Kazik Staszewski
Kazik wrócił do feralnego koncertu Fot. YouTube / Rymanowski Live

Pod koniec listopada koncert Kult w Zielonej Górze zamienił się w jedno z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń na polskiej scenie muzycznej ostatnich miesięcy. Widzowie nie mieli wątpliwości: Kazik Staszewski był niedysponowany i nie powinien występować. Teraz artysta wraca do sprawy i bez ogródek przyznaje, że "wyszedł na scenę w stanie kompletnie nienadającym się". W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim szczerze wyjawił, ile wypił i dlaczego sięgnął po alkohol przed koncertem.

REKLAMA

Niesławny koncert Kultu odbył sie 30 listopada ubiegłego roku w hali CRS w Zielonej Górze. Już w trakcie występu w sieci zaczęły pojawiać się relacje uczestników, którzy opisywali zachowanie Kazika jako chaotyczne i trudne do oglądania. Wokalista miał plątać się w słowach, zapominać kolejność utworów i sprawiać wrażenie pijanego. Część publiczności wyszła z koncertu przed końcem.

Kazik o koncercie w Zielonej Górze. "Wyszedłem na scenę w stanie kompletnie nienadającym się"

W najnowszym wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego – pierwszym od zielonogórskiego koncertu – Kazik Staszewski postanowił wziąć pełną odpowiedzialność za sytuację. Jak podkreślił, w Kulcie od lat obowiązuje zasada całkowitej trzeźwości na scenie, a muzycy regularnie poddawani są kontrolom. – Mieliśmy alkotesty. I za każdym razem się testujemy. Wszyscy muszą. To rozporządzenie menedżera – przyznał.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy zabrakło standardowej kontroli alkomatem. – Nie było kontroli przedkoncertowej, więc zacząłem pić przed koncertami. Piłem whisky przeważnie – dodał.

Lider Kultu wyjaśnił, że kluczową rolę odegrały problemy zdrowotne, z którymi zmagał się pod koniec 2025 roku. – Tej jesieni zrobiło się tak stresująco. Nie mówię, że zacząłem się wspomagać alkoholem, jak tych bóli dostałem, bo to już się wcześniej zaczęło – tłumaczył.

Kulminacja nastąpiła w Zielonej Górze. Jak wspominał Kazik u Bogana Rymanowskiego, dzień koncertu był dla niego wyjątkowo trudny. – Pamiętam, że siedziałem w hotelu i zwijałem się z bólu – mówił. Mimo to zdecydował się wystąpić.

Przesadziłem, wyszedłem na scenę w stanie kompletnie nienadającym się na scenę. Poinformowałem, że tak zrobię. Miałem wziąć jednego shota, było ich trochę więcej. To były takie cztery niemałe, w szklance – przyznał szczerze.

Kazik nie ukrywa, że zdawał sobie sprawę z tego, co dzieje się podczas występu . – Koncert się odbył. Miałem świadomość, że to jest dramat. Niestety pamiętam doskonale, że ludzie wychodzili – skwitował gorzko.

Kazik chce zwolnić z koncertami

Przypomnijmy, że niedługo po koncercie muzyk trafił do szpitala na OIOM. Początkowo sugerował, że jego stan może mieć związek z wcześniejszą operacją wyrostka, jednak później sprostował te informacje. 'Moje obecne dolegliwości wyniknęły z zaniedbania, jakie poczyniłem, a nie z powodu nieprawidłowo wykonanego zabiegu" – wyjaśnił.

Dalsza część artykułu poniżej.

W obszernym oświadczeniu opublikowanym na Facebooku po feralnym koncercie Kultu w Zielonej Górze wokalista przeprosił fanów za swoją postawę. "Chciałbym złożyć szczere przeprosiny za moją niedyspozycję, która uniemożliwiła mi wykonanie występu na odpowiednim poziomie. Biorę za to pełną odpowiedzialność" – napisał wówczas.

Artysta przeprosił także publiczność, zespół i ekipę techniczną, podkreślając, że sytuacja była dla wszystkich trudna i krępująca. "Wypada mi nie tylko wyrazić głęboki żal, lecz także zwrócić koszty tym, którzy byli obecni i zostali zawiedzeni moją postawą" – zaznaczył.

Najbardziej zaskakująca część jego oświadczenia dotyczyła jednak przyszłości. Po rozmowach z rodziną Kazik doszedł do wniosku, że musi zwolnić tempo. "Mój czas nadszedł. Stałem się własną karykaturą, czego zawsze chciałem uniknąć" – napisał Staszewski i zapowiedział, że od 2027 roku działalność koncertowa Kultu zostanie znacząco ograniczona.

Dodajmy, że do końca kwietnia odwołano koncertu Kultu z powodu stanu zdrowia Kazika, a 14 listopada zespół wystąpi w katowickim Spodku.