkini rodziny, która przyszła pożegnać dziadka. Nina szybko udowodniła, że ma własny głos, sceniczną swobodę i naprawdę duży talent.
Na zakończenie koncertu Nina zaśpiewała z wokalistką Kwiatu Jabłoni "Są na tym świecie rzeczy". Trudno było wówczas nie pomyśleć o słowach, które artysta – który rzadko mówił o rodzinie – wypowiedział o wnuczce kilka lat wcześniej. W rozmowie z Salonem24 w 2023 roku Soyka, ojciec czterech synów, opowiadał o swoich wnukach: Ninie, Michale, Jaśku i Józku. Z Niną szczególnie mocno połączyła go muzyka.
"Śpiewam z Niną, moją wnuczką, która jest niezwykle muzykalna" – mówił wtedy artysta. Dodał, że to uczennica szkoły muzycznej pierwszego stopnia. Lubili razem śpiewać. W grudniu 2018 roku artysta pokazał nagranie kolędy "Gdy śliczna Panna", którą wykonał właśnie z Niną. Z kolei w 2021 roku razem z ojcem Antonim dziewczyna nagrała utwór "Zabiorę Ciebie" z udziałem Jana Malechy.
"Zerkam na nią trochę jak na następcę, ale niech ona zdecyduje, co dalej" – podkreślił. Po występie Niny w mediach społecznościowych szybko pojawiły się komentarze zachwyconych widzów, którzy podkreślali, że Soyka byłby z niej z dumny. I faktycznie, łatwo byłoby napisać po poniedziałkowym koncercie, że wnuczka "idzie w ślady dziadka", ale warto pamiętać, że sam mistrz faktycznie zostawił jej wybór. Czy Nina Sojka wejdzie na polską scenę muzyczną? Czas pokaże.
Koncert "Stanisław Soyka. Absolutnie" na Top of the Top Sopot Festival był piękny. W pewnym momencie zaczęła śpiewać publiczność
W poniedziałek na scenie Opery Leśnej podczas koncertu na cześć Stanisława Soyki pojawili się również artyści, którzy sięgnęli po najbardziej znane utwory z repertuaru zmarłego muzyka. Koncert otworzyli wspomniana Kasia Sienkiewicz i Czesław Mozil, wykonując uwielbiane "Druha we mnie masz" z polskiej ścieżki dźwiękowej "Toy Story". Później Kayah przypomniała "Fa na na na", a Kuba Badach i Maciej Stuhr połączyli siły przy "Absolutnie nic".
"(...) Ten wieczór nie został zbudowany wyłącznie z piosenek Soyki. Artyści sięgali również po utwory, które sam kochał. Zamiast kolejnego koncertu ku czci dostaliśmy więc coś znacznie ciekawszego – próbę pokazania człowieka przez muzykę, której słuchał" – zauważył Bartosz Sąder z WP Kultura w swojej relacji.
Justyna Steczkowska zaśpiewała więc "Uciekaj moje serce", Janusz Radek – "Czas nas uczy pogody", Aga Zaryan sięgnęła po "Fly Me To The Moon", a Natalia Szroeder wykonała "Wprost w ramiona twe", czyli polską wersję "Into My Arms" Nicka Cave'a, którą Soyka nagrał ze słynnym australijskim artystą w 1999 roku. Ralph Kaminski wystąpił natomiast z podopiecznymi Fundacji Anny Dymnej "Mimo Wszystko" przy piosence "Staś i Nel".
Był też Zbigniew Zamachowski, który zaśpiewał "Tak jak w kinie", a Badah wrócił na scenę z "Jak dzieci". Powrócił też Stuhr, który wzruszył kultowym wyciskaczem łez "Tears in Heaven" Erica Claptona. Wszystkim wykonawcom towarzyszyła Grott Orkiestra. Nad sopocką areną unosiła się jednak świadomość, że tego wieczoru zabraknie najważniejszego głosu.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Najbardziej przejmujący moment przyszedł przy "Cudzie niepamięci". To właśnie ten utwór Soyka miał zaśpiewać z Natalią Grosiak podczas festiwalu w 2025 roku. Odbyli próbę, ale do wieczornego występu już nie doszło. Rok później na scenie pojawiło się puste krzesło – z głośników popłynął archiwalny głos Soyki, nagrany podczas ubiegłorocznych prób, a resztę utworu wykonała Grosiak.
Podobnie było przy "Tolerancji". Światła przygasły, ponownie usłyszeliśmy głos Soyki, a publiczność wstała i głośno zaczęła śpiewać razem z nim. Takie sceny rzadko widzi się na festiwalach, szczególnie tych współczesnych, które bardziej niż święto muzyki przypominają skok na nostalgię albo konkurs popularności. Tym razem było jednak inaczej.
"Chwała, że Stanisław Soyka został upamiętniony pełnoprawnym koncertem. Bez lokowania produktów, bez półśrodków. Choć często tak wiele mówi się o tym, że warto się zatrzymać i celebrować chwile, w przypadku telewizyjnych koncertów bolączką tego rodzaju hołdów jest czas, a raczej jego brak. (...) Tym razem postać Soyki i jego twórczość naprawdę znalazły się w centrum i otrzymały odpowiednią oprawę oraz całkiem długi moment, który pozwolił jeszcze raz zagłębić się w jego autentyczność i niezapomniane kompozycje. Niepospiesznie, godnie, po prostu pięknie" – podsumował Mateusz Kamiński z Onet Muzyka.




