
Aktor, muzyk, komik, scenarzysta. Kariera wszechstronnego Donalda Glovera, nazywanego przez wielu człowiekiem renesansu, w tym momencie wręcz eksplodowała i rozniosła się na cały świat. O teledysku i piosence "This Is America", jego muzycznego alter ego: Childish Gambino, mówią niemal wszyscy. Możemy go też podziwiać w jednej z głównych ról w nowych "Gwiezdnych wojnach" - wciela się w postać Lando Calrissiana. To tylko wycinek portfolio człowieka, którego dzieciństwo nie zwiastowało międzynarodowej popularności.
Ojciec Donalda (nie, nie jest nim Danny Glover z "Zabójczej broni") pracował na poczcie, jego mama była opiekunką żłobka, stąd przez dom przewijało się mnóstwo dzieciaków. Glover wspomina ten okres z życia jako "chaotyczny". – Pamiętam dziewczynkę, której ojciec był w narkotykowym gangu. Pewnej nocy ktoś zastrzelił jego i żonę na oczach małej. Jeszcze tej samej nocy opieka społeczna przywiozła ją do nas – opowiada artysta. Żłobek był prowadzony... w garażu. Ma sześcioro braci i sióstr: trójkę rodzonych i trójkę zaadoptowanych przez rodziców.

Jego marzenie wreszcie się ziściło - w 2006 roku skontaktował się z producentem Davidem Minerem, dla którego napisał scenariusz dla "Simpsonów". Został wtedy zauważony przez Tinę Frey - gwiazdę serialu "Rockefeller Plaza 30". Został współscenarzystą produkcji. Pracował przy trzech sezonach serialu i był nominowany do nagrody Gildii Scenarzystów (Writers Guild). Pisał też skecze do do satyryczno-politycznego "The Daily Show". Przez pięć lat wcielał się w rolę Troya Barnesa w popularnym sitcomie NBC "Community".

"Człowiek renesansu" nigdy nie porzucił X muzy. Jest na topie nie tylko jako śpiewający raper, ale również jako niezwykle kreatywny filmowiec. Na srebrnym ekranie mogliśmy podziwiać go w różnorakich filmach "Magic Mike XXL", "Marsjanin" i "Spider-Man: Homecoming". Glover ma też swój serial z mocnym przesłaniem społeczno-kulturowym.

Mało wam Donalda Glovera? Od 25 maja będziemy mogli go oglądać w polskich kinach w spin-offie sagi z rycerzami Jedi - "Han Solo: Gwiezdne wojny - historie". Będzie młodszą wersją Lando Carlissana, którego pamiętamy ze starej trylogii. To również było przeznaczenie. W programie Ellen DeGeneres przyznał, że jego pierwsza zabawką była właśnie figurka Lando. Już teraz wiemy, że wypadł wyśmienicie: "Rewelacyjny, balansujący na granicy autoironii" – napisał recenzent z serwisu Filmweb. Nieoficjalnie mówi się też, kumpel Hana Solo również dostanie swój własny film. Plotka, która zelektryzowała fanów, została co prawda już zdementowana, ale Lucasfilm nie zaprzecza też, że takowy nigdy nie powstanie.
