Kadr z serialu Bloodline
"Bloodline" to zapomniana perełka Netflixa Fot. Netflix

"Bloodline" to jeden z najbardziej klimatycznych i niepokojących seriali, jakie kiedykolwiek wypuścił Netflix. To tytuł, który powinien wracać w każdej poważnej rozmowie o najlepszych dramatach platformy, ale prawie nikt o nim dziś nie pamięta. Czas to zmienić.

REKLAMA

Punkt wyjścia emitowanego w latach 2015-2017 "Bloodline" jest prosty, ale intrygujący. Mamy szanowaną, "porządną" rodzinę Rayburnów z Florida Keys, właścicieli hotelu i lokalną elitą, której wizerunek zaczyna się sypać wraz z powrotem najstarszego syna – Danny'ego. Oficjalnie chodzi mu o rodzinne święto i 45-lecie biznesu, ale szybko okazuje się, że to tylko pretekst.

W tle mamy dawne tragedie, mroczne sekrety oraz gęstą sięć kłamstw, która oplata całą rodzinę niczym pajęczyna. Od początku czujemy w kościach, że wydarzy się coś złego, a retrospekcje i flash-forwardy stopniowo odsłaniają, jak do tego doszło.

"Bloodline" to zapomniany serial Netflixa. Rodzinny thriller i dramat psychologiczny w jednym

Siła "Bloodline" nigdy nie polegała wyłącznie na fabule – historii o toksycznych rodzinach jest przecież sporo. Najważniejsza jest atmosfera. Rodzinny thriller sprawnie łączy się tutaj z dramatem psychologicznym, a napięcie można kroić nożem. Wilgotny, gorący klimat Florydy tylko podsyca niepokój, który czai się w kątach rodzinnego domu, w każdej rozmowie i ukradkowym spojrzeniu. Tempo jest powolne, ale serial Netflixa bynajmniej nie jest nudny.

Sercem serialu jest bez wątpienia Ben Mendelsohn jako Danny Rayburn, czarna owca rodziny. Nie jest stereotypowym złoczyńcą, ale żywą, chodzącą urazą. Pamięta za dużo, nie zamierza już udawać, że wszystko jest w porządku i ma dosyć gierek swojej rodziny. Nic dziwnego, że Mendelsohn – potwornie niedoceniany australijski aktor, znany m.in. z "Łotra 1. Gwiezdne wojny – historie", "Kapitan Marvel" oraz "Outsidera", zgarnął za tę rolę Emmy.

Równie świetni aktorsko są "normalni" bracia i siostra Danny'ego – John (Kyle Chandler z "Manchester by the Sea"), Meg (Linda Cardellini z "Green Book") i Kevin (Norbert Leo Butz z "Kompletnie nieznanego"). John jako szeryf próbuje utrzymać kontrolę i porządek, Meg ucieka w karierę prawniczki i życie poza miasteczkiem, a Kevin miota się między lojalnością rodzinie a własną frustracją. Jednak ich problemy nie są oddzielone od Danny'ego, tylko z nim splecione.

Zresztą cała obsada jest znakomita. Rodziców grają legendy Hollywood: laureatka Oscara Sissy Spacek ("Carrie", "Prosta historia", "Służące") i Sam Shephard ("Helikopter w ogniu", "Pamiętnik"), a towarzyszą im m.in. John Leguizamo ("Romeo i Julia"), Andrea Riseborough ("Niepamięć") i Chloë Sevigny ("Potwory: Historia Lyle'a i Erika Menendezów").

Dalsza część artykułu poniżej.

Czy warto obejrzeć "Bloodline" na Netflix?

Większość krytyków nie szczędziła "Bloodline" pochwał. "The Wall Street Journal" pisał o "magnetycznej sile przyciągania", a „The Hollywood Reporter” zachwycał się "wciągającym, świetnie obsadzonym slow burnem". Część recenzentów miała problem z nielinearną narracją i tempem, zwłaszcza na początku, ale nawet sceptycy przyznawali, że kiedy serial "zaskakuje", to robi to "na maxa".

Pierwszy sezon "Bloodline" jest znakomity (81 procent od krytyków na Rotten Tomatoes) – to jedna z najlepszych rzeczy, jakie Netflix zrobił w pierwszych latach budowania swojej serialowej potęgi. Druga i trzecia odsłona niestety mu nie dorównują. Zebrały gorsze recenzje – zarzucano im rozwleczone tempo, powtarzalność i utratę dramaturgii, choć nie straciły całkowicie klimatu i aktorskiej jakości. Historia, która świetnie działałaby jako zamknięty miniserial, została rozciągnięta na siłę – spokojnie można obejrzeć tylko pierwszy sezon.

"Bloodline" to jeden z tych zapomnianych seriali Netflixa, który warto "odkopać". To perełka w morzu algorytmowych hitów, które podbijają streaming, ale nie serca widzów i krytyków (jak "Alfa" z Charlize Theron). Serial liczy 3 sezony – pierwszy ma 13 odcinków, a dwa kolejne po 10.