batman, kadr z filmu Nolana, Mroczny Rycerz
Matt Reeves naprawia w legendzie Batmana to, co zepsuł Nolan. Mat. prasowy

Czekasz na drugą część "Batmana" Matta Reevesa? Jeżeli tak, Warner Bros. ma dla ciebie złe wieści. Kontynuacja trafi do kin, ale dopiero w 2028 roku. Jest jednak na co czekać, gdyż twórcy naprawiają to, co zepsuł Christopher Nolan.

REKLAMA

Po paru opóźnieniach Warner koncern, o którego przyszłości zrobiło się głośno, gdy media obiegła wieść o jego sprzedaży w końcu podał datę premiery "The Batman Part II". Film trafi na ekrany kin 18 lutego 2028 roku. Twórcy już za pierwszym razem pokazali Nolanowi, jak przenieść na duży ekran historię słynnego Człowieka-nietoperza.

Batman, na jakiego warto czekać

W "The Batman Part II" ponownie zagra Robert Pattinson. Nic w tym dziwnego. Dziś jest jasne, że obok Michaela Keatona to najlepszy odtwórca Bruce'a Wayne'a i Batmana. Obok niego na ekranie zobaczymy: Jeffreya Wrighta (Jim Gordon), Andy'ego Serkisa (Alfred Pennyworth) czy Colina Farrella (Oz Cobblepot/Pingwin). Do nich dojść mają Sebastian Stan, Scarlett Johansson i Charles Dance, ale nie wiadomo, jakie postaci z Gotham City zagrają.

W sieci pojawił się już nieoficjalny teaser "The Batman Part II" w postaci testów kamery.

Reeves robi dobrze to, na czym poległ Nolan

Do premiery pierwszego filmu Reevesa o Batmanie fani Człowieka-nietoperza uwielbiali trylogię, którą nakręcił Christopher Nolan (którego "Odyseja" ma w piątek 17 lipca premierę). Jego trzy produkcje pokazywały ponoć "realistyczną" i najlepszą wersję przygód Bruce'a Wayne'a. Tyle że uważaliśmy tak, gdyż nie widzieliśmy wtedy jeszcze interpretacji Pattinsona i właśnie Reevesa.

Zacznijmy od tego, że Nolanowskie filmy zostały okaleczone charakterystycznym, nerwowym montażem reżysera. Akcja pędzi w nich nierzadko po prostu za szybko, przez co brakuje możliwości delektowania się mroczną atmosferą świata przedstawionego.

Dalsza część artykułu poniżej.

Filmy – jak to często u Nolana bywa – są też przesadnie patetyczne i pozbawione lekkości czy humoru. Momentami przydałoby się coś, co mogłoby rozładować zbyt duże napięcie.

Wszystkiemu nie pomaga jeden z najmniej charyzmatycznych odtwórców Batmana w dziejach kina. Tak, wiem, że Christian Bale jest świetnym aktorem, ale szczególnie w "Mrocznym rycerzu" i jego kontynuacji, "Mroczny rycerz powstaje", wypada o wiele mniej ciekawie niż jego antagoniści: