
Na ekrany kin wszedł nowy "Straszny film", a fani na całym świecie przecierają oczy ze zdumienia na napisach końcowych. Po raz pierwszy od 25 lat za sterami franczyzy stanęli jej rodowici ojcowie: bracia Marlon, Shawn i Keenen Ivory Wayansowie. Za tą decyzją stoi jedna z najbardziej burzliwych, toksycznych i fascynujących historii we współczesnym Hollywood – opowieść o bezczelnej kradzieży, upadku filmowego imperium i rewanżu po latach. W roli głównej: Harvey Weinstein.
Aby zrozumieć skalę tej zakulisowej damy, musimy cofnąć się do 2000 roku. To wtedy bracia Wayans (Shawn i Marlon jako producenci oraz Keenen Ivory jako scenarzysta) wypuścili do kin pierwszy "Straszny film" ("Scary Movie") – niskobudżetową parodię, która bezpardonowo wyśmiewała horrorowe hity pokroju "Krzyku" czy "Koszmaru minionego lata".
Jeśli żyliście w latach 2000. musieliście oglądać "Straszny film" i wiecie doskonale na czym polegał. To chamski, wulgarny i cudownie obleśny humor z przełomu wieków, który nie oszczędzał żadnej świętości. Żarty były prostackie, a zarazem genialne w swojej prostocie. Celowo kloaczna estetyka niektórych oburzała, innych zachwycała, a film zarobił na świecie astronomiczne 278 milionów dolarów (przy 19 milionach budżetu!).
"Scary Movie" stał się kurą znoszącą złote jajka dla studia Dimension Films, należącego do niesławnych braci Boba i Harveya Weinsteinów (ten drugi, który okazał się s*ksualnym predatorem, odsiaduje obecnie wyrok 16 lat pozbawienia wolności w zakładzie karnym w Kalifornii). Wayansowie błyskawicznie nakręcili drugą część, która też była wielkim hitem, ale nie tak spektakularnym (141 milionów dolarów przy 45 milionach budżetu).
Bracia Wayansowie stworzyli "Straszny film". Harvey Weinstein z bratem postanowili ukraść hitową markę
Sukces przyniósł jednak gigantyczny konflikt. Jak po latach wspominał Marlon Wayans w głośnym wywiadzie dla "Variety", bracia podpisali ze studiem fatalny, wręcz niewolniczy kontrakt finansowy.
Weinsteinowie, znani w branży z bezwzględności i brutalnych metod negocjacyjnych, nie zamierzali uczciwie dzielić się zyskami z twórcami, na co mógł wpłynąć dodatkowo systemowy rasizm. Kiedy bracia Wayans poprosili o podwyżkę wynagrodzenia, w odpowiedzi bracia Weinstein przedstawili im znacznie gorszą ofertę. Systematycznie zaniżali też należne im tantiemy za dwa pierwsze hity. Marlon wprost nazwał ich strukturę "złym reżimem", który niszczył ludzi i nie liczył się z nikim.
Czego nie dało się załatwić polubownie, Weinsteinowie wzięli siłą. Choć bracia Wayans mieli już gotowy pomysł na "Straszny film 3" i równolegle rozwijali scenariusz do późniejszego (tak samo rozkosznie prymitywnego) hitu "Agenci bardzo specjalni", studio postanowiło ich bezceremonialnie odsunąć. O tym, że zostali wyrzuceni z własnego projektu, dowiedzieli się... w Wigilię Bożego Narodzenia, czytając gazety branżowe.
Weinsteinowie po prostu ukradli markę, zatrudnili nowych scenarzystów oraz reżyserów i zrobili ze "Strasznego filmu" maszynkę do zarabiania pieniędzy, pozbawioną ostrego pazura Wayansów, który tak zachwycił widzów. Przez kolejne lata seria drastycznie obniżała loty, aż w 2013 roku zaliczyła bolesny upadek. Fatalna piąta część została zmiażdżona zarówno przez krytyków (4 procent pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes!), jak i publikę. Zarobiła jedynie 78 milionów dolarów.
Wayansowie mogli iść do sądu, jednak uznali, że walka z hollywoodzkimi potentatami zniszczy ich psychicznie. Postanowili Marlon podsumował to w "Variety" krótko: "Zamiast płakać nad rozlanym mlekiem, poszliśmy tworzyć nowe rzeczy". Przez kolejne lata tworzyli kolejne komedie "po bandzie".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
"Straszny film" wraca, bracia Wayans też. "Zemsta Boga"
Historia lubi jednak zataczać koło, a hollywoodzka karma okazała się bezlitosna. Po głośnym upadku Harveya Weinsteina i bankructwie jego struktur (co Marlon Wayans nazwał "zemstą Boga"), prawa do marki "Straszny film" trafiły w nowe ręce.
Nowe kierownictwo studia Miramax, zarządzane przez Jonathana Glickmana, doskonale rozumiało, że robienie kolejnego restartu serii bez oryginalnej ekipy nie ma najmniejszego sensu. Hollywood od lat masowo wskrzesza stare marki (jak He-Man, który znowu pręży muskuły w kinie), ale tym razem studio postawiło na oryginalnych autorów.
W ten sposób doszło do wielkiego, potajemnego pojednania. Szefowie studia zadzwonili do braci Wayans z prostym pytaniem: "Co musimy zrobić, żebyście wrócili?". Negocjacje poszły gładko, ponieważ nowe szefostwo zaoferowało braciom pełną wolność artystyczną, należne pieniądze oraz szacunek, którego odmówiono im ćwierć wieku wcześniej.
Za kamerą stanął związany z Wayansami Michael Tiddes ("Dom bardzo nawiedzony"), a cała złota trójka – Marlon Wayans, Shawn Wayans i Keenen Ivory Wayans – napisała scenariusz i została producentami (wraz z czwartym bratem Craigiem). Do projektu momentalnie dołączyła też stara gwardia: Anna Faris jako Cindy oraz Regina Hall w roli Brendy.
Rezultat? Komedia, którą zatytułowano po prostu "Straszny film", krytyków nie zachwyciła (ale umówmy się, "Scary Movie" nie jest od zachwycania krytyków), ale spodobała się większości widzów, choć wielu kręci nosem, że "to już nie to samo". Na Rotten Tomatoes ma obecnie 71 procent pozytywnych opinii od internautów. To bardzo solidny rezultat, choć bez fajerwerków. Fajerwerki są jednak w box office – ludzie tłumnie ruszyli do kin i wszystko wskazuje na to, że szykuje się hit.




