roman Frankl
Roman Frankl był jednym z głównych bohaterów otwarcia Eurowizji Fot. YouTube /. Eurovision Song Contest

Pierwszy półfinał Eurowizji przyniósł Polakom nie tylko występ Alicji Szemplińskiej. W otwarciu jubileuszowej edycji konkursu niespodziewanie pojawił się także Roman Frankl – polski aktor i muzyk, prywatnie syn legendarnej Marii Koterbskiej. Choć odegrał jedną z najważniejszych ról w filmowym prologu show i później wystąpił na scenie wiedeńskiej hali Wiener Stadthalle, podczas transmisji TVP praktycznie tego nie odnotowano.

REKLAMA

Tegoroczna Eurowizja to jubileuszowa, 70. edycja największego muzycznego widowiska w Europie. Z tej okazji organizatorzy przygotowali podczas wtorkowego półfinału emocjonalne otwarcie – sentymentalną podróż przez historię konkursu, która poruszyła widzów do łez.

Otwarcie pierwszego półfinału Eurowizji wzruszyło widzów. W głównej roli Roman Frankl

Centralną postacią krótkiego filmu był Tony – wieloletni fan Eurowizji, którego życie pokazano na przestrzeni kolejnych dekad. Widzowie obserwowali, jak jako dziecko ogląda pierwsze czarno-białe transmisje, a później dorasta wraz z konkursem, przeżywając przy nim najważniejsze momenty swojego życia.

Przez lata zasiada przez telewizorem wraz ze swoim partnerem. W dojrzałą wersję bohatera wcielił się właśnie Roman Frankl, który pojawił się w najbardziej wzruszających scenach. W pewnym momencie Tony ogląda Eurowizję całkiem sam, a na stoliku jest czarno-białe zdjęcie jego ukchanego.

Nostalgiczna opowieść zakończyła się przejściem ze świata filmu na żywo do hali Wiener Stadthalle – Frankl pojawił się na scenie przy fortepianie i zainicjował angielską wersję eurowizyjnego hitu z 1967 r. "L'amour est bleu" Vicky Leandros, tym samym rozpoczynając oficjalne otwarcie pierwszego półfinału.

– Niebieski, niebieski, mój świat jest niebieski / Niebieski jest mój świat teraz, gdy nie ma cię przy mnie / Szary, szary, moje życie jest szare / Zimne jest moje serce, odkąd odszedłeś – śpiewał bohater otwarcia. Chwilę później na scenie pojawił się chór, który wspólnie z Tonym wykonał oryginalną wersję utworu.

W pewnym momencie do siedzącego przy fortepianie mężczyzny podszedł jego zmarły partner z młodszych lat, który położył mu rękę na ramieniu. – To Konkurs Piosenki Eurowizji. Nigdy nie będziesz sam – powiedział do Tony'ego, który wzruszony się uśmiechnął. Chwilę później na scenę weszła sama Leandros – Greczynka wykonała swoją słynną piosenkę, która reprezentowała Luksemburg w 12. Konkursie Piosenki Eurowizji organizowanym w Wiedniu. Zajęła wtedy czwarte miejsce i weszła do kanonu największych eurowizyjnych przebojów.

Dla wielu polskich widzów obecność Frankla była sporym zaskoczeniem, tym bardziej że podczas transmisji komentator Artur Orzech nie wspomniał o udziale polskiego aktora w otwarciu konkursu. Tymczasem w mediach społecznościowych szybko zaczęto przypominać, że artysta od lat działa zarówno na polskiej, jak i austriackiej scenie. Internauci wypominają też Polskiej Telewizji Publicznej zignorowanie udziału 72-latka.

Roman Frankl to syn Marii Koterbskiej. Wyemigrował do Austrii, aby pozbyć się łatki syna gwiazdy

Roman Frankl urodził się w 1954 roku, jest absolwentem krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych. W Polsce widzowie mogą kojarzyć go m.in. z serialu "Klan", gdzie grał Stjepana Vujkovicia, a także z reaktywowanych "Usta usta", ale grał również w filmach, m.in. "Urodzinach młodego warszawiaka" (1980) czy "Latach dwudziestych… latach trzydziestych…" (1983).

W latach 80. wyemigrował do Austrii, gdzie rozwinął karierę teatralną i kabaretową, występując m.in. w wiedeńskich teatrach muzycznych. Zajmował się także pisaniem scenariuszy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Prywatnie Roman Frankl jest synem Marii Koterbskiej – jednej z największych legend polskiej muzyki rozrywkowej. Artystka, nazywana "królową polskiego swingu", była gwiazdą estrady w latach 50. i 60. To właśnie Maria Koterbska wykonywała takie przeboje jak "Parasolki", "Augustowskie noce" czy "Serduszko puka w rytmie cza-cza". Koterbska zmarła w 2021 roku w wieku 96 lat.

– Był czas, gdy mama była cały czas w trasie. Bywało tak, że w ciągu roku spędzała w domu 28 dni. Po przyjeździe z dawnego Związku Radzieckiego miała po tygodniu kolejny wyjazd na trzy miesiące do Stanów Zjednoczonych. Pamiętam, że nie chciałem mamy puścić i położyłem się na progu drzwi. Bardzo mi jej brakowało – opowiadał w jednym z wywiadów Frankl. Jego słowa pokazują, jak trudno łączyć macierzyństwo z pracą na takim poziomie obciążenia zawodowego.

72-letni dziś aktor wielokrotnie przyznawał w wywiadach, że przez lata próbował uwolnić się od łatki "syna Marii Koterbskiej" i właśnie dlatego zdecydował się na wyjazd z Polski. – Chciałem udowodnić, że nie jestem synem swojej matki – powiedział w jednym z wywiadów.