zespół Vader
Zespół Vader pokazał w Bielsku-Białej, jak gra się metal Foto: Pixel-Shot, Zamrznuti tonovi/Shutterstock

Zespół Vader bywa często określany mianem "najlepszego polskiego towaru eksportowego". Obecnie gra trasę koncertową po Polsce, a 7 czerwca Vader zawitał do bielskiego klubu Rude Boy. Muzycy, przed którymi ostrzegał egzorcysta, pokazali, jak gra się metal.

REKLAMA

O grupie Vader pisałem niedawno na NaTemat w dość zaskakującym kontekście: w Siemiatyczach odwołania koncertu grupy domagał się... egzorcysta. Całe szczęście trasa ruszyła, zespół zagrał w słynnej teraz na cały kraj miejscowości, a parę dni później pojawił się w Rude Boy Club w Bielsku-Białej. I było ostro!

Vader w Bielsku-Białej leci z szatanem

Choć zagrożenie duchowe było ogromne, pokusa wygrała: 7 czerwca pojawiłem się na koncercie Vadera w bielskim Rude Boy Club.

Na początku parę słów o samym miejscu. Mowa o klubie, który może pomieścić maksymalnie ok. 400 osób. Do tego jest umiejscowiony w piwnicy industrialnego biurowca. Nadaje to koncertom dodatkowego uroku. W końcu, by posłuchać dobrego metalu, trzeba najczęściej zejść do piekła (o czym przekonałem się wcześniej na Mystic Festival)!

Obecnie trwająca trasa koncertowa Vadera jest zresztą szczególna. Zespół nie promuje żadnej nowej płyty, ale gra utwory, które dotąd rzadko prezentował na żywo. Czyli coś dla koneserów, a nie niedzielnych słuchaczy.

Mimo takiej deklaracji muzycy rozpoczęli koncert od klasyka, numeru "Sothis" z ich słynnej EP-ki o tym samym tytule. Następnie poleciały "Fractal Light" i "Wings". I dopiero wtedy zaczęło robić się naprawdę ciekawie, gdyż zespół przypomniał "The One Made of Dreams" z albumu "Litany" oraz niegrane od lat wolniejsze i cięższe "Reign Forever World" i "Kingdom" (jak na deathmetalowe standardy to wręcz ballady).

Tego typu ciekawostek było do końca wieczoru więcej. Wystarczy wspomnieć o "The Book", "Lead Us!" czy przede wszystkim odkopanych w vaderowym archiwum "Tyranach piekieł" (tak, te wszystkie bezeceństwa da się wyśpiewać po polsku).

Grupa postanowiła oddać jeszcze hołd zmarłemu w 2022 r. Romanowi Kostrzewskiemu, legendarnemu wokaliście zespołu Kat, i zagrała cover tej formacji, "Wyrocznię". Z najciekawszych momentów nie sposób nie wyróżnić również wieńczącego całość podwójnego coveru, tym razem grupy Slayer. Vader rozpoczął ten piekielny bis od intra "Hell Awaits", by sprawnie przejść do "Raining Blood".

Dalsza część artykułu poniżej.

Kondycja zespołu robi piorunujące wrażenie!

Nie sposób nie docenić kondycji grupy, szczególnie wokalisty/gitarzysty Piotra 'Petera' Wiwczarka, który w zeszłym roku skończył 60 lat. Jak na seniora wręcz poraża swoją kondycją na scenie. Nazwa gatunku muzycznego, jaki wykonuje Vader, death metal, sugerowałaby coś zgoła innego, ale w tych dźwiękach musi być jakiś mistyczny element konserwujący. Wiecie, z tym egzorcystą może jednak jest coś na rzeczy.

Vader pozostaje w niezwykle dobrej kondycji. To pewien sceniczny ewenement. Zespoły z takim stażem bywają już zmęczone graniem na żywo, w czasie ich koncertów daje się wyczuć pewne wyrachowanie i widać brak spontaniczności. W tym przypadku nie ma jednak o tym wszystkim mowy. Nie wspominając o ogromnej, wyczuwalnej pasji z grania, która aż bije z muzyków (z naciskiem na Petera).

Nie mogę nie wspomnieć też o zachowaniu bielskiej publiczności: która dała z siebie tego wieczoru wszystko. Patrząc na nią, niejeden ksiądz sięgnąłby po kropidło i krucyfiks.