
Nie żyje Patrick Muldoon. Aktor i producent, znany z ról w serialach "Dni naszego życia", "Melrose Place" oraz filmie "Żołnierze kosmosu”, zmarł nagle w niedzielę 19 kwietnia. Miał 57 lat. Podano nieoficjalną przyczynę śmierci.
Według doniesień przyczyną śmierci Patricka Muldoona był zawał serca, choć oficjalnie nie została ona jeszcze potwierdzona. Przypomnijmy, że z tego samego powodu zmarła w piątek francuska aktorka Nadia Farès, która również miała 57 lat.
Patrick Muldoon nie żyje. Stworzył niezapomniane role w amerykańskich telenowelach
Patrick Muldoon urodził się w San Pedro w Kalifornii, a karierę aktorską rozpoczął jeszcze na studiach – wystąpił m.in. w popularnym serialu "Byle do dzwonka".
Największą popularność przyniosła mu rola Austina Reeda w kultowych "Dniach naszego życia", w którą wcielał się w latach 1992–1995 oraz ponownie w latach 2011–2012. Jego postać szybko zdobyła sympatię widzów, ale Muldoon potrafił też zagrać czarny charakter, jak w kolejnej operze mydlanej, "Melrose Place", gdzie wcielił się w siejącego postrach Richarda Harta.
Na dużym ekranie zapisał się przede wszystkim rolą Zandera Barcalowa w "Żołnierzach kosmosu" w reżyserii Paula Verhoevena. Wystąpił tam m.in. u boku Denise Richards, z którą prywatnie był w przeszłości związany. W jego filmografii znalazły się również takie tytuły "Stygmaty", "Detektyw Marlowe", "Cwaniaki z Hollywood", "Arkansas", "Impas", "Uwikłana", "Pająki" i "Drugie nadejście". Równolegle rozwijał się jako producent.
Patrick Muldoon dwa dni przed śmiericą cieszył się z nowego filmu
Niedawno Muldoon rozpoczął pracę przy filmie kryminalnym "Kockroach" Matta Rossa, w którym występują Chris Hemsworth, Taron Egerton i Zazie Beetz. Produkcja jest obecnie w trakcie realizacji. Jeszcze dwa dni przed śmiercią Muldoon cieszył się z nowego projektu na Instagramie.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Amerykanin także wielkim miłośnikiem muzyki – grał na gitarze i śpiewał jako frontman zespołu The Sleeping Masses. Znajomi wspominają go jako osobę, która wnosiła energię wszędzie, gdzie się pojawiała.
W poruszających wspomnieniach podkreślają: "Był nieskończenie hojny – ze swoją poezją, humorem i niepowtarzalną obecnością". Dodawali też: "Kochał zwierzęta i ludzi, rozdawał niezapomniane uściski i miał rzadką zdolność sprawiania, że inni czuli się bezpieczni i zauważeni". W innym oświadczeniu nazwano go "stylowym, charyzmatycznym i pełnym życia", podkreślając, że "każdy dzień przeżywał z pełną energią, w duchu rock'n'rolla".
