
Tegoroczny wrzesień upłynie pod znakiem "Lalki" Bolesława Prusa. Jedna z najważniejszych polskich powieści powróci w aż dwóch wersjach. Najpierw, 16 września, na Netfliksie zadebiutuje przewrotny serial Pawła Maślony, twórcy "Kosa". Dwa tygodnie później, 30 września, do kin wejdzie zrealizowana z rozmachem superprodukcja Macieja Kawalskiego z gwiazdorską obsadą. Dwie skrajnie różne wizje, jeden klasyk – szykuje się polski "Barbenheimer". Ale która "Lalka" wygra?
"Lalka" Bolesława Prusa, wydana w formie książkowej w 1890 roku, to fundament polskiej literatury i jedna z najważniejszych lektur szkolnych. Opowieść o nieszczęśliwej miłości przedsiębiorczego kupca Stanisława Wokulskiego do chłodnej arystokratki Izabeli Łęckiej, osadzona w scenerii XIX-wiecznej Warszawy, to jednak znacznie więcej niż zakurzony klasyk, który stresuje maturzystów.
Powieść Prusa jest nie tylko znakomicie napisana, ale przede wszystkim ponadczasowa i aktualna do dziś. Pisarz genialnie wręcz opisał mechanizmy awansu społecznego, niszczycielską siłę pieniądza, nierówności klasowe oraz destrukcyjne obsesje, które równie mocno przemawiają do współczesnych czytelników, jak do Polaków sprzed stu trzydziestu lat.
Dotąd doczekaliśmy się dwóch dużych ekranizacji "Lalki". Pierwsza to film w reżyserii Wojciecha Hasa z 1968 roku z Mariuszem Dmochowskim i Beatą Tyszkiewicz. Druga – kultowy serial Ryszarda Bera z lat 1977–1978 z ikonicznymi rolami Jerzego Kamasa i Małgorzaty Braunek. Teraz pora na dwie kolejne "Lalki" – i to skrajnie różne.
Serial "Lalka" Netfliksa będzie współczesną i autorską interpretacją klasyki Prusa
Serial "Lalka" zapowiadany jest jako "sześcioodcinkowy kostiumowy dramat, w którym ironia i groteska spotykają się z humorem, tajemnicą i melodramatycznym napięciem". Za reżyserię odpowiada Paweł Maślona – autor wielokrotnie nagrodzonego "Kosa", jednego z najlepszych filmów ostatnich lat – który, jak zapowiada Netflix, wnosi do projektu "charakterystyczny dla siebie dynamiczny filmowy język". Scenariusz napisali wspólnie Maślona, Paweł Demirski i Jagoda Dutkiewicz.
Serialowa wersja nie będzie stuprocentowo wierna powieści Bolesława Prusa. "Klasyczna fabuła zostaje rozbudowana o nowe wątki, które nadają jej rytm współczesnego serialu: śledztwo, rodzinne tajemnice oraz konflikty odsłaniające ukryte interesy bohaterów. Twórcy rezygnują z romantycznego idealizowania postaci, pokazując ich, jako ludzi uwikłanych w sieć społecznych zależności, zniszczonych przez ambicje i pieniądze. W tym świecie miłość nie wystarcza, a każda decyzja ma swoją cenę" – zapowiada gigant streamingu.
Netflix
o serialu "Lalka"
Widzów czeka więc nowa interpretacja "Lalki", która, jak zapowiada Netflix, "łączy rozmach kostiumowego serialu z autorskim, współczesnym spojrzeniem na klasyczną historię". Produkcja ma być "wielogatunkową i przewrotną odsłoną klasyki".
W Izabelę Łęcką wcieli się Sandra Drzymalska ("Biała odwaga", "Violetta Villas"), a Stanisława Wokulskiego zagra Tomasz Schuchardt ("Dom dobry", "Wielka woda"). Co ciekawe, nie będzie to ich pierwszy wspólny projekt. W kostiumowym serialu kryminalnym "Breslau" zagrali małżeństwo.
