
Krzysztof Stanowski i Robert Mazurek śmiali się z "Domu dobrego" i przemocy domowej podczas Kongresu Zero – satyrycznej debaty, w której o stanowisku "za" lub "przeciw" problematycznym tezom decydował rzut monetą. Czy widowiska zahaczające o stand-up powinny żartować z takich tematów? O tym rozmawiamy z Bartkiem Skrobiszem, komikiem i autorem projektu SynMojegoTaty.
"Czy można bić dzieci?" – tak brzmiał temat zamykający Kongres Zero, w którego trakcie dodatkowo podejmowane były kwestie m.in. mobbingu, popularnego zwrotu "bieda to stan umysłu" oraz osobowości prawnej dla Dębu Bartka. Uczestnikom wydarzenia z udziałem prowadzących Kanału Zero, Krzysztofa Stanowskiego i Roberta Mazurka, od początku zapowiadano "absurdalną debatę", pełną niepoprawnych stwierdzeń, której celem miało być skuteczne bronienie swojego stanowiska – jakkolwiek złe by było.
Gdy spotkanie zeszło na temat przemocy domowej, los zadecydował, że pytania o karę cielesną wobec małoletnich będzie bronić Stanowski. – Czy można bić dzieci? Lepiej postawione pytanie brzmi: a dlaczego nie? – zaczął dziennikarz, wywołując tym samym salwy śmiechu na sali. Dalej było już tylko gorzej.
Krzysztof Stanowski żartował z "Domu dobrego" i przemocy wobec dzieci. Czy są jakieś granice komedii?
– Bicie dzieci jest rozrywką intensywną, ale jakże pouczającą. To jest dwa w jednym – kontynuował Stanowski, żartując sobie z oczyszczającej "długo wyczekiwanej zemsty" rodzica. – Dziecko musi od lat najmłodszych wiedzieć, kto rządzi, żeby potem, idąc do firmy, gdzie ma szefa, wiedziało, że rządzi szef – mówił z zażenowanym uśmiechem na twarzy.
Założyciel Kanału Zero w żartach poszedł o krok dalej, podkreślając, że "dziewczynkę nawet lepiej zlać".
Krzysztof Stanowski
Kongres Zero
Kongres Zero budzi intensywne emocje w internecie, spotykając się z krytyką polityków pokroju Roberta Biedronia i Romana Giertycha. "Pan Stanowski uważa, że bicie kobiet powinno być 'dawkowane'. Mam pytanie do jego zwolenniczek. Czy Wy też tak uważacie?" – napisał na portalu X (dawnym Twitterze) poseł Koalicji Obywatelskiej.
O tym, czy żarty ze społecznych problemów, mają jakieś granice, redakcja naTemat rozmawia z Bartkiem Skrobiszem, komikiem, pisarzem i autorem projektu SynMojegoTaty.
– Na tym polega absurd. To jest taka formuła, w której komik przyjmuje pozycję obrońcy czegoś, co z góry nie jest do obrony. Pamiętam przykłady ze Stanów Zjednoczonych, gdzie stand-uper musiał bronić kogoś, kto został oskarżony o największe zbrodnie. Prywatnie, gdybyśmy spytali się tej osoby, czy podziela to zdanie, pewnie odpowiedziałaby, że nie – mówi nasz rozmówca.
Skrobisz sugeruje, że kawały komika, który wszedłby na scenę i wprost sprzeciwił się przemocy, przypominałyby raczej wystąpienia w stylu TEDx lub fundacji charytatywnej, a nie pełnokrwistego stand-upu. – Jeśli chcemy kogoś rozbawić, to zaczynamy szukać jakichś absurdalnych, groteskowych niuansów, ale wiadomo, musimy pamiętać, że my sobie tylko żartujemy, że to jest komedia – wyjaśnia.
Twórca kanału SynMojegoTaty uważa, że w trakcie Kongresu Zero Stanowski nie usprawiedliwiał swojej tezy, a narzuconą mu przez monetę opinię. Ponadto dziennikarz wypowiadał się w ramach formatu, który od początku miał mieć charakter satyry.
Zdaniem Skrobisza komediowo zupełnie nie broni się nagłośniona na początku czerwca wypowiedź założyciela Kanału Zero o urzędniczce skarbówki, która nałożyła karę na restaurację za odprowadzanie nieodpowiedniej stawki VAT od pizzy z krewetkami. – Mam wrażenie, że Stanowski mówił tam prosto od siebie. I nieważne, czy on się zasłania metaforą, czy nie, z tamtych słów wychodzi mizoginistyczne i klasistowskie podejście. Tam jest dużo rzeczy, do których można się przyczepić, ale nie podpinałbym pod to Kongresu Zero – oznajmia komik.
Bartek Skrobisz
o granicach komedii
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
– Krzysztofa Stanowskiego traktuję trochę jak TVN24. Nie oglądam, nie uważam tych treści za coś wartościowego, ale cieszę się, że obydwie strony – prawicowa i liberalna – mają nad sobą bicz – skwitował Skrobisz.
Historia pokazuje, że stand-uperzy nie biorą jeńców, czego przykładem jest Ricky Gervais, współtwórca oryginalnego mockumentu "The Office" i najsłynniejszy gospodarz Złotych Globów, oraz amerykański aktor Dave Chappelle ("Gruby i chudszy"). Obaj uderzają w górę, obaj uderzają w dół (aczkolwiek ich żarty z mniejszości rodzą wobec nieuprzywilejowanych jednostek jeszcze większą nienawiść w sieci). Nie da się jednak ukryć, że z dziennikarstwem nic ich nie łączy.




