Morderczy żywioł
Stephen King chyba się dobrze bawił podczas seansu hitu Netflixa Fot. Netflix

"Morderczy żywioł" Netflixa od razu po premierze wspiął się na szczyty oglądalności. Dotarł też do Stephena Kinga – król powieściowego horroru uznał, że survivalowy thriller zawiera "najlepszą kwestię dialogową roku". Na tym entuzjazm w dużej mierze się kończy – oceny są katastrofalne.

REKLAMA

Film "Morderczy żywioł", znany oryginalnie jako "Thrash", trafił na Netflixa 10 kwietnia i błyskawicznie wskoczył na 1. miejsce w globalnym zestawieniu Top 10. Obecnie jest "jedynką" niemal w każdym kraju, w tym w Polsce.

Za kamerą stanął Tommy Wirkola ("Dzika noc", "Hansel i Gretel: Łowcy czarownic"), który tym razem postawił na specyficzny miks thrillera, horroru, kina katastroficznego i survivalu.

Akcja rozgrywa się w nadmorskim miasteczku spustoszonym przez huragan piątej kategorii. Zalane ulice zamieniają się w śmiertelną pułapkę, gdy do miasta napływają... rekiny. W centrum historii znajduje się ciężarna Lisa (Phoebe Dynevor z "Bridgertonów"), uwięziona w samochodzie wśród wzbierającej wody, a równolegle śledzimy losy innych bohaterów walczących o przetrwanie.

Twórcy przekonują, że scenariusz autorstwa Wirkoli nie jest całkowicie od czapy – producent Adam McKay tłumaczył, że podczas powodzi do wód przybrzeżnych trafiają zanieczyszczenia przyciągające drapieżniki, a sam Wirkola dorzucił do tego wątek ciężarówki pełnej krwi jako katalizatora wydarzeń.

Stephen King ocenia "Morderczy żywioł". Chyba miał powód

Film jest takim hitem, że dotarł również oczywiście do Stephena Kinga, który znany jest ze swojego uwielbienia do popkultury. Trudno powiedzieć, czy królowi horroru film się spodobał, ale na pewno zachwyciła go jedna z kwestii.

Dzień po premierze pisarz napisał na X z przymrużeniem oka, że "Morderczy żywioł" zawiera "najlepszą kwestię dialogową roku (jak dotąd)", czyli: "Mamusia musi skopać tyłki tym je***nym rekinom". Faktycznie jest dość ikoniczna.

Pisarz udostępnił też wpis jednego z użytkowników X, który napisał (pisownia oryginalna): "A może jednak najlepszą sceną roku (tak, JAK NA RAZIE!!) jest ta, w której ciężarna kobieta prosi kogoś, żeby ocenił 'na oko', jak duże jest rozwarcie? Albo ten losowy ojciec zastępczy, który traci pół tyłka?!?!? Co za absurdalny, ale zabawny film!!".

"Morderczy żywioł" to hit Netflixa i absolutna filmowa klęska

"Morderczy żywioł" jest hitem i... paździerzem. Dostał naprawdę koszmarne oceny – na Rotten Tomatoes zaledwie 40 proc. pozytywnych opinii od krytyków i 25 proc. od widzów.

Dalsza część artykułu poniżej.

Brian Tallerico z portalu RogerEbert.com nazwał horror Wirkoli "wyjątkowo głupim". Jak podkreślił, uwielbia tego typu produkcje, ale pod warunkiem, że są dobrze zrobione. "Ta taka nie jest. Jej największym grzechem nie jest to, że jego głupi bohaterowie robią głupie rzeczy; chodzi o to, że całość sprawia wrażenie wyjątkowo leniwej" – ocenił.

"'Morderczy żywioł" to nie 'Rekinado'. Jest lepszy niż ten klasyk kampu, ale nie tak zabawny" – napisał Russ Simmons z KKFI-FM, choć niektórzy krytycy pokusili się nawet o stwierdzenie, że klasyk kina klasy B z 2013 roku jest... lepszy od nowości Netflixa. "To bardzo solidna rozrywka, ale nie dodam jej do listy 'najlepszych filmów o rekinach'. Thriller Wirkoli obejrzyjcie bez wielkich oczekiwań" – doradzała Karina Adelgaard z portalu Heaven Horror.

W Polsce sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Na Filmwebie "Morderczy żywioł" ma zaledwie 3,8/10 od widzów i 3,6/10 od krytyków. "Ostatni dobry film o rekinach, to Szczęki z 1975", "Czasem miałem wrażenie, że miała być to parodia, ale taka nieśmieszna", "Najmocniejszy aspekt tego filmu to włóczka, z której został zrobiony sweter tego jednego chłopaka", "Katastrofa... Lepiej popatrzeć przez okno", "Najgłupszy i najgorszy film w historii kina" – narzekają Polacy, który poprzedni filmowy hit Netflixa, czyli rodzime "Podlasie", też ocenili... źle.