
Filmy Christophera Nolana i Darrena Aronofsky'ego uchodzą za wyjątkowe, choć czuć w nich inspiracje twórczością japońskiego reżysera Satoshiego Kona. W oczach wielu widzów "Incepcja", "Requiem dla snu" i "Czarny łabędź" wyróżniają się oryginalnością, ale miłośnicy anime wiedzą swoje i od lat kłócą się o to, czy zachodni twórcy oddali hołd Konowi, czy jednak bezpardonowo skopiowali jego dzieła.
Japońskie animacje od zawsze fascynowały twórców Fabryki Snów swoją pomysłowością i bezkompromisowością. Satoshi Kon nie jest obcy nikomu, kto interesuje się sztuką z Kraju Kwitnącej Wiśni. Dwa jego dzieła, które ociekają mrokiem, abstrakcją i halucynogennymi obrazami, niczym duchy nawiedzają dorobek artystyczny Christophera Nolana i Darrena Aronofsky'ego – nazwisk chwalonych w Hollywoodzie za swój geniusz i kreatywność. To, co czyniło ich filmy wyjątkowymi, wywoływało wcześniej zachwyty w Tokio.
Bez Satoshiego Kona nie byłoby ani "Incepcji" Christophera Nolana, ani filmów Darrena Aronofsky'ego
"Incepcja" z 2010 roku łączy kino akcji z science fiction i heist filmem. W świecie stworzonym przez Christophera Nolana dzięki zaawansowanej technologii ludzie mogą przemieszczać się po snach. Fabuła produkcji krąży wokół Doma Cobba, złodzieja specjalizującego się w infiltrowaniu snów i kradzieży znajdujących się w nich informacji. Dzieło angielskiego reżysera może pochwalić się bardzo podobnym zarysem do "Papriki" z 2006 roku.
W surrealistycznej animacji Satoshiego Kona psychiatrzy wynaleźli urządzenie, które pozwala im wnikać do snów ich pacjentów. Pewnego dnia kluczowe protokoły przełomowej technologii zostają wykradzione, a ktoś próbuje przejąć kontrolę nad umysłami ludzi. Na tym nie kończą się podobieństwa między "Incepcją" a starszym od niej o cztery lata filmem.
U Nolana dech w piersiach zapierały m.in. sekwencje nawiązujące do dzieł M.C. Eschera (mistrza paradoksu), które przedstawiały nakładające się na siebie budynki i tworzące zawiłe labirynty ulice. Innym – równie kultowym – momentem "Incepcji", który tym razem puszcza oczko w stronę Kona, jest scena na hotelowym korytarzu, gdzie dochodzi do walki w stanie nieważkości. W "Paprice" detektyw Toshimi Konakawa także spaceruje po korytarzach, które przeczą prawom fizyki. Windy zarówno u Nolana, jak i Kona mają istotne znaczenie dla świata snów. W obu filmach pojawia się też wątek alter ego.
Japoński reżyser odcisnął dodatkowo piętno na filmografii Darrena Aronofsky'ego, który kupił prawa do animowanego thrillera psychologicznego "Perfect Blue" z nadzieją na nakręcenie jego wersji live action. Do stworzenia pełnoprawnego remake'u nigdy jednak nie doszło. Amerykański twórca – przed wygaśnięciem praw do adaptacji – postanowił nagrać jedną ze scen w filmie "Requiem dla snu" na wzór sceny w wannie z anime z 1997 roku.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W "Czarnym łabędziu" z 2010 roku Aronofsky też wzorował się na "Perfect Blue", którego fabuła koncentruje się na gwieździe popu powoli popadającej w obłęd. W obu produkcjach sceny z lustrami są niemalże identyczne.
Kinomani od dawna spierają się o to, czy Nolan i Aronofsky chcieli swoimi filmami uczcić arcydzieła Kona. Jedni zarzucają im plagiat, drudzy traktują "Incepcję", "Requiem dla snu" i "Czarnego łabędzie" jako hołd oddany japońskiemu filmowcowi przez Hollywood. Nie da się ukryć, że wizjonerstwo Kona, który zacierał granice między tym, co prawdziwe, a tym, co zmyślone, wpłynęło znacząco na rozwój współczesnego zachodniego kina. Pomimo upływu lat jego czujne oko wciąż inspiruje.




