Anna Mucha
Anna Mucha stała się ofiarą oszustwa AI Fot. Screen z YouTube / Świat Gwiazd

Jeszcze niedawno internetowe oszustwa dało się rozpoznać po źle doklejonej głowie. Dziś wystarczy kilka sekund nagrania, by sztuczna inteligencja stworzyła wiarygodny materiał, w którym znana osoba mówi rzeczy, których nigdy nie powiedziała. Ofiarą takiego deepfake'u padła właśnie Anna Mucha. Jej cyfrowy sobowtór pojawił się w fałszywej reklamie "cudownej kuracji żelatynowej" na odchudzanie. Aktorka opowiedziała w naTemat o swojej bezradności. – Czuję się wykorzystana – podkreśliła.

REKLAMA

W spreparowanym nagraniu oprócz Anny Muchy wykorzystano również wizerunek Małgorzaty Rozenek-Majdan oraz dr n. med. Hanny Stolińskiej, dietetyczki klinicznej. Żadna z nich nie miała z materiałem nic wspólnego. Mimo to wiele osób uwierzyło w reklamę. Niektórzy wydali już pieniądze na rzekomą kurację, inni zasypują ekspertkę wiadomościami z prośbą o pomoc. – "Chciałam zastosować pani kurację, bardzo proszę o pomoc" – takie wiadomości od seniorek dostaję niemal codziennie – przyznała dr Hanna Stolińska w rozmowie z Aleksandrą Tchórzewską w naTemat.pl.

Sama dietetyczka mówiła wprost, że kontakt z deepfake'iem był dla niej szokiem. W fałszywym nagraniu cyfrowa wersja ekspertki obiecywała kobietom utratę 25 kilogramów w trzy miesiące. W reklamie wykorzystano wygenerowany głos i spreparowany obraz, który dla wielu odbiorców wyglądał całkowicie wiarygodnie.

Anna Mucha ofiarą deepfake'a w sieci. "Reklamuje" cudowną kurację żelatyną

W podobnej sytuacji znalazła się Anna Mucha. W fake’owym materiale wygenerowana przez AI aktorka zachwalała "21-dniową kurację żelatyną". – Ludzie przesyłają mi te publikacje przez Instagram, więc mam świadomość, że to krąży w sieci – powiedziała aktorka w rozmowie z naTemat. – Przy czym nie jest to ani pierwsza, ani jedyna taka sytuacja w ostatnich latach. Ten materiał jest tak samo podrobiony i fałszywy jak poprzednie. Ja to widzę od razu, ale inni mogą nie mieć tej pewności – podkreśliła.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy wizerunek Anny Muchy został skradziony – już kilka lat temu jej twarz była wykorzystywana w fałszywych reklamach suplementów. Aktorka nie ukrywa, że najbardziej boli ją bezradność wobec skali zjawiska. – Przede wszystkim czuję się wykorzystana i – co najgorsze – bezradna. Czuję się źle przede wszystkim ze względu na ludzi, którzy mogą w to wierzyć. To jest dla mnie największy problem – przyznała szczerze Mucha.

Gwiazda "M jak miłość" zaznaczyła, że w tego typu oszustwach stawką jest nie tylko jej nazwisko, ale przede wszystkim społeczne zaufanie budowane przez lata. – Mój wizerunek i wiarygodność to mój najcenniejszy "majątek". Na społeczne zaufanie pracuje się latami. Ludzie mają prawo mi ufać, a to zaufanie zostaje wykorzystane w sposób absolutnie bezprawny i brutalny – oceniła.

Aktorka zwróciła również uwagę na problem praktycznie całkowitej bezsilności wobec anonimowych twórców takich reklam. – Nie mam żadnych narzędzi, żeby tych ludzi złapać, pociągnąć do odpowiedzialności czy zmusić do usunięcia materiału. Jako jednostka jestem bezbronna. System jest po prostu niewydolny – stwierdziła.

Dalsza część artykułu poniżej.

Dr Hanna Stolińska zgłosiła sprawę oszustwa na policję, ale "odesłano ją z kwitkiem na kilku komendach" – Słyszałam, że czas oczekiwania na samo przyjęcie zgłoszenia to kilka godzin. Usłyszałam nawet pytanie: "Ale pani naprawdę chce to zgłaszać?". W końcu, z braku sił, złożyłam zawiadomienie przez Profil Zaufany – wyjawiła.

Internetowe oszustwa trudno dziś rozpoznać

W rozmowie z Aleksandrą Tchórzewską Anna Mucha podkreśliła, że jeszcze kilka lat temu internetowe fałszerstwa były łatwe do rozpoznania. – Pamiętam spreparowane zdjęcie: moją głowę doklejoną do kadru z filmu dla dorosłych. To była toporna robota, śmiałam się z tego. Żartowałam, że rozpoznałabym fake po tym, że w życiu nie założyłabym takich butów – wspomina.

Dziś AI rozwija się w takim tempie, że granica między prawdą a manipulacją zaczyna się zacierać. – Kiedyś każdy, kto miał pojęcie o nieudanym Photoshopie, widział marną ironię. Dzisiaj technologia jest na zupełnie innym poziomie. AI nie generuje już "sześciu palców". To idzie w taką stronę, że za chwilę ja sama mogę mieć problem z rozpoznaniem siebie na ekranie – powiedziała gorzko aktorka.

Mucha przyznała też, że nawet publiczne ostrzeganie fanów przed scamem bywa pułapką. – Boję się, że każde moje publiczne sprostowanie dodatkowo napędza ten algorytm. Mówienie o tym, publikowanie zdjęć tego scamu, tylko mieli mój wizerunek dalej i wypluwa go w kolejnych odsłonach – podsumowała.

Skala zjawiska jest globalna i lawinowo rośnie – nie bez powodu mówi się, że internet tonie w deepfake'ach i trzeba wiedzieć, jak się nie dać nabrać. Eksperci od cyberbezpieczeństwa alarmują, że tylko w ciągu ostatnich trzech lat liczba prób oszustw z wykorzystaniem tej technologii wzrosła o ponad dwa tysiące procent.

Problem kradzieży twarzy nie dotyczy zresztą wyłącznie polskich celebrytów ani wyłącznie deepfake'ów generowanych przez oszustów. Ostatnio głośno jest o aktorce, która oskarżyła reżysera Jamesa Camerona o kradzież twarzy. Ta sprawa dotyczy hollywoodzkiej superprodukcji i pokazuje, jak rozległa stała się dziś debata o granicach wykorzystywania cudzego wizerunku.