Daniel Craig jako James Bond
Nowy Bond powinien wziąć się "znikąd"? Fot. Kadr z "Nie czas umierać" / sketchify / montaż: naTemat

Debbie McWilliams, wieloletnia dyrektorka castingu serii o Jamesie Bondzie, nie chce, by nowym agentem 007 został którykolwiek z najczęściej wymienianych kandydatów: Jacob Elordi, Callum Turner czy Harris Dickinson. Dlaczego? Bo są zbyt rozpoznawalni. Ma sporo racji, ale postawienie na mało znanego aktora mogłoby okazać się dla serii zarówno ogromną szansą, jak i sporym ryzykiem.

REKLAMA

Reżyserem 26. filmu o Jamesie Bondzie będzie Denis Villeneuve, twórca "Diuny", "Blade Runnera 2049" i "Nowego początku", a scenariusz pisze Steven Knight, twórca "Peaky Blinders".

To nie koniec zmian. Po raz pierwszy pełną kontrolę kreatywną przejmie Amazon MGM Studios. Dotychczasowi, wieloletni producenci z EON Productions – rodzeństwo Barbara Broccoli oraz Michael G. Wilson, dzieci Alberta Broccoli, współtwórcy filmów o Bondzie – oficjalnie ustąpili i oddali stery gigantowi w ramach wielomilionowej transakcji. Zakończyło to trwającą ponad 60 lat erę, w której o każdym detalu franczyzy decydowała wyłącznie rodzina Broccoli. Nowymi producentami zostali David Heyman (seria "Harry Potter") oraz Amy Pascal ("Spider-Man: Poprzez multiwersum", "Małe kobietki").

Amazon MGM potwierdziło już, że szuka nowego Bonda – pięć lat po premierze "Nie czas umierać", ostatniego filmu z Craigiem. "Łowy" koordynuje Nina Gold, jedna z czołowych dyrektorek castingu w Hollywood, która pracowała przy filmach "Paddington", "Gwiezdne wojny" i "Mamma Mia!".

Nowy James Bond? Nie Elordi, Turner ani Dickinson, mówi była dyrektorka castingu, która wybrała Craiga

Kto zostanie nowym Bondem? Wśród potencjalnych kandydatów do roli Bonda wymienia się Calluma Turnera, Harrisa Dickinsona czy Jacoba Elordiego. To faworyci fanów, ale była dyrektorka castingu serii o agencie 007 ma na ten temat inne zdanie.

Debbie McWilliams pracowała przy filmach o Bondzie przez 40 lat – od "Tylko dla twoich oczu" z 1981 roku aż po "Nie czas umierać" z 2021 roku – to właśnie ona odpowiada za wybór Timothy'ego Daltona, Pierce'a Brosnana oraz Daniela Craiga do kultowej roli.

W rozmowie z "The Independent powiedziała wprost: "Nie chciałabym zobaczyć żadnego z nich w roli Jamesa Bonda", odnosząc się do wspomnianych nazwisk Turnera, Dickinsona i Elordiego.

– To absolutnie kluczowe, by Bond pozostał postacią owianą tajemnicą. Nie chcę, żeby którykolwiek z nich został Bondem, bo dziś wiemy o nich zbyt wiele. O szpiegu powinniśmy wiedzieć jak najmniej. Nie interesuje mnie, gdzie robi zakupy, kim są jego rodzice ani gdzie mieszka. Nigdy nie powinniśmy oglądać go w domu. Istotą tej postaci jest to, że ma licencję na zabijanie i widz musi bez cienia wątpliwości uwierzyć, że byłby do tego zdolny. Jeśli tego zabraknie, traci się wiarygodność całej postaci – wyjaśniła.

Zdaniem McWilliams, największym atutem przyszłego Bonda powinien być brak statusu wielkiej gwiazdy. – Timothy Dalton i Pierce Brosnan nie byli wówczas szczególnie rozpoznawalni. Daniel Craig miał za sobą role w kinie niezależnym i dość barwne życie uczuciowe, ale wciąż nie był nazwiskiem znanym w każdym domu. To ogromnie pomaga. Chciałabym, żeby nowy Bond był kimś, kto pojawi się zupełnie znikąd – stwierdziła.

James Bond powinien wziąć się "znikąd"?

Faktycznie, faworyci do przejęcia licencji na zabijanie bynajmniej nie są anonimowi. Jacob Elordi – który byłby drugim australijskim Bondem po George'u Lazenbym – jest obecnie jedną z największych młodych gwiazd kina. Grał w "Euforii" i nowych "Wichrowych Wzgórzach", zgarnął nominację do Oscara za rolę we "Frankensteinie", a niedługo zobaczymy go w nowym filmie Ridleya Scotta, "Gwiazdozbiorze Psa". Jest rozchwytywany w Hollywood, uwielbiany przez paparazzi i podobno spotyka się z Kendall Jenner.

Dalsza część artykułu poniżej.

Callum Turner jako aktor jest bardziej znany w Wielkiej Brytanii niż USA. Grał w serii "Fantastyczne zwierzęta", serialu "Władcy przestworzy" czy "Ostatnim liście do kochanka". Jego nazwisko jest jednak kojarzone na świecie z prostego powodu – jest mężem Duy Lipy. Najmniej rozpoznawalnym nazwiskiem z całej trójki wciąż jest Harris Dickinson. Gwiazda "Babygirl", "W trójkącie" i "Braci ze stali" chroni swoje życie prywatne, ale pojawia się na okładkach magazynów czy kampaniach reklamowych Prady. Do tego zagra Johna Lennona w czteroczęściowym filmie o The Beatles.

Czy Nina Gold i jej zespół rzeczywiście znajdą mało rozpoznawalnego aktora do roli Bonda? Castingi na razie owiane są tajemnicą, ale jedno wydaje się pewne: taki wybór byłby dla serii zarówno ogromną szansą, jak i sporym ryzykiem.

Świeża twarz, której większość widzów nie kojarzy z innych ról, mogłaby całkowicie stopić się z postacią i zbudować agenta 007 od podstaw. Dla samej produkcji oznaczałoby to również niższe gaże dla aktora oraz możliwość związania go z franczyzą na wiele lat. Z drugiej strony pojawia się jednak problem braku star power. Bez nazwiska przyciągającego tłumy studio musiałoby wydać gigantyczne kwoty na marketing, by przekonać masową publiczność do nowego Bonda.

Nie wspominając już o ogromnej presji psychicznej, jaka spadłaby na samego aktora. Z dnia na dzień znalazłby się w centrum uwagi, musiałby udźwignąć ciężar jednej z największych franczyz świata i sprostać nieuniknionym porównaniom z ikonami pokroju Seana Connery'ego, Rogera Moore'a czy Daniela Craiga, który zresztą również spotkał się z falą krytyki po ogłoszeniu swojego angażu. Którą drogą pójdzie Amazon? Castingi wciąż trwają.