Pedro Pascal w Behemoth!
Pedro Pascal przypomniał sobie, że umie grać? Fot. Kadr z "Behemotha!"

"Behemoth!", nowy film z Pedro Pascalem, doczekał się pierwszego zwiastuna. 51-latek sprawia w nim wrażenie, jakby... przypomniał sobie, że umie grać. Gwiazda "The Last of Us" od dawna nie zachwycała na ekranie (a wręcz zawodziła), ale paradoksalnie wcale nie musiała być to wyłącznie jej wina.

REKLAMA

"Utalentowany wiolonczelista Alex Serian wraca do rodzinnego Los Angeles po 20 latach spędzonych w trasie. Muzyka, która przez całe jego życie była niezmienną i pochłaniającą go siłą, prowadzi Alexa w podróż, która odmieni go na zawsze" – brzmi opis filmu "Behemoth!". Zwiastun, który na szczęście za wiele nie zdradza, sugeruje intensywną historię, która może poprowadzić widza w nieoczekiwanym kierunku. Zwłaszcza że już sam tytuł jest wymowny.

Pedro Pascal błyszczy w zwiastunie "Behemoth!". Za kamerą twórca "Andora"

Reżyserem i scenarzystą jest Tony Gilroy, autor scenariuszy filmów o Jasonie Bournie i twórca świetnego "Andora". Główną rolę otrzymał Pedro Pascal, a towarzyszą mu Olivia Wilde ("Zaproszenie"), Eva Victor ("Sorry, Baby"), Alexa Swinton ("Thunderbolts*"), Kaya Ralls, Erik Griffin ("Umrzeć ze śmiechu"), JoBeth Williams ("Duch"), Margarita Levieva ("Daredevil: Odrodzenie"), Hank Azaria ("Przyjaciele") i Will Arnett ("BoJack Horseman") oraz Kaya Ralls.

W niedawnym wywiadzie dla "Vanity Fair" Pedro Pascal opowiedział o swojej roli wiolonczelisty Alexa. – W tej historii było coś, z czym połączyłem się zarówno intelektualnie, jak i emocjonalnie. Alex nie jest gwiazdą rocka. Nawet nie jest kimś, kto szuka blasku reflektorów. To po prostu człowiek, którego pierwszym językiem jest muzyka. To list miłosny do muzyki i do kina. To opowieść o rodzinie, dziedzictwie i uzdrawianiu. Jeszcze zanim zostałem aktorem, marzyłem o tym, by kiedyś móc przeżyć właśnie takie doświadczenie na planie" – mówił.

Zwiastun "Behemotha!" zapowiada się intrygująco i zdecydowanie warto czekać na ten film, zwłaszcza że odpowiada za niego Gilroy, który naprawdę potrafi opowiadać historie. Ale trailer wyróżnia się jeszcze czymś innym: Pedro Pascal sprawia w nim wrażenie, jakby przypomniał sobie, że potrafi grać. A może po prostu w końcu dostał rolę, która daje mu coś więcej do zagrania?

Pedro Pascal nie jest złym aktorem, ale w ostatnich filmach zawodził

Nie oszukujmy się: Pascal nie błyszczał w ostatnich produkcjach. Oglądając "Fantastyczną 4: Pierwsze kroki", "Gladiatora II" i "Materialistów" wielu widzów mogło zadać sobie pytanie, skąd właściwie ten cały szum wokół aktora, skoro gra... bardzo średnio. Brakowało charyzmy, naturalności, iskry. "The Mandalorian" jest cudownym serialem, ale Pascal nie ma tam za dużo roboty, bo jego rola jest głównie głosowa. Gdy w "Gwiezdnych wojnach: Mandalorian i Grogu" na chwilę zdejmuje hełm, sprawia wtedy wrażenie, jakby... nie wiedział, gdzie jest.

A przecież Pascal, który rozkochał w sobie świat przede wszystkim urokiem i osobowością, wcale nie jest złym aktorem. Owszem, nigdy nie był wybitny i nie należał do ligi DiCaprio czy Phoenixa, ale przypomnijmy sobie "Narcosa", "Grę o tron" czy "The Last of Us". We wszystkich tych serialowych rolach był naprawdę bardzo dobry. Więc co się stało?

Dalsza część artykułu poniżej.

Może to efekt "wyskakiwania z lodówki"? Pascal stał się jedną z najbardziej eksploatowanych twarzy w Hollywood. Do tego zaczął występować w blockbusterach, które nie dawały mu szczególnie wymagających ról. W "Gladiatorze II" i "Materialistach" praktycznie nie miał czego grać – miał po prostu być i dobrze wyglądać. Wyglądało to bardziej na przedłużenie jego fenomenu jako hollywoodzkiego daddy i chłopaka internetu niż pełnoprawne aktorstwo. Z kolei w "The Last of Us" i "The Mandalorian" grał w sumie tę samą postać: gburowatego samotnika, który zostaje przybranym ojcem i stopniowo odkrywa w sobie emocję. Został zaszufladkowany i przez filmów, i przez fanów.

Pascal był najlepszy wtedy, gdy dostawał role wykraczające poza schemat. Pamiętacie go w "Nieznośnym ciężarze wielkiego talentu" albo "Kingsmanie: Złotym kręgu"? Bawił się swoimi bohaterami do tego stopnia, że potrafił ukraść cały ekran. Nadal nie był aktorem przez wielkie "A", ale był naprawdę świetny.

Może "Behemoth!" okaże się dla Pascala nowym otwarciem? Zwłaszcza że w ostatnim czasie sprawiał wrażenie przytłoczonego własną popularnością, piskiem rozhisteryzowanych fanek i czerwonymi dywanami. Może w końcu dostał szansę, by rozwinąć skrzydła, wyjść poza zaszufladkowanie i porzucić emploi przystojnego tatuśka? Zwiastun filmu Gilroya, który zadebiutuje w amerykańskich kinach 4 grudnia, sugeruje, że wreszcie trafiła mu się rola, w której naprawdę ma co grać.

Trzymamy kciuki, bo jeśli i tym razem zawiedzie, to albo dopadła go artystyczna blokada, albo... wszyscy się pomyliliśmy co do jego talentu. Cóż, przynajmniej jest fajnym człowiekiem.