kadr z "Jej piekło"
"Jej piekło" to piękna wydmuszka Fot. materiały prasowe

"Jej piekło" Nicolasa Windinga Refna weszło na ekrany polskich kin ze sporym obciążeniem. W czasie festiwalu w Cannes twórcy mieli być oklaskiwani przez długie minuty. Film jest piękny wizualnie. Problem w tym, że poza tym oferuje naprawdę niewiele.

REKLAMA

O Refnie najwięcej kinomaniaków usłyszało po premierze "Drive". Fenomenalna gra Ryana Goslinga i pięknie nakręcony film sprawiły, że obraz przeszedł do historii. Czy "Jej piekło" zapisze się w naszej pamięci tak samo?

"Jej piekło" to opowieść ze świata "Blade Runnera"?

Całość rozpoczyna się tak, że zacząłem zastanawiać się, czy Nicolas Winding Refn nie stworzył spin-offa "Blade Runnera". Pojawiają się neonowe światła i futurystyczna metropolia, pełna absurdalnie wysokich wieżowców (ciekawe, ile płacono za metr kwadratowy w najwyższej kondygnacji) i mgły. To na parterze jednego z nich poznajmy główną bohaterkę, Elle (Sophie Thatcher), do której dołącza jej nowo poznana koleżanka, Hunter (Kristine Froseth).

Nie do końca wiadomo, czym nasza protagonistka się zajmuje. Mieszka w luksusowym apartamencie, gra z przyjaciółkami w mocno immersyjne gry komputerowe. I ma bardzo bogatego ojca, o którym też nie wiemy wiele.

Nagle jednak Elle i Hunter widzą, jak z ręki tajemniczego mordercy ginie młoda kobieta. Tu pojawia się niespodziewanie drugi wątek, który obserwujemy. Amerykański żołnierz stacjonujący w Japonii zaczyna szukać swojej córki, która zniknęła w tajemniczych okolicznościach.

Wszystko brzmi chaotycznie i takie jest. Można odnieść wrażenie, że twórcy mniej skoncentrowali się na fabule, a bardziej na scenografii i obrazie. I te ostatnie elementy wbijają w fotel. Niemal każdy kadr tego filmu mógłby trafić na tapetę twojego komputera. Neonowe kolory i fascynujące oświetlenie "robią" ten film.

Dalsza część artykułu poniżej.

Nawet początek daje jeszcze nadzieję na to, że otrzymamy dobry obraz. Wyraźnie da się tu wyczuć klimat kina noir. Jedna ze scen – ta w salonie, z ojcem Elle – jest na tyle demoniczna, że wzbudza nawet skojarzenie z twórczością Davida Lyncha. Inspiracje te są szczególnie widoczne w zachowaniu jeszcze jednej postaci. Nie sposób też nie pochwalić pięknej muzyki autorstwa Pino Donaggio, która uzupełnia tę wizualną ucztę.

"Jej piekło" Nicolasa Windinga Refna to piękna wydmuszka

Problemy filmu są widoczne gdzie indziej: w fabule. A właściwie niemal jej braku. "Jej piekło" to opowieść na filmową miniaturkę. Może na pół godziny, a nie na blisko dwie godzinną historię. W czasie seansu, na którym byłem, część widzów opuściła salę kinową przed napisami końcowymi. I kompletnie mnie to nie dziwi!

To, co zadziałało w niedawno wyświetlanym "Robin Hood: Koniec legendy" połączenie pięknych zdjęć z transowym klimatem – tu rujnuje całość. Dlaczego? Po prostu opowieść o złoczyńcy z Sherwood była o czymś, w "Jej piekło" fabuła została zakopana zbyt głęboko, by móc się nią zachwycić.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jak dobrze znasz laureatów Oscara? Sprawdź, czy pamiętasz, które filmy zdobyły nagrodę

logo
Quiz

1 / 12 Który tytuł wygrał Oscara w kategorii "najlepszy film" w 2012 roku?

Fot. kadry z filmów "Służące", "Artysta" i "Moneyball"

Całości nie ratują aktorzy, a nawet zjawiskowa Sophie Thatcher ("Towarzysz"), która po raz kolejny pokazuje, jak charyzmatyczną i magnetyczną aktorką jest. Ma tu co grać i robi to fenomenalnie. Ale co z tego skoro poszczególne sceny przypominają zbiór zekranizowanych "lekcji domowych" dla studentów aktorstwa, a nie pełnokrwistą opowieść.

Jeżeli więc wystarczy ci czerpanie przyjemności z zachwycania się poszczególnymi filmowymi kadrami, "Jej piekło" to seans dla ciebie. Jeśli szukasz jednak w kinie emocji i głębi, tu tego nie znajdziesz.