Behemoth
Behemoth promuje już nową płytę. Zapowiada się nudne wydawnictwo. Mat. prasowy

Behemoth ma dla swoich najwierniejszych fanów niespodziankę: na początku września wyda nową płytę. Problem w tym, że będzie to składanka, która będzie zawierała tylko dwie premierowe kompozycje. Resztę CD wypełnią mało komu potrzebne numery. Czy więc polska legenda zaczęła odcinanie kuponów?

REKLAMA

Behemoth 4 września wyda album "I, Scvlptor". Teledysk do tytułowego utworu pojawił się już w sieci. Czy jednak fani mogą jeszcze czuć ekscytację, gdy zespół cokolwiek publikuje?

Behemoth, czyli jak stworzyć metalową potęgę

Behemoth przez lata pokazywał, że można łączyć sukces artystyczny z komercyjnym. Mało tego, o ile sporo zespołów swoje najlepsze albumy nagrywa w pierwszych latach działalności, tak Adam 'Nergal' Darski opus magnum w postaci "The Satanist" stworzył w 2014 roku. Dla kontekstu: grupa powstała na początku lat 90. XX wieku.

Wcześniej zespół sprawnie zmieniał i wizerunek, i styl. Zaczynał w blackmetalowej niszy, następnie przeistoczył się w deathmetalową bestię, by właśnie na poziomie "The Satanist" sprawnie połączyć te dwa światy. Jasne, po drodze zdarzały się wpadki, jak choćby na "The Apostasy", ale nawet wtedy, na tych mniej udanych płytach, grupa intrygowała.

Właściwie Behemotha można pod pewnym względem zestawić z takimi tuzami metalu jak Metallica, Paradise Lost, Mayhem czy Marduk. Chodzi o to, że te formacje też potrafiły się sprawnie zmieniać, dodawać do swojej muzyki nowe elementy. Z czasem jednak kreatywność się wyczerpuje.

Behemoth z nowym hitem czy kitem?

Niedawno Nergal zapowiedział nowy album, wspomniany już "I, Scvlptor". Mniej zagorzali fani mogli poczuć ekscytację, ale tylko do momentu, gdy wczytali się w newsa (ci fanatyczni czują ją z pewnością do teraz). Tak, nowe wydawnictwo pojawi się wkrótce na rynku, ale będzie to kompilacja, zawierająca osiem niepublikowanych wcześniej utworów.

W praktyce otrzymamy tylko dwie premiery: tytułowe "I, Scvlptor" i "Lord ov the Horizons" (w dwóch wersjach). Do nich dojdą znane już "Rise of the Blackstorm of Evil" (z dema "The Return of the Northern Moon" z 1992 roku) i "In Thy Pandemaeternum" (z albumu "Pandemonic Incantations" z 1998 roku). Tak, grupa po prostu nagrała na nowo dwa znane od dekad utwory i sprzedaje je nam w innym opakowaniu.

Do tego dojdą covery: "In League With Satan" Venom (zarejestrowany z udziałem wokalisty Dimmu Borgir Shagratha) oraz "The Return of Darkness and Evil", klasyk Bathory w wersji koncertowej (gościnnie pojawia się tu Sakis Tolis z Rotting Christ).

Sam Nergal dwoi się i troi, by sprzedać nam całość jako coś naprawdę wspaniałego.

"'I, Scvlptor' to nowa kompozycja Behemoth, zakorzeniona w tradycji monumentalnych utworów, takich jak 'O Father O Satan O Sun!', 'Lucifer' czy 'Nieboga Czarny Xiądz', a jednocześnie otwierająca nowy rozdział. Tekstowo jest metaforą niekończącego się procesu kształtowania siebie — nierównej walki z materią i osobistymi ograniczeniami. Paradoks polega na tym, że od momentu narodzin jesteśmy skazani na śmierć, więc być może nie chodzi o samo zwycięstwo, ale o nieustanny akt kształtowania siebie", przekazał fanom.

Niestety w czasie słuchania "I, Scvlptor" trudno poczuć gęsią skórkę, która pojawiała się przy dziewiczych odsłuchach wspomnianych przez Nergala pierwowzorów. To po prostu Behemoth w odsłonie, którą znamy od lat. Utwór dobry, ale nie wybitny.

Ogólnie od paru lat można odnieść wrażenie, że zespół przestał mieć na siebie pomysł. A dokładniej: ma go, ale polega on jedynie na odtwarzaniu tego, co już nagrał. Dobitnie słychać było to na słabym "Opvs Contra Natvram" z 2022 r. i "napisanym przez AI" "The Shit ov God" z 2025 roku (tytuł jak nic musiał powstać w konsultacji z uczniem pierwszej klasy LO!).

Oczywiście, Nergal już parokrotnie pokazywał, że jednak potrafi wymyślić Behemotha na nowo. Może więc na kolejnej dużej płycie ponownie nas zaskoczy. Na razie nadal jedzie na autopilocie.