
Nowy reportaż Onetu wywołał burzę wokół Joanny Kos-Krauze. W publikacji pojawiają się liczne zarzuty dotyczące jej pracy zawodowej i relacji ze współpracownikami. Sama reżyserka odpiera oskarżenia i twierdzi, że materiał ma charakter "odwetowy". Sprawę dodatkowo komplikuje wcześniejsze postanowienie sądu, które miało ograniczać publikacje na jej temat.
Joanna Kos-Krauze (dziś Joanna Krauze de Lendorff) to uznana reżyserka i scenarzystka, współtwórczyni takich filmów jak "Plac Zbawiciela", "Papusza" czy "Ptaki śpiewają w Kigali". Przez lata tworzyła ze swoim mężem Krzysztofem Krauze (zmarłym w 2014 roku) i była jedną z ważniejszych postaci polskiego kina artystycznego. Pełniła również funkcje publiczne – zasiadała m.in. w komisji oscarowej oraz współpracowała z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej jako ekspertka przy ocenie projektów filmowych. Jej ostatnim filmem są wspomniane "Ptaki śpiewają w Kigali" z 2017 roku.
Oskarżenia pod adresem Joanny Kos-Krauze
27 kwietnia Onet opublikował pierwszą część obszernego reportażu autorstwa Magdaleny Rigamonti. Tekst powstał na podstawie wielomiesięcznych rozmów z osobami określającymi się jako "poszkodowane przez reżyserkę".
Padają w nim poważne oskarżenia: o mobbing i przemoc psychiczną, tworzenie toksycznego środowiska pracy, manipulacje, a nawet szantaż wobec współpracowników. Część rozmówców twierdzi, że była niesłusznie oskarżana o kradzieże lub nie otrzymała wynagrodzenia za swoją pracę. Niektórzy mówią także o konieczności korzystania z pomocy psychologicznej po współpracy z reżyserką.
W reportażu pojawiają się również informacje o przegranych przez Kos-Krauze procesach dotyczących niewypłaconych wynagrodzeń oraz o jej wykluczeniu ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich decyzją sądu koleżeńskiego, który miał opierać się na zeznaniach świadczących o "nieetycznych zachowaniach".
Wśród osób krytycznie wypowiadających się o reżyserce są m.in. jej dawne znajome i współpracowniczki, a także osoby pracujące przy filmie "Ptaki śpiewają w Kigali". Część z nich podaje swoje nazwiska i deklaruje, że jest gotowa powtórzyć swoje relacje przed sądem.
Joanna Kos-Krauze odpowiada. Onet zabiera głos
Joanna Kos-Krauze zdecydowanie odrzuca te zarzuty. 27 kwietnia jej oświadczenie opublikował mecenas Bartosz Lewandowski, który wcześniej bronił m.in. Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobrę, Adama Glapińskiego czy Patryka Jakiego.
Reżyserka twierdzi, że reportaż jest próbą odwetu. "Redakcja świadoma obowiązującego orzeczenia, zdecydowała się na jego rażące złamanie, publikując materiał mający wyraźny cel represyjny i odwetowy wobec mojej osoby" – napisała. Jej zdaniem publikacja "podważa ład prawny" i stanowi "ewidentne wykorzystanie mediów do presji pozasądowej", a także próbę jej zdyskredytowania.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
O co chodzi? 9 kwietnia sąd wydał decyzję, która miała zakazać autorce reportażu Magdalenie Rigamonti wypowiadania się na temat reżyserki. Pełnomocnik Kos-Krauze twierdzi, że publikacja materiału stanowi "celowe i ostentacyjne złamanie sądowego zakazu" oraz przejaw lekceważenia porządku prawnego.
Reżyserka twierdzi również, że tekst "zawiera liczne nieprawdziwe informacje", oparte na "niezweryfikowanych źródłach pomówienia", których "prawdziwości nie potwierdził żaden uprawniony organ". Zarzuca autorce reportażu stronniczość, wskazując na "emocjonalną niechęć" oraz "zaangażowanie po jednej stronie konfliktu".
W oświadczeniu pojawiają się także sugestie o możliwym konflikcie interesów i "ukrytych powiązaniach", które – jej zdaniem – nie zostały ujawnione czytelnikom. Kos-Krauze przekonuje, że publikacja nie jest niezależną analizą, lecz może być inspirowana przez środowisko z nią skonfliktowane. "Portal nadużywa wolności słowa jako narzędzia represji i odwetu" – podkreśla.
Z kolei Onet utrzymuje, że skorzystał z dostępnych środków prawnych i złożył wniosek o uchylenie zakazu. "Sąd podjął taką decyzję wyłącznie na podstawie twierdzeń pani Joanny, nie znając tekstu Onetu, bo w momencie wydania decyzji tekst jeszcze nie powstał. Sąd nie dał nam szansy na przedstawienie naszych racji – o decyzji dowiedzieliśmy się z e-maila prawnika pani reżyser" – napisał w oddzielnym artykule Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu. Zakaz publikacji nazywa "cenzurą prewencyjną".
