Daisy Ridley jako Rey w filmie "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie"
Czy trylogia sequeli "Gwiezdnych wojen" wyleci z kanonu? Po latach ich oglądalność jest słaba Fot. materiał prasowy

Trylogia sequeli "Gwiezdnych wojen" nie przetrwała próby czasu. Prawie siedem lat po premierze filmu "Skywalker. Odrodzenie" mało kto wraca do historii Rey i Kylo Rena. W fandomie pojawiły się pogłoski o tym, że dzieła J.J. Abramsa i Riana Johnsona mogą zostać w niedalekiej przeszłości wyrzucone z kanonu spaceoperowego uniwersum. Krytykowane prequele jakimś cudem się uchowały – wychodzi na to, że Disney ma podobny plan wobec sequeli.

REKLAMA

W 2015 roku film "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" J.J. Abramsa ("Zagubieni") otworzył trylogię sequeli, recyklingując bezpieczny schemat, jakim mogła pochwalić się "Nowa nadzieja" George'a Lucasa z końcówki lat 70. Lucasfilm i Disney położyli nacisk na nostalgię, licząc, że będzie ona wystarczająca, by przykuć uwagę widzów. Sprawdzony przed laty scenariusz okazał się strzałem w dziesiątkę, gdyż produkcja wprowadzająca Rey (w tej roli Daisy Ridley) do kosmicznego uniwersum przyniosła w kasach biletowych na całym świecie zysk w wysokości aż 2 mld dolarów.

W drugiej części – "Ostatnim Jedi"Rian Johnson ("Na noże") wjechał na plan zdjęciowy buldożerem, odcinając się od tradycyjnej dla sagi o Skywalkerach narracji (m.in. od żerowania na ulubionych bohaterach i wątkach franczyzy). Nowatorskie pomysły amerykańskiego reżysera zostały niemalże w całości wymazane przez premierę trzeciej odsłony pod tytułem "Skywalker. Odrodzenie", którą J.J. Abrams przypieczętował marny los trylogii sequeli.

Czy trylogia sequeli zniknie z kanonu "Gwiezdnych wojen"?

"Skywalker. Odrodzenie" zachował status quo, przywracając życie postaciom, które nie potrzebowały wskrzeszenia – a przynajmniej nie w stylu "in your face". – Jakimś cudem Palpatine (red. przyp. – przywódca Galaktycznego imperium, były złoczyńca oryginalnej serii – red.) przeżył – słyszymy z ust Poe Damerona. Jeden cytat wystarczy, by podsumować jakość scenariusza finału trylogii sequeli, który nie bawił się w subtelną ekspozycję.

W maju bieżącego roku Nielsen (firma zajmująca się pomiarem oglądalności w mediach) wydała raport, w którym przedstawiła, po jakie filmy i seriale z uniwersum "Gwiezdnych wojen" sięgają najchętniej poszczególne pokolenia. Alfy i boomerzy wybrali "The Mandalorian" z Pedrem Pascalem, pokolenie Z wskazało animowany serial "Gwiezdne wojny: Wojny klonów", a milenialsi zakochali się w dwóch sezonach politycznego "Andora".

W zestawieniu dziesięciu najczęściej oglądanych tytułów w streamingu znalazły się wszystkie części oryginalnej trylogii oraz trylogii prequeli, ale zabrakło w nim sequeli, co jasno pokazuje, że w świadomości popkulturowej seria o Rey i Kylo Renie (nowym pokoleniu Jedi i Sithów) praktycznie nie istnieje – a przynajmniej jest powszechnie lekceważona.

Dalsza część artykułu poniżej.

Raport opublikowany przez amerykański tygodnik rozrywkowy "Variety" zbiegł się w czasie z pogłoskami o potencjalnym usunięciu sequeli z kanonu "Star Warsów", jakie zrodziły się w filmikach z gatunku commentary na YouTube. Nieoficjalne wieści powielane przez fanów należy traktować z przymrużeniem oka – trylogia prequeli poświęcona młodemu Anakinowi Skywalkerowi przez długi czas zbierała podobne baty.

Sequele "Gwiezdnych wojen" są "retconowane" tak jak prequele. Co to znaczy?

Szanse na to, że Lucasfilm i Disney skreślą "Przebudzenie Mocy", "Ostatniego Jedi" i "Skywalkera: Odrodzenie" z kanonu, są niewielkie, biorąc pod uwagę, że ich fabuła już jest "retconowana" – uzupełniana lub prostowana – przez telewizyjne pozycje. Motyw klonowania, dzięki któremu J.J. Abrams ożywił Imperatora Sheeva Palpatine'a, został rozwinięty m.in. przez twórców animacji "Gwiezdne wojny: Parszywa zgraja" oraz serialu "The Mandalorian". Wysiłki te raczej nie pójdą na marne.

Przypomnijmy, że widownia łaskawiej spojrzała na "Mroczne widmo", "Atak klonów" i "Zemstę Sithów" po tym, jak światło dzienne ujrzały kreskówkowe "Wojny klonów" i "Rebelianci". Oba seriale nadały głębi wątkom powierzchownie potraktowanym w prequelach przez George'a Lucasa.