
Dwa lata po premierze filmu "Wybraniec" na Festiwalu Filmowym w Cannes Sebastian Stan wrócił do tematu kontrowersyjnej produkcji o Donaldzie Trumpie i ocenił obecną sytuację polityczną w USA. Gwiazdor Marvela, który grał młodego Trumpa, przyznał, że jego zdaniem Stany Zjednoczone są dziś "w naprawdę, naprawdę złym miejscu". Nie było mu do śmiechu.
"Wybraniec" to dramat biograficzny z 2024 roku o początkach kariery Donalda Trumpa w Nowym Jorku w latach 70. i 80. Fabuła skupia się na jego relacji z bezwzględnym prawnikiem, Royem Cohnem (Jeremy Strong), który uczy młodego biznesmena brutalnej gry o władzę i pieniądze. W obecnego prezydenta USA wcielił się Sebastian Stan, który – podobnie jak Strong – otrzymał za swoja rolę nominację do Oscara.
Sebastian Stan uderza w Donalda Trumpa. "Jesteśmy w naprawdę złym miejscu"
Na tegorocznym festiwalu w Cannes rumuńsko-amerykański aktor promuje swój nowy film "Fjord". Kiedy na konferencji prasowej dziennikarze zapytali go o "Wybrańca" – który miał premierę tuż przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku – na sali pojawił się nerwowy śmiech. Stan szybko jednak uciął reakcję publiczności. – To naprawdę nie jest powód do śmiechu. Naprawdę nie jest – powiedział aktor, cytowany przez "Variety".
Gwiazdor Marvela, który od 2011 roku wciela się w Bucky'ego Barnesa / Zimowego Żołnierza, odniósł się do obecnej sytuacji politycznej i medialnej w USA. Nie gryzł się w język.
– Myślę, że jesteśmy w naprawdę, naprawdę złym miejscu. Naprawdę tak uważam. I szczerze mówiąc, kiedy patrzy się na to, co się dzieje – jeśli mówimy o konsolidacji mediów, cenzurze, groźbach, rzekomych pozwach, które ciągną się bez końca, ale właściwie donikąd nie prowadzą – to znaki były widoczne już wcześniej. Wszystkiego tego doświadczyliśmy przy tym filmie – stwierdził.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Stan przypomniał, że jeszcze przed premierą "Wybrańca" ekipa mierzyła się z ogromną presją. Donald Trump próbował zablokować film Alego Abbasiego przed pokazem w Cannes w 2024 roku, grożąc pozwem i nazywając produkcję "śmieciem" oraz "czystą fikcją". Sama opowieść o budowie Trump Tower i pierwszych nowojorskich inwestycjach pokazuje zresztą, jak rodził się mit o miliaderze, który warto zestawić z faktami o biznesach Trumpa.
– Trzy dni przed festiwalem wciąż nie byliśmy pewni, czy film w ogóle zostanie pokazany. Może właśnie dlatego ludzie zwracają dziś na niego większą uwagę. Myślę, że ten film przetrwa próbę czasu. Ale przeszliśmy przez to wszystko jeszcze przed sprawą Jimmy'ego Kimmela czy Stephena Colberta. Chciałbym, żeby to tak nie wyglądało – dodał Stan.
Dodajmy, że Hollywood jest wyjątkowo cięte na Donalda Trumpa, dlatego prezydent nie darzy amerykańskiego showbiznesu sympatią. Wielokrotnie w republikańskiego przywódcę uderzał m.in. George Clooney. Z Białym Domu mają na pieńku wspomniani Stephen Colbert i krytykowany za wypowiedź o Melanii Trump Jimmy Kimmel. Z kolei Mark Hamill wywołał kontrowersje, kiedy opublikował grafikę przedstawiającą Donalda Trumpa w... grobie.
