
Wielki Piątek to w chrześcijańskie czas wyciszenia i kontemplacji Pasji. Jednak dla milionów fanów musicalu na całym świecie, ten dzień nierozerwalnie kojarzy się z jednym z najbardziej przejmujących i kontrowersyjnych dzieł w historii muzyki. "Jesus Christ Superstar" to nie jest grzeczna, kościelna opowieść, ale rockowa opera, która ze śmierci Chrystusa uczyniła polityczny thriller i psychologiczny dramat, a z modlitwy w Ogrójcu – najbardziej ekstremalny i emocjonalny popis wokalny, jaki kiedykolwiek napisano na męski głos.
Wszystko zaczęło się w 1970 roku nie na deskach teatru, ale na winylu. Ponieważ nikt nie chciał sfinansować tak ryzykownego spektaklu, twórcy – legendarny Andrew Lloyd Webber ("Upiór w operze") i Tim Rice ("Evita") – wydali "album koncepcyjny". Sukces był oszałamiający, co otworzyło "Jesus Christ Superstar" drogę na Broadway, a w 1973 roku do kin.
O czym jest "Jesus Christ Superstar"? Rockowy musical pokazuje ostatnie siedem dni życia Jezusa
Film "Jesus Christ Superstar" w reżyserii Normana Jewisona to wizualny ewenement. Ostatnie siedem dni życia Jezusa przedstawiono w rockowym i hipisowskim klimacie. Ten anachronizm – rzymscy żołnierze w srebrnych hełmach i z karabinami maszynowymi, Judasz w różowo-czerwonym stroju z dekoltem – nie jest tanią prowokacją. To zabieg, który czyni tę historię uniwersalną, a dzięki temu bardziej bolesną.
Mimo że wersji musicalu powstało multum, to film Jewisona jest dla wielu "wersją ostateczną", głównie dzięki niesamowitej roli Teda Neeleya, który w roli Chrystusa połączył bezbronność z niemal nadludzką siłą głosu.
Nie byłoby "Jesus Christ Superstar" bez genialnie zarysowanego konfliktu między Jezusem a Judaszem. W tym musicalu Judasz nie jest jednowymiarowym zdrajcą, ale postacią tragiczną, a wręcz... jedynym racjonalistą w całym towarzystwie. To on pełni rolę narratora i "głosu rozsądku", który boi się, że religijny ruch wymknie się spod kontroli i sprowadzi na wszystkich gniew Rzymu.
W filmie z 1973 roku Carl Anderson stworzył kreację magnetyczną – jego Judasz jest wściekły, rozdarty i pełen miłości do Jezusa, której nie potrafi udźwignąć. To właśnie ten dualizm sprawia, że finałowy utwór "Superstar", w którym Judasz powraca w białym kostiumie, by zadać Jezusowi serię niewygodnych pytań, jest tak ikoniczny.
Zupełnie inny biegun emocji reprezentuje Maria Magdalena. Jej postać wprowadza do tej surowej, rockowej opery spokój i czułość. Słynna ballada "I Don’t Know How to Love Him" to jeden z najpiękniejszych momentów musicalu. To wyznanie kobiety, która widziała w życiu wszystko, a jednak staje bezradna wobec uczucia do Jezusa. Magdalena nie rozumie Jego boskości, widzi w nim tylko – i aż – człowieka.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Utwór "Gethsemane" to emocjonalna petarda
Sercem całego dzieła jest utwór "Gethsemane (I Only Want to Say)". To moment, w którym Jezus zostaje sam w Ogrodzie Oliwnym. Nie widzimy tu ikony z obrazka, ale człowieka przerażonego nadchodzącą śmiercią. To rockowy monolog pełen pretensji, buntu, wątpliwości i ostatecznego, tragicznego poddania się woli Ojca.
Struktura tego ikonicznego utworu – Mount Everest dla każdego musicalowego wokalisty – to emocjonalny rollercoaster. Zaczyna się od cichego, niemal szeptanego pytania, by przejść w drapieżny rockowy rytm, w którym Jezus żąda od Boga dowodów na to, że Jego ofiara ma sens.
Polski tekst "Gethsemane (Tylko jedno chcę rzec)"
przekład własny
Słynne, wysokie, przesterowane "G" (falsetowy krzyk) w kulminacji utworu to nie tylko techniczny popis, ale moment, w którym pęka dusza Jezusa. To krzyk w obliczu niesprawiedliwości i lęku przed końcem, który – w interpretacji "Jesus Christ Superstar" – odczuwał nawet Jezus.
Fani "JCS" od dekad toczą spory o to, kto najlepiej oddał ból w Ogrójcu. Dla purystów niedościgniony jest Ian Gillan, wokalista Deep Purple, który zaśpiewał na pierwszej płycie z 1970 roku, nadając Jezusowi hardrockowy pazur. Inni przysięgają na wspomnianego Teda Neeleya, którego filmowa interpretacja jest najbardziej ikoniczna i pełna aktorskiego poświęcenia.
Jednak jeśli szukamy wersji, która "rozwala emocjonalnie" w sposób niemal metafizyczny, oczy wielu fanów zwracają się ku jednej, konkretnej rejestracji. Steve Balsamo w 2004 roku podczas koncertu "Musicals in Ahoy" dostarczył interpretacji, która graniczy z cudem.
Jego kontrola nad głosem, czystość tonu, emocje i łzy, a przede wszystkim to, jak "rozdziera" się w środku utworu, sprawia, że słuchacz ma ciarki na całym ciele. Balsamo nie śpiewa o Jezusie, ale na te kilka minut staje się człowiekiem przygniecionym ciężarem całego świata.
Warto też spojrzeć na nasze podwórko, bo Polska ma niezwykle silną tradycję wystawiania tego musicalu (od Teatru Muzycznego w Gdyni po warszawski Teatr Rampa). Wielu młodych widzów odkryło "Gethsemane" dzięki świetnemu polskiemu przekładowi Doroty Kozielskiej i znakomitemu wykonaniu Marcina Franca ze Studia Accantus.
"Jesus Christ Superstar" wciąż wkurza katolików
Mimo upływu lat "Jesus Christ Superstar" wciąż potrafi wywołać burzę w środowiskach konserwatywnych. Głównym zarzutem pozostaje brak sceny zmartwychwstania – dla wielu teologów opowieść kończąca się na krzyżu jest zaprzeczeniem istoty chrześcijaństwa.
Kontrowersje budzi też skrajne uczłowieczenie Jezusa: pokazanie jego strachu, gniewu na chorych, których nie ma siły uzdrowić ("Heal yourselves!") czy sugestia romantycznej relacji z Marią Magdaleną. W wielu krajach, w tym w Polsce, protesty religijne towarzyszyły premierom niemal każdej nowej inscenizacji. Dla krytyków dzieło Webbera i Rice'a to "ewangelia według Judasza", która zamiast oddawać hołd Bogu, skupia się na politycznym zamieszaniu i słabościach człowieka.
Z drugiej strony, paradoksalnie to właśnie ta "kontrowersyjna" ludzkość sprawiła, że postać Chrystusa stała się bliska pokoleniom, które odwróciły się od tradycyjnej instytucji Kościoła. Musical nie daje gotowych odpowiedzi, lecz stawia pytania: kim tak naprawdę był Jezus dla swoich współczesnych? Był rewolucjonistą, ofiarą własnej popularności czy rzeczywiście Bogiem?
Nawet jeśli niektórzy katolicy wciąż kręcą nosem na hipisowską estetykę i rockowe "wrzaski", trudno odmówić temu musicalowi jednego: zmusił miliony ludzi do ponownego przemyślenia historii, którą wydawało im się, że znają na pamięć. W tym właśnie tkwi siła "Jesus Christ Superstar", szczególnie odczuwalna w okresie wielkanocnym, a zwłaszcza w Wielki Piątek, w którym Jezus symbolicznie umiera na krzyżu.
Dzieło zmusza nas do zatrzymania się nad człowieczeństwem Chrystusa – nad jego fizycznym bólem, psychicznym wycieńczeniem i przerażającą samotnością w tłumie. Tim Rice napisał libretto z perspektywy człowieka wątpiącego, co sprawia, że utwór staje się pomostem dla osób dalekich od Kościoła. To ostatecznie nie jest lekcja teologii, ale poruszająca lekcja empatii.
Gdzie obejrzeć film "Jesus Christ Superstar"?
Silm "Jesus Christ Superstar" jest dostępny na Prime Video lub Apple TV, a fragmenty różnych wersji musicalu scenicznego czekają na YouTube. Jeśli zasiądziecie przed ekranami, przygotujcie się na seans, który wyciśnie z was emocjonalne soki.
