U2
U2 opublikowało nowy utwór, który... nudzi. Foto: Mat. prasowe

U2 opublikowało nową piosenkę, która zapowiada nadchodzący album zespołu. Problem w tym, że utwór nie wnosi do twórczości grupy nic nowego. Podobnie jak inni giganci rocka, Bono i jego koledzy zapomnieli o czymś takim jak kreatywność.

REKLAMA

U2 dekady temu wyznaczało standardy. Najsłynniejsze albumy grupy inspirowały w latach 80. i 90. niemal wszystkich. A przynajmniej tych, którzy interesowali się gitarowym graniem. Czy "Street Of Dreams" zmieni życie kogokolwiek?

U2 wraca po niemal dekadzie

To aż dziwne, że taki zespół jak U2 nie dał rady nagrać niczego nowego przez blisko 10 lat. W 2017 r. wydał "Songs Of Experience". Krążek był nudny i pokazał, że muzycy potrzebują sporo czasu na zebranie nowych pomysłów. Proces ten, jak widać, potrwał niemal dekadę. Owocem były wydane na początku tego roku dwie EP-ki: "Days Of Ash" i "Easter Lily", które jednak także nie wniosły do dyskografii formacji nic nowego. Szkoda, bo przecież format mini-albumu aż prosi się na umieszczanie na nim nagrań mniej oczywistych.

Teraz U2 opublikowało jeszcze teledysk do utworu "Street Of Dreams", który zapowiada najnowszy "duży" krążek. Czy jest jednak na co czekać?

Zagraj to jeszcze raz, Sam

U2 podbiło świat, gdyż potrafiło eksperymentować i się zmieniać. Nie mówię tylko o klasykach z końca lat 80., ale też nieco bardziej kontrowersyjnych "Zooropa" i "Pop" z kolejnej dekady. Zespół potrafił się bawić swoją muzyką, każdy krążek był przez to dla fanów nową przygodą z dźwiękami.

"All That You Can't Leave Behind" z 2000 r. pokazało, że w tej machinie coś się zatarło, ale nadal było w tym "to coś". Kolejne wydawnictwa były jednak kropką nad "i": Bono z kolegami pomylili salkę prób z pracą na taśmie.

Jeżeli "Street..." jest reprezentatywne dla przyszłego albumu, nic się w obecnym obliczu zespołu nie zmieni. Utwór jest do bólu generyczny. Jasne, świetnie brzmi, jest charakterystyczna gitara The Edge'a, ładnie uwypuklony bas Claytona. Tylko Bono nie śpiewa już jak natchniony. Jak widać, nawet granie Chrystusa może się w końcu znudzić.

Mówiąc wprost: otrzymaliśmy piosenkę do słuchania w tle, o której następnego dnia będą pamiętać tylko fanatycy grupy. Jak na muzyków, którzy potrafili skomponować "Bullet the Blue Sky", "Sunday Bloody Sunday" czy – z mniej oczywistych wyborów – "The Exit" (do dziś mam gęsią skórkę, gdy słucham tej perełki!) to zdecydowanie za mało.

Problemy znudzonych gwiazd rocka

To, co spotkało U2, dotknęło jednak wiele innych tego typu kapel. O ile trudno mi się czepiać The Rolling Stones, którzy choćby z racji wieku zapewne nie potrafią się już zmienić, to już od roczników U2 czy Metalliki można byłoby oczekiwać jeszcze jakiejś kreatywności.

Metallica – choć bardziej pracowita od Bono i spółki – od 2008 r., czyli albumu "Death Magnetic" wydaje wydawnictwa po prostu nudne i brzmiące jak próba nagrania na nowo hitów z lat 80. i 90. (pomijam tu intrygujące i niedocenione "Lulu", gdyż to projekt poboczny, nagrany z Lou Reedem). Doskonale było to widać, gdy Metallica zagrała w Polsce – koncert był świetny, ale oparty niemal wyłącznie na starych klasykach (a jak donosił INNPoland, Metallica zagrała w Polsce dla pieniędzy, a ceny na koncercie w Chorzowie zwalały z nóg)

Dalsza część artykułu poniżej.

Inne przykłady? Bon Jovi! Aż dziwne, że twórcy "It's My Life" od dekad nie potrafią wskrzesić w sobie choćby krzty tej energii, która napędzała ten przebój. O rozwoju muzycznym nie wspominając.

Starczy uwiąd przedwcześnie dopadł też Red Hot Chili Peppers. Nie wspominając już o AC/DC, bo ci nigdy nie byli szczególnie innowacyjni.

Co stało się z tymi formacjami? Znudzenie, brak motywacji do podbijania (po raz kolejny) świata? A może po prostu brak chęci szukania inspiracji w młodszym pokoleniu. Wszystko to razem sprawia, że choć chętnie zobaczę przynajmniej jeszcze część z tych gigantów na żywo, płyty kupię najwyżej z powodu kolekcjonerskiej zajawki.