
Młodsza siostra Sherlocka Holmesa znowu wkracza do akcji. "Enola Holmes 3" w obiektywie i ze scenariuszem współtwórców miniserialu "Dojrzewanie" miała szansę być jedną z najlepszych odsłon dotychczasowej trylogii detektywistycznej, ale potknęła się na błędach, od których roi się we współczesnym kinie. Mimo nich Millie Bobby Brown nadal ma w sobie to coś, co sprawia, że jej dedukcję ogląda się z przyjemnością.
Tekst zawiera spoilery dot. filmu "Enola Holmes 3" na Netflix.
Enola Holmes – obrończyni uciśnionych, która pomimo sławy, jaka przypisywana jest jej starszemu bratu, zdołała wyrobić własną renomę w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii – staje przed nowymi wyzwaniami, jakie ma wobec niej i reszty kobiet społeczeństwo epoki wiktoriańskiej. Reżyser Philip Barantini i scenarzysta Jack Thorne, którzy razem ze Stephenem Grahamem dali nam nagrodzone telewizyjnymi Oscarami "Dojrzewanie", próbowali wynieść adaptację Nancy Springer na jeszcze wyższy poziom, lecz przegrali z taktykami, jakie coraz częściej stosuje się w kinie i streamingu.
"Enola Holmes 3" jest filmem przygodowym z feministycznym sznytem, który spełnia swoją rolę dla młodych widzek, pokazując im, że konwenanse ze względu na płeć powinno się kwestionować. W najnowszej odsłonie bogatsza o doświadczenia protagonistka staje oko w oko z oczekiwaniami, jakie ma wobec niej dorosłość. Intencje stojące za filmem – tym bardziej że w sposób pozytywny przełamują pewne wzorce męskości – są jak najbardziej szlachetne. Szkoda, że wykonanie trochę kuleje.
Recenzja filmu "Enola Holmes 3". Millie Bobby Brown otwiera nową sprawę w sukni ślubnej
Dzień ślubu. W kościele obecni są wszyscy goście weselni, a stojący na ołtarzu pan młody ze zdenerwowania poprawia muszkę. Z organów już dawno temu powinna wydobyć się melodia "Marszu weselnego" Richarda Wagnera, ale panny młodej jak nie było, tak nie ma. Spóźniona Enola Holmes, która w londyńskiej socjecie niebawem będzie znana jako żona lorda Tewkesbury'ego, pędzi karocą przez suche pola Malty, gdy nagle zatrzymuje ją doktor John Watson, mówiąc jej, że Sherlock Holmes został porwany. Zanim powie sakramentalne "tak", młoda detektywka zamierza w pierwszej kolejności odnaleźć brata.
Pierwsza część serii filmowej traktowała o wyjściu Enoli Holmes z cienia znanych i wpływowych braci, zaś druga koncentrowała się na trudnych początkach założonej przez nią agencji detektywistycznej w Londynie i poszukiwaniu własnego przepisu na sukces. W trzecim rozdziale główna bohaterka nie jest już małą dziewczynką, a młodą kobietą, od której ludzie oczekują, że się ustatkuje. Siostra Sherlocka kocha lorda Tewkesbury'ego całym sercem, ale obawia się, że w rezultacie nie będzie już panią własnego losu. Voilà, na tym dylemacie Barantini i Thorne skupiają całą swoją uwagę.
"Enola Holmes 3" jak najbardziej ma serce, choć – idźmy w tę metaforę – jej ciało utrudnia przesłaniu osiągnięcie wyżyn swoich możliwości. Film nie ma pełnego zaufania do widzów, co jest jasne jak słońce. Twórcy nieustannie przypominają im, co wydarzyło się w poprzednich odsłonach (służą temu zlepki scen z wcześniejszych produkcji), a także łopatologicznie, poprzez nadmierną ekspozycję, opisują w dialogach coś, czego odbiorca dla własnej satysfakcji powinien się domyślić. Najnowsza część nie ma wystarczającej wiary w swoją narracyjną moc, dlatego świadomie ignoruje scenopisarską zasadę "show, don't tell".
W dziele Barantiniego brakowało prawdziwej zabawy w kotka i myszkę, a także łamigłówek, które zachęciłyby publiczność do spróbowania swoich sił w roli śledczego. Najważniejsze informacje w sprawie porwania detektywa z Baker Street podstawiane są nam pod nos.
Millie Bobby Brown patrzy widzowi prosto w oczy
Scenariuszowi na szczęście nie udaje się ściągnąć "Enoli Holmes 3" na samo dno. Dotąd żadna z adaptowanych powieści Nancy Springer nie mogła pochwalić się ładniejszymi ujęciami. Zwłaszcza finałowa sekwencja – wyjątkowo intymna – zachwyca nieoczywistym sposobem, w jaki ją wykadrowano i oświetlono. Owszem, montaż niekiedy pozostawia wiele do życzenia (bywa nieintuicyjny i za bardzo się spieszy), lecz wizualna realizacja filmu nadaje mu pewien element zaskoczenia.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Millie Bobby Brown, odtwórczyni roli Jedenastki w serialu "Stranger Things", naturalnie łączy komedię z melodramatem, a sceny z przełamywaniem czwartej ściany w jej wykonaniu są jak zwykle czystą rozrywką. Brytyjska aktorka, która dorastała na naszych oczach, tworzy silną kreację, z którą widz od pierwszej chwili sympatyzuje. Enola jest naprawdę dobrym materiałem na idolkę. Zresztą mężczyzn, którzy towarzyszą jej na ekranie, również można traktować jako pewien pozytywny wzór do naśladowania.
Sherlock Holmes grany przez Henry'ego Cavilla (nadchodzący remake "Nieśmiertelnego"), choć wydaje się cynikiem i ma swoje za uszami, popycha siostrzyczkę do tego, by wreszcie pojęła, że nie musi iść utartymi ścieżkami. Ukochany protagonistki, w którego wciela się Louis Partridge ("Ród Guinnessów"), rezygnuje ze swoich przywilejów, a nie na odwrót. To przełamanie konwencji i norm obowiązujących w czasach panowania królowej Wiktorii.
"Enola Holmes 3" bawi się fantazją o emancypacji, stając się elementarzem feminizmu. Młodych widzów obsypuje dynamiczną reżyserią, do bólu sztucznymi scenami śmierci i płynącą z serca mądrością. Gdybym była dziś nastolatką, pewnie przymknęłabym oko na wszystkie rysy na obiektywie Barantiniego.