"W centrum serialu stoi Izabela Łęcka (...) – młoda arystokratka, która ma własny plan na życie. Jej niedostępność i niezależność to świadomie kreowany wizerunek, choć los bohaterki wciąż jest uzależniony od kapitału i decyzji innych. Naprzeciw niej staje Stanisław Wokulski (...) – samotny człowiek awansu, pragnący szacunku i przynależności do elity, który myli potrzebę bezpieczeństwa i kontroli z miłością, a Łęcką traktuje jako obietnicę życia, o którym marzy, nie jako prawdziwą osobę" – opisują twórcy główne postacie.
Obsadę dopełniają świetni polscy aktorzy. Ignacego Rzeckiego zagra Dariusz Chojnacki, w Tomasza Łęckiego wcieli się Jacek Braciak, Florentynę zagra Julia Wyszyńska, a Mariannę – Maria Kania. Krzeszowskiego zinterpretuje Piotr Adamczyk, Starskiego – Piotr Pacek, a rolę Wąsowskiej powierzono Magdalenie Cieleckiej.
Film "Lalka" stawia na wierność powieści i hollywoodzki rozmach
Film "Lalka" zapowiada się zupełnie inaczej. Odpowiada za niego reżyser Maciej Kawalski ("Niebezpieczni dżentelmeni"), który napisał scenariusz wspólnie z Łukaszem Światowcem i Radosławem Drabikiem. Ten ostatni pełni również funkcję producenta.
To "realizowana z niezwykłym rozmachem poruszająca historia miłosna, ale także bogactwo postaci, których losy przeniosą widzów do XIX-wiecznej Warszawy w sposób, jakiego jeszcze nie było na polskim ekranie" – zapowiadają twórcy. Filmowa ekranizacja, podobnie jak powieść Prusa, ma opowiadać o niespełnieniu, aspiracjach, przemianie i świecie, który właśnie się kończy.
Produkcja ma być "wizualnym i narracyjnym przeżyciem, które jest równie totalne, jak jego książkowy pierwowzór". – To film, który wspólnie w kinie mogą zobaczyć nastolatki, rodzice, dziadkowie, a nawet pradziadkowie – i każde z nich coś odczuje, coś przeżyje" – podkreśla Kawalski i obiecuje coś "specjalnego, pięknego i ważnego".
Producenci
o filmie "Lalka"
Na ekranie zobaczymy gwiazdorską obsadę, jaka w polskim kinie zdarza się bardzo rzadko. W rolę Stanisława Wokulskiego wcieli się Marcin Dorociński ("Jack Strong", "Teściowie"), a Izabelę Łęcką zagra Kamila Urzędowska ("Chłopi", "Ministranci"). Na ekranie zobaczymy również m.in. Marka Kondrata, który powrócił przed kamerę po 16 latach, Andrzeja Seweryna, Agatę Kuleszę, Marię Dębską, Mateusza Damięckiego, Krystynę Jandę, Karolinę Gruszkę, Borysa Szyca, Macieja Stuhra, Filipa Pławiaka, Dawida Ogrodnika, Pawła Wilczaka i Andrzeja Chyrę.
"'Lalka' to film zrealizowany z hollywoodzkim rozmachem. Superprodukcja, która w polskim kinie zdarza się raz na kilka dekad. Epicki, pełen emocji, ze znakomitą muzyką, imponującą scenografią, olśniewającymi kostiumami i charakteryzacją oraz prawdziwie gwiazdorską obsadą. Przygotowania do realizacji zajęły 2 lata. Do filmu zaangażowano czołowych polskich twórców, aktorów i ponad 3000 statystów. Praca na planie trwała 5 miesięcy, podczas których zrealizowano 60 dni zdjęciowych. (...) Film realizowano w 48 lokacjach w całej Polsce" – czytamy w informacji prasowej.
