Jamie i Claire w Outlanderze
Dianie Gabaldon nie spodobał się ostatni odcinek "Outlandera" Fot. Kadr z "Outlandera"

Choć serialowy "Outlander" zdobył serca milionów widzów na całym świecie, autorka książek, Diana Gabaldon, nie szczędzi gorzkich słów pod adresem twórców. 74-letnia pisarka otwarcie skrytykowała ostatni odcinek, zarzucając twórcom brak odwagi i spłycanie napisanej przez nią historii.

REKLAMA

"Outlander" na podstawie serii powieści Diany Gabaldon to nie tylko romans, ale hybryda gatunkowa, która łączy historię, fantasy, melodramat i dramat polityczny. 8. sezon (niestety już ostatni) – który właśnie podbija Netfliksa, udowodnił, że widzowie naprawdę kochają epickie widowiska. Na szczęście czekają nas jeszcze prequele.

Jednak Gabaldon nie wszystko się podoba w serialowej adaptacji jej dzieła – szczególnie siódmy odcinek ósmego sezonu, "Dowód rzeczywistości, których nie widzimy", który w sobotę zadebiutował na Netfliksie.

Diana Gabaldon krytykuje 8. sezon "Outlandera". Poszło o śmierć w ostatnim odcinku

Uwaga, spoilery.

Jednym z najbardziej spornych punktów między autorką a twórcami okazała się śmierć w 8. sezonie. W powieściach Gabaldon brutalna śmierć małego Henriego-Christiana (Benjamin Moss) stanowi potężny zwrot akcji. Serialowa adaptacja poszła jednak w zupełnie innym kierunku – zamiast dziecka, uśmiercono jego ojca, Fergusa (César Domboy).

Według Gabaldon ta zmiana wynika z niechęci twórców do pokazania mroczniejszych i bardziej drastycznych scen. – Kilku z nich (producentów – red) powiedziało mi, że to ostatnia linijka tej sceny z książki – 'dźwięk jego głowy uderzającej o bruk był dźwiękiem końca świata’' – przeraziła ich tak bardzo, że nie byli w stanie pokazać tego na ekranie – wyjawiła pisarka magazynowi "Parade".

– Sądzę, że po prostu uznali, że muszą kogoś zabić. Osobiście uważam, że jeśli byli zbyt wielkimi tchórzami, by zrobić to porządnie, powinni byli po prostu odpuścić i spalić drukarnię – ale (na szczęście) to nie moja decyzja – stwierdziła, odnosząc się do wspomnianej sceny.

Wątek lorda Johna Greya też nie spodobał się autorce "Outlandera"

Grymas niezadowolenia na twarzy autorki wywołuje również modyfikacja wątku Williama Ransoma (Charles Vandervaart) oraz lorda Johna Greya (David Berry). W wersji telewizyjnej William odkrywa orientację seksualną swojego przybranego ojca po tym, jak przyłapuje go w intymnej sytuacji z Percym (Michael Lindall). To jeszcze bardziej nadwyręża ich trudną relację.

Dalsza część artykułu poniżej.

– Naprawdę sprzeciwiałam się (i sprzeciwiam) temu, by William dowiedział się o homoseksualizmie Lorda Johna. Nie ma absolutnie żadnego powodu – ani fabularnego, ani pod kątem rozwoju postaci – by to robić, poza chęcią wywołania szoku. W gruncie rzeczy ten odcinek nie stanowi konstruktywnej części serialu, to tylko zbiór szokujących momentów – powiedziała "Parade".

A jak było w powieściach? William nigdy nie znajduje Lorda Johna w łóżku z Percym ani z nikim innym. Dorasta, nie mając pojęcia o orientacji ojca, choć z czasem zaczyna dostrzegać jego pewne "nietypowe" zachowania. Wątek Percy'ego w książkach skupia się bardziej na intrygach politycznych i przeszłości Lorda Johna, a nie na byciu "narzędziem demaskacji" przed synem.

Dodajmy, że – jak pisała Zuzanna Tomaszewicz w naTemat: "Telewizyjna adaptacja znacząco wyprzedziła fabułę kolejnej powieści pióra Diany Gabaldon, która jeszcze nie ukazała się w księgarniach. Widzom obiecano satysfakcjonujące zakończenie, ale część miłośników oryginału niepokoi to, że twórcy nie mieli materiału, na którym mogli wzorować się przy pisaniu scenariusza do ostatniego rozdziału serialu". A to oznacza, że 74-letnia amerykańska pisarka może się jeszcze bardziej zdenerwować.