
Nowa "Vaiana" zawiodła. Krytycy ją miażdżą, widzowie są zachwyceni, ale co z tego, skoro nie chcą iść do kin? Disney może zaliczyć jedną z największych kasowych porażek ostatnich lat i stracić setki milionów dolarów. Wytwórnia sama jest sobie winna, bo popełniła jeden kluczowy błąd. I wcale nie chodzi o to, że widzowie nie lubią aktorskich wersji – "Lilo i Stitch", "Król Lew" czy "Aladyn" zarobiły fortunę.
"Vaiana" (w oryginale "Moana") to aktorska wersja animacji z 2016 roku o młodej dziewczynie z polinezyjskiej wyspy Motunui, która wyrusza w niebezpieczną podróż, by ocalić swoją społeczność. Córka wodza spotyka na swojej drodze półboga Mauiego, który początkowo wcale nie jest skory do pomocy nastolatce.
Film animowany zarobił ponad 643 mln dolarów na świecie i zdobył dwie nominacje do Oscara: za najlepszy pełnometrażową animację i piosenkę "How Far I'll Go". Choć trudno nazwać go już klasykiem, to "Vaiana" pozostaje najchętniej oglądanym tytułem w historii Disney+, a "Vaiana 2" z 2024 roku przekroczyła miliard dolarów wpływów.
Aktorska "Vaiana" nie radzi sobie w box office. Może stracić miliony
Niestety Disney chyba się przeliczył. Aktorska "Vaiana", która trafiła do kin dziesięć lat po premierze oryginału i zaledwie dwa lata po animowanej kontynuacji, zanotowała znacznie słabszy start od oczekiwań. Od 8 lipca film zarobił tylko 43 mln dolarów w Ameryce Północnej i 95 mln dolarów na świecie.
To ogromne rozczarowanie jak na produkcję, której budżet wyniósł 250 mln dolarów, a kampania marketingowa pochłonęła kolejne 120 mln. Jak zauważa "Variety", jeśli sprzedaż biletów wyraźnie nie przyspieszy, remake może okazać się jedną z najdroższych pomyłek wytwórni spod szyldu Myszki Miki.
Do tego ocena krytyków w serwisie Rotten Tomatoes to zaledwie 32 proc. pozytywnych recenzji. "W tej mało porywającej nowej wersji 'Vaiany' morze nie wzywa już nikogo, a sam film tylko utwierdza w przekonaniu, że animowany pierwowzór był znacznie lepszą przygodą" – brzmi konsensus recenzentów, którzy narzekają, że aktorski film po prostu scena po scenie odtwarza oryginał, nie dodając niczego nowego. Widzowie wydają się jednak zachwyceni. Ich pozytywne oceny na Rotten Tomatoes sięgają aż 89 proc., chociaż ocena na IMDb to zaledwie 5,7/10.
Disney za szybko odświeżył "Vaianę". Ani nie jest klasykiem, ani nie budzi jeszcze nostalgii
Dlaczego publika masowo nie ciągnie do kin na film z Catherine Laga'aią i The Rockiem? Nie chodzi tylko o średnie recenzje.
Studio zdążyło już odświeżyć większość swoich największych animowanych hitów, w tym "Kopciuszka", "Króla Lwa", "Księgę dżungli", "Aladyna", "Mulan", "Małą Syrenkę", "Piękną i Bestię" czy "Zakochanego kundla". Ponieważ klasycznych tytułów do przerobienia zostało już niewiele (a "Pocahontas" nie wchodzi w grę), Disney zaczął sięgać po produkcje z XXI wieku. Problem w tym, że 2016 rok był naprawdę niedawno, a widzowie czekają na "Vaianę 3", a nie powtórkę historii, którą dobrze znają.
"Jeszcze rok temu aktorski 'Lilo i Stitch', oparty na animacji z 2002 roku, przekroczył granicę miliarda dolarów wpływów. To pokazuje, że widzowie nie odwrócili się od remake'ów. Nie oznacza to jednak, że do kina pójdą wyłącznie dlatego, że Disney odświeżył kolejną popularną historię i zastąpił animację efektami CGI – zwłaszcza gdy oryginał od lat jest dostępny na Disney+" – pisze "Variety".
– Disney powinien zadać sobie pytanie, ile czasu potrzeba, aby film animowany stał się klasykiem. Jak właśnie zobaczyliśmy, sam sukces kasowy jeszcze tego nie gwarantuje. Klasykiem zostaje się z upływem lat, a nie wyłącznie dzięki wysokim wpływom – mówił w rozmowie z branżowym magazynem David A. Gross, szef firmy konsultingowej FranchiseRe.
