metallica gra koncert
35 lat temu Metallica wydała "Black Album". Foto: yakub88/Shutterstock

12 sierpnia 1991 r. Metallica wydała "Black Album", swoje najsłynniejsze wydawnictwo, które zawiera takie hity jak "Enter Sandman" i "Nothing Else Matters". Jedni tę płytę pokochali, inni znienawidzili. Z pewnością grupa przekroczyła wtedy pewną granicę. Czy to jednak źle?

REKLAMA

Mija właśnie 35 lat od wydania "Czarnej płyty" Metalliki (wydawnictwo tak naprawdę zostało zatytułowane "Metallica"). W 1991 r. zespół wybił się dzięki singlom z niej do mainstreamu, zainspirował pokolenie młodszych muzyków i zaprosił do świata metalu jeszcze większą liczbę osób. Czy jednak "Black Album" naprawdę jest tak udany, jak uważa pokolenie 40- i 50-latków?

Metallica większa niż inni

Grupa założona w 1981 r. przez perkusistę Larsa Ulricha i gitarzystę/wokalistę Jamesa Hetfielda niemal od początku chciała być wielka. Metallica ciężko pracowała, intensywnie koncertowała i dynamicznie rozwijała się muzycznie. Na "Kill'Em All" otrzymaliśmy szczeniacki thrash metal, ale już na dwóch kolejnych krążkach – "Ride the Lightning" i "Master of Puppets" – pokazała, że jest bardzo dojrzałym zespołem, potrafiącym i komponować piękne ballady, i pełne dramaturgii utwory instrumentalne, i nadal gwałtowne thrashmetalowe hymny. Nie bez powodu, jak pisaliśmy w naTemat, starter pack na koncert Metalliki opiera się właśnie na tych wczesnych albumach.

"...And Justice for All" z 1988 r. był punktem zwrotnym. Po pierwsze, muzycy stworzyli swoje najbardziej złożone dzieło. Nagrali też pierwszy teledysk – do antywojennej ballady "One". Stanęli też przed dylematem: albo brną w coraz bardziej zawiłe kompozycje, które mogą zapaść się pod własnym ciężarem, albo upraszczają swoją muzykę.

Grupa wraz ze swoim managementem uznała, że lepiej wybrać tę drugą ścieżkę. Nie musiało chodzić tylko o komercjalizację twórczości i zarobienie kolejnych milionów dolarów. Już wtedy członkowie Metalliki byli bogaci. Jak sami przyznawali, koncerty, którymi promowali "...And Justice..." po prostu ich zmęczyły, gdyż kompozycje z tej płyty były zbyt zagmatwane. Nawet fani mieli bawić się przy nich gorzej.

Dalsza część artykułu poniżej.

... i nic więcej nie ma znaczenia

"Black Album" był więc efektem i zmęczenia graniem technicznego thrash metalu, i zapewne chęci poszukania nowych fanów. Może też cofnięcia się do najwcześniejszych inspiracji Jamesa Hetfielda i Larsa Ulricha. Ich wydawnictwo z 1991 r. to właściwie płyta bardziej hardrockowa. Thrashu nie ma tu niemal wcale.

Zamiast nawałnicy riffów fani otrzymali przeboje w postaci "Enter Sandman" oraz ballad "Nothing Else Matters" i "The Unforgiven". Do tego doszło mocarne "Sad but True" czy orientalizowane "Wherever I May Roam". Łącznie pięć numerów trafiło na single, które porwały pokolenie ówczesnych nastolatków.

Metallica osiągnęła gigantyczny sukces, zagrała imponujące trasy koncertowe, stała się grupą pokolenia i taką, która zaprosiła nowe osoby do świata metalu, w którym czekały na nie o wiele bardziej złowieszcze kapele spod znaku Slayera czy Pantery. Dla tych osób zaczęła się piękna przygoda i nie powinno nikogo dziwić, że do dziś darzą one "Black Album" sentymentem. Skala tego sukcesu ma dziś jednak swoją cenę – jak pisaliśmy w INNPoland, Metallica zagrała w Polsce dla pieniędzy, a ceny na koncercie w Chorzowie zwalały z nóg.

Płyta przełomowa, ale nierówna

Moim zdaniem "Czarna płyta" jest jednak nierówna. Jasne, są tu świetne, wspomniane już single. Sąsiadują jednak z niezbyt udanym "Holier than Thou" czy chyba najsłabszym na całym wydawnictwie "Through the Never". Niezłe jest "Of Wolf and Man", ale już np. "The God That Failed" intryguje głównie świetną solówką gitarową. Podobnie jak "My Friend of Misery" intrem. Nie wspominając o "The Struggle Within", które kończy całość, co sprawia, że płytę chce się wyciągnąć z wieży nieco wcześniej, niż zaplanowali jej twórcy.

Dalsza część artykułu poniżej.

QUIZ: Największe polskie hity. Dokończ piosenkę po wersie

Quiz

1 / 15 Myslovitz – "Długość dźwięku samotności": Tak, zawsze genialny, idealny...

Na tym polu "Metallica" mocno kontrastuje z wcześniejszymi płytami zespołu, które podtrzymują uwagę słuchacza od intra do ostatniej nuty. Mało tego, moim zdaniem, nawet krytykowany "Load", wydany w 1996 r., wciąga jako całość bardziej. Nie wspominając o niedocenianym "St. Anger", które szokuje intensywnością i pozostaje ostatnim w pełni szczerym albumem Metalliki (pomijając lubiane przeze mnie "Lulu").

"Czarna" jest więc przełomowym wydawnictwem "Mety", ale czy aż tak udanym, jak chcą tego fani? Moim zdaniem nie. Przede wszystkim zbyt duży kontrast jest tutaj pomiędzy hymnami pokroju "Enter Sandman" a średniakami takimi jak "Holier than Thou". Warto czasami spojrzeć na tę płytę nie przez pryzmat sentymentów.

Po latach zespół próbował zresztą cynicznie wrócić do korzeni. Jak pisaliśmy w naTemat, Metallica wydała nową płytę "72 Seasons".

Polecam też 3 płyty Metalliki, których fani nie docenili – naprawdę warto dać im drugą szansę.