
Grupa Judas Priest kończy prace nad nową płytą. Jak twierdzą muzycy, tym razem fani otrzymają album bardziej tradycyjny, a miejscami "ekscentryczny". Co to oznacza i czy zespół nie przerwie swojej udanej passy w nagrywaniu udanych krążków? W końcu dwa ostatnie albumy zachwyciły koneserów heavy metalu.
Choć zespół Judas Priest działa na scenie od ponad 50 lat (i inspirował nawet Metallikę, która niedawno zagrała w Polsce), nie zwalnia tempa. Od 2005 r., gdy wydał "Angel of Retribution", nagrany ponownie z legendarnym wokalistą Robem Halfordem, stworzył aż pięć krążków (nie licząc dwóch płyt koncertowych).
Wśród nich szczególnie dobrze przyjęto wspomniane już "Angel of Retribution" oraz dwa ostatnie wydawnictwa – "Firepower" i "Invincible Shield". Krytycy i wielu fanów uznali je za bardzo udane powroty do formy, nawet jeśli nie wszyscy nazwaliby je arcydziełami. Mocno kontrastuje to z odbiorem "Nostradamus" i "Redeemer of Souls" – podobnie zresztą sprawa wygląda z 3 płytami Metalliki, których nie docenili fani.
Nowa płyta Judast Priest będzie "ekscentryczna"
I teraz przed muzykami kolejne wyzwanie: nagrać następny album. W jakim kierunku zespół podąży teraz? Rąbka tajemnicy uchylił basista Ian Hill. W wywiadzie dla "Metal Journal" przyznał, że większość nowego materiału jest już zarejestrowana, a Rob Halford pracuje teraz nad swoimi partiami wokalnymi.
Fanów zaciekawić może jednak to, jak całość ma brzmieć. I okazuje się, że tym razem zespół chce dokonać ponownej wolty stylistycznej. Oczywiście wszystko w dość wąskich granicach heavy metalu.
– [Nowy album] będzie się trochę różnił od poprzedniego. Jest bardziej tradycyjny, może miejscami nieco bardziej ekscentryczny. Słyszałem póki co bardzo surową formę – tylko gitary, bębny i bas. Ale nabiera kształtów klasycznego albumu Judas Priest. Ukaże się w przyszłym roku. Pewnie w marcu lub kwietniu – powiedział Hill.
Co to oznacza w praktyce? Możliwe, że powrót do stylistyki wczesnych krążków, a więc mniej ciężaru, a więcej hitów.
Możliwe, że pewną wskazówką jest reedycja drugiego albumu w dyskografii Judasów, czyli "Sad Wings of Destiny", która pojawi się na rynku w tym roku. Wszystko z okazji 50-lecia jego premiery. To na tej płycie po raz pierwszy usłyszeliśmy to, co dziś określa się jako styl Judas Priest. Wiadomo, że 50-letni materiał został zremiksowany i zremasterowany, co miało na celu poprawienie jakości dźwięku. Na rynku pojawią się nowe tłoczenia winylowe oraz wersje kolekcjonerskie.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ewolucja stylu Judas Priest, czyli legend heavy metalu
Choć Judas Priest to zespół, który uchodzi za wręcz klasyczny i jest stawiany obok Iron Maiden – który niedawno doczekał się dokumentu o swojej działalności – jego styl ewoluował. Początki były zbliżone do bluesa, następnie grupa zaczęła tworzyć ramy pod heavy metal. Na kontrowersyjnej płycie "Turbo" dodała do swojej muzyki syntezatory.
Przełomem był z pewnością album "Painkiller", zawierający bardziej drapieżne, wręcz agresywne granie, którym zespół świetnie wpisał się w to, co działo się we wczesnych latach 90. XX wieku.
Nawet na nieszczególnie udanym "Nostradamus" muzycy eksperymentowali z nową formułą. Tym razem postawiono na... rockową operę. Efekt nie zachwycił, ale pokazał, że grupa jest otwarta na nowe elementy. Czy nowy krążek ponownie okaże się zaskoczeniem? Zobaczymy.
Warto przypomnieć, że Judas Priest zagrają 28 lipca na warszawskim Torwarze. Wcześniej pożegnamy Megadeth na Mystic Festival, więc tegoroczny sezon dla fanów ciężkiego grania zapowiada się wyjątkowo bogato.
