
Już 19 maja w Chorzowie zagra Metallica. Trasa koncertowa zespołu już wystartowała: 9 maja grupa zagrała w Atenach. Stąd wiemy, jak wygląda setlista na tegoroczne tour.
Metallica powraca na europejskie stadiony. W sobotę opanowała ateński Olympic Stadium, 13 maja zagra w Rumunii, a 19 – na chorzowskim Stadionie Śląskim. Mniej więcej wiadomo już, jakie utwory twórcy "Master of Puppets" wykonują w tym sezonie na żywo.
"Nowa" setlista Metalliki
W czasie greckiego show Metallica zagrała głównie swoje klasyki, ale pojawiły się też nieco mniej oczywiste wybory.
Cały wieczór rozpoczął się "Creeping Death", jednym z najlepszych "rozgrzewaczy" w repertuarze grupy. Następnie na Greków zrzucono ciężkie riffy "For Whom The Bell Tolls".
Po takim początku fani odetchnęli przy "Moth Into Flame" (to już nie tak oczywiste wskazanie) i "King Nothing". Chwilę potem zespół zagrał "Lux Æterna", jak się potem okazało jedynego tego wieczoru reprezentanta ostatniej płyty grupy, "72 Seasons".
Pierwszą balladą tego wieczoru było "The Unforgiven", na drugą nie trzeba było długo czekać, gdyż po dynamicznym "Fuel" wybór padł na "Fade To Black".
Kolejnym rzadziej granym na żywo numerem, który wybrzmiał tamtego wieczoru, było "Wherever I May Roam".
Ostatni akt to już jednak żelazne klasyki Metalliki: ballada "Nothing Else Matters", "Sad But True", wojenny protest-song "One" oraz wreszcie wielka trójka "zamykaczy" – "Seek & Destroy", "Master of Puppets" i wreszcie "Enter Sandman".
Zobacz także
Czy na polskim koncercie Metalliki usłyszymy to samo?
I teraz kluczowe pytanie: czy w Chorzowie usłyszymy dokładnie te same numery? To wątpliwe, gdyż Metallica lubi zmieniać setlistę.
Zapewne finał pozostanie ten sam. Fani znienawidziliby grupę za brak "Nothing Else Matters" czy "Mastera". Możliwe jednak, że choćby w miejsce "King Nothing" pojawi się inny hit z płyty "Load", "Until It Sleeps". Ballada "Fade to Black" może "wylecieć" i w to miejsce perkusista Lars Ulrich, który przygotowuje setlisty, "wklei" "Welcome Home (Sanitarium)", utwór równie piękny i spokojny, pochodzący z legendarnej "Master of Puppets".
Właśnie, mamy przecież rok 2026! Od wydania "Master..." minęły właśnie cztery dekady! Dlaczego więc zespół zagrał tak mało klasyków z tej kultowej płyty? A może właśnie taką niespodziankę zachowa dla polskich fanów i koncert otworzy miażdżące trzewia "Battery", a "Moth Into Flame" czy "Lux Æterna" zostaną wymienione np. na "Leper Messiah" lub "The Thing That Should Not Be".
Pomarzyć można... Prawda jest jednak taka, że wątpliwe, byśmy tym razem usłyszeli wiele rarytasów. Głównym problemem jest to, że Metallica gra u nas tylko jeden koncert. Gdy pojawiła się u nas w 2024 roku grała trasę "M72 World Tour", w ramach której zostawała w poszczególnych krajach na dłużej.
Na PGE Narodowym dała wtedy dwa porywające występy: 5 i 7 lipca. W obu przypadkach zagrała zupełnie inny zestaw utworów, co pozwoliło jej zaprezentować m.in. takie rodzynki jak "No Leaf Clover", "The Call of Ktulu", "Inamorata", "Blackened" czy "Fight Fire With Fire".
Choć można narzekać, że Amerykanie "w kółko grają to samo", należy zrozumieć, że na ich koncerty przychodzą dziś nie tylko koneserzy, którzy potrafią spierać się na temat każdej solówki Kirka Hammetta, ale też wiele osób, które znają ich twórczość mniej dokładnie.
Zresztą każdy, kto choć raz widział muzyków Metalliki na żywo, wie, że niezależnie od tego, co grają, zawsze porywają tłumy i zachwycają sceniczną charyzmą.