Zdaniem Grossa sukces "Lilo i Stitcha" i rozczarowanie "Vaianą" pokazują, że w przypadku remake'u znanej historii czas ma ogromne znaczenie. Disney zwykle czekał średnio 27 lat, zanim sięgał po aktorskie wersje swoich animacji. Tak było choćby w przypadku "Pięknej i Bestii", "Króla Lwa" czy "Aladyna", które przekroczyły miliard dolarów wpływów.
Dlaczego? Bo nostalgia zdążyła już się obudzić. Dzieci wychowane na tych filmach dorosły i zabrały do kin własne dzieci. – W tym czasie remake zdobywał zupełnie nowe pokolenie widzów. To była bardzo skuteczna strategia – mówi Gross.
W przypadku "Vaiany" nostalgii po prostu jeszcze nie było. Można jednak czekać również zbyt długo. Nowe wersje "Królewny Śnieżki" i "Dumbo" nie odniosły sukcesu, ponieważ te historie nie są już tak żywe w popkulturze i mało kto wspomina je z rozrzewnieniem – zauważa "Variety". A dodatkowo aktorska "Śnieżka" była po prostu słabym filmem.
Disney nie przestanie robić aktorskich wersji animacji. Na każdą porażkę przypadnie "Lilo i Stitch"
Porażka "Vaiany" będzie Disneya dużo kosztować. Szacuje się, że film musi zarobić co najmniej 600 mln dolarów, aby wyjść na zero, ponieważ mniej więcej połowa wpływów z biletów trafia do właścicieli kin.
Gdyby "Vaiana" zakończyła wyświetlanie z wynikiem zbliżonym do "Królewny Śnieżki", która zarobiła 205 mln dolarów przy budżecie wynoszącym 250 mln, studio mogłoby stracić ponad 100 mln dolarów na samej dystrybucji kinowej. A dodajmy, że Dwayne Johnson, który ponownie wcielił się w Mauiego, miał otrzymać blisko 30 mln dolarów jako aktor i producent. Dodatkowo wynegocjował udział w zyskach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Oczywiście Disney nie zarabia wyłącznie na samych filmach. "'Vaiana' napędza sprzedaż zabawek, muzyki, gadżetów i atrakcji w parkach rozrywki oraz przyciąga widzów do Disney+. Od 2016 roku sprzedano ponad 22 mln zabawek związanych z marką, w parkach Disneya powstało ponad 40 atrakcji inspirowanych filmem, a jego ścieżka dźwiękowa zgromadziła 26 mld odtworzeń, z czego 4,8 mld przypadło na przebój 'How Far I'll Go'" – zauważa "Variety".
Disney oczywiście nie przestanie robić aktorskich filmów, bo ma na koncie więcej sukcesów niż porażek – przynajmniej kasowych, bo artystycznych jest znacznie więcej. – Na każdy remake, który zawiedzie, przypadnie taki hit jak "Lilo i Stitch". Studio musi jedynie rozsądniej kontrolować budżety – ocenia Paul Dergarabedian z firmy Rentrak, która analizuje dane o widowni kinowej.
Dalsza część artykułu poniżej.
1 / 15 Co to za film?
Fot. materiał prasowy
Kontrolować budżety i wybierać lepsze terminy premier – rodziny z dziećmi ciągną teraz na "Toy Story 5", które przyciąga jednocześnie nowością, nostalgią i świetnymi ocenami. "Vaiana" nie ma z zabawkami szans. Zresztą wielu widzów może zwyczajnie dojść do wniosku, że skoro aktorska "Vaiana" opowiada dokładnie tę samą historię, to równie dobrze można poczekać na premierę w Disney+. A premiery nowych filmów w VOD są dziś błyskawiczne.
Co dalej w świecie aktorskich filmów? "Choć aktorska "Kraina lodu" wydaje się tylko kwestią czasu, obecnie Disney realizuje jedynie remake "Zaplątanych". Produkcja została wstrzymana po klapie "Królewny Śnieżki", ale wznowiono ją po spektakularnym sukcesie "Lilo i Stitcha".
"Oryginalni 'Zaplątani' zadebiutowali w 2010 roku, dzięki czemu dziś trafiają w moment, który analitycy określają mianem idealnego okna nostalgii. W najbliższych latach Disney ma skupić się przede wszystkim na aktorskiej kontynuacji 'Lilo i Stitcha' oraz spin-offach poświęconych przyrodnim siostrom Kopciuszka i Gastonowi z 'Pięknej i Bestii'" – pisze "Variety".




