
Każdy słyszał już o tym, jak zawrotną karierę za granicami zrobił Behemoth. Koneserzy wiedzą o karierze zespołów Vader i Mgła. Tyle że polski metal to coś więcej. To także grupy, które grają (lub grały) świetną muzykę, a jednak nie są tak znane jak ta trójka. Co poszło nie tak?
Niektóre polskie zespoły metalowe zrobiły karierę za granicami Polski. Jak Behemoth, który regularnie gra koncerty na całym świecie, podobnie jak olsztyński Vader czy krakowska Mgła. W tym tekście przedstawię wam jednak mniej znane polskie zespoły metalowe, które zasługują na równie duże zainteresowanie.
Blindead, czyli polska odpowiedź na Neurosis
Blindead to zespół, który od początku swojej działalności wymykał się prostym klasyfikacjom. Nawet powyższe porównanie do grających nieszablonową muzykę członków Neurosis jest umowne i nieco krzywdzące.
Muzyka trójmiejskiego zespołu brzmiała jak połączenie post-metalu, sludge’u z progresywnymi elementami. Najważniejsze było jednak coś innego: zawsze zawierała potężny ładunek emocjonalny.
Choć debiut "Devouring Weakness" nie pokazał jeszcze pełni potencjału grupy, już "Autoscopia" to wręcz przerażająca wizyta w umyśle kogoś, kogo wolelibyśmy nie spotkać w naszym życiu. "Affliction XXIX II MXMVI" był z kolei koncept albumem o dziewczynce z autyzmem, a "Ascension" zbiorem muzycznych trenów.
Niestety grupie nie udało się zrobić kariery poza Polską. Dlaczego? Możliwe, że rozkwit jej twórczości miał miejsce po prostu za późno, w czasie, gdy post-metal zaczynał się powoli nudzić. Do tego doszła chyba nienajlepsza sytuacja w samym zespole.
Obecnie wokalista grupy, Patryk Zwoliński, i jej gitarzysta, Mateusz Śmierzchalski, prowadzą nową formację, Blindead 23. Może to z nią zawojują inne kraje.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Kriegsmaschine, czyli ambitny black metal
Kriegsmaschine reprezentuje zupełnie inną estetykę: to zespół zakorzeniony w black metalu, ale wykraczający poza jego tradycyjne ramy. Tworzony jest (był?) przez muzyków związanych ze wspomnianą tu już Mgłą. O ile jednak ta ostatnia gra muzykę bardziej przyjemną dla ucha (na tyle, na ile black metal potrafi taki być), tak w Kriegsmaschine dominują dziwnie brzmiące gitary, niestandardowe rozwiązania perkusyjne i przede wszystkim zignorowanie schematu zwrotek i refrenów.
Albumy "Enemy of Man" i "Apocalypticists" to muzyczne strumienie dźwiękowej świadomości, które oferują introspekcyjną podróż w głąb siebie. Zapętlona perkusja i gitary mogą na swój dziwny sposób uspokajać i wprowadzać w trans.
Na arenie międzynarodowej Kriegsmaschine mogłoby z powodzeniem funkcjonować obok takiego projektu jak Deathspell Omega. A jednak tak się nie stało. Może dlatego, że twórcy grupy postanowili skoncentrować się na Mgle. Dziś nie jest nawet jasne, czy grupa jeszcze formalnie działa.
Acid Drinkers, czyli było blisko, ale się nie udało
Z metalowej pieczary wychodzimy do wesołej sali prób z jeszcze bardziej radosnymi muzykami. Acid Drinkers to rubaszny humor i wesołe, dynamiczne granie.
Poznańskie "Kwasożłopy" na początku lat 90. były bliskie wyruszenia w europejską trasę koncertową. Muzycznie wszystko się tutaj zgadzało: grali popularny wtedy thrash metal, choć w wersji o wiele bardziej przyswajalnej niż np. Metallica na wczesnych płytach, nie mówiąc o Slayerze. Do tego mieli wyrazisty wizerunek i pomysł na siebie.
Co więc nie wyszło? Polska nie była wtedy w Unii Europejskiej, więc pojawiły się problemy z wizami tranzytowymi. Z tour nici. Co gorsza, Acidzi byli też blisko zagrania przed Metalliką w 1991 r. w Chorzowie. Też się nie udało!
Najgorsze jest to, że w kolejnych latach grupa nagrywała albumy, którymi naprawdę mogła zachwycić europejską publikę. Ot choćby "Infernal Connection" to polska odpowiedź na bestsellerowe "Roots" brazylijskiej Sepultury. W tym czasie w zespole brakowało już jednak chyba chęci do podbijania zagranicznych rynków koncertowych.