Dwie "Lalki" we wrześniu, czyli polski "Barbenheimer". Ten pojedynek wygra Bolesław Prus
Serial "Lalka" zadebiutuje na Netfliksie 16 września, a 30 września do kin wejdzie film "Lalka". Wrześniowy pojedynek dwóch "Lalek" zapowiada się na jedno z najciekawszych wydarzeń marketingowych w historii polskiej kinematografii.
Formalnie dystrybutorzy będą walczyć o uwagę widzów, ale w rzeczywistości... wzajemnie sobie pomogą. Jak? Uruchomią mechanizm synergii. Pierwszy uderzy Netflix, który budując gigantyczny szum wokół swojej nietypowej interpretacji, rozbudzi apetyt Polaków na XIX-wieczną historię. Zaledwie dwa tygodnie później pałeczkę przejmą kina z tradycyjną, filmową superprodukcją.
Zamiast kanibalizacji rynku, możemy otrzymać zjawisko przypominające globalny fenomen "Barbenheimera". O co chodzi? W lipcu 2023 roku internet oszalał na punkcie jednoczesnej premiery skrajnie różnych filmów: różowej "Barbie" Grety Gerwig o ikonicznej lalce oraz historycznego "Oppenheimera" Christophera Nolana poświęconego ojcu bomby atomowej.
Zamiast krwawej walki o widza zrodziła się rzadka popkulturowa jedność. Ludzie na całym świecie masowo kupowali bilety na oba seanse tego samego dnia, traktując je jako jedno wielkie kinowe wydarzenie. Ten marketingowy samograj zakończył się gigantycznym sukcesem finansowym obu tytułów, które łącznie zarobiły na świecie ponad 2,4 mld dolarów i zapisały się w historii kina.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Premiera dwóch "Lalek", jeśli marketing nie zawiedzie i podchwyci go internet, również może przeistoczyć się w medialną gorączkę, która skłoni widzów nad Wisłą do oglądania i porównywania obu tytułów. Tym razem podwójne wydarzenie przeniesie się jednak z kin na domowe kanapy i kinowe fotele.
Porównań zresztą będzie mnóstwo, bo obie "Lalki" będą zupełnie inne. Czekają nas dwie skrajnie różne interpretacje, które mogą podzielić publiczność.
Netfliksowa produkcja Pawła Maślony odrzuci romantyczne mrzonki, stawiając na groteskę, dynamizm i bezwzględną walkę klasową w klimacie współczesnego, wielogatunkowego serialu. Schuchardt i Drzymalska stworzą portrety ludzi zniszczonych przez ambicję, a miłość ustępuje tutaj miejsca toksycznej kontroli. Już reakcje na sam zwiastun sugerują, że nie wszyscy widzowie to kupią. Jedni będą powtarzać, że "klasyki się nie rusza", inni zachwycą się odświeżeniem starej historii.
Z kolei kinowy film Macieja Kawalskiego pójdzie w kierunku klasycznego, hollywoodzkiego eposu. Dorociński i Urzędowska zagrają w opowieści wierniejszej powieści – historii miłosnej pełnej nostalgii za odchodzącym światem, zachwycającej rozmachem i gwiazdorską obsadą. Tutaj również jedni będą urzeczeni klasycznym podejściem, a inni mogą zarzucać twórcom, że nakręcili "film dla szkół".
Ta podwójna premiera to także dowód na popkulturowy renesans polskiej klasyki, która przestaje być postrzegana jako "nudna" lektura szkolna, a staje się atrakcyjnym dla XXI-wiecznego odbiorcy uniwersum (sama "Lalka" nigdy nie była nudną książką – to jedna z najbardziej fascynujących lektur w polskim kanonie). Niezależnie od tego, która produkcja dostanie lepsze recenzje i bardziej spodoba się Polakom, najgłośniej będzie o samej powieści. Prus i polska literatura wyjdą z tego starcia zwycięsko.




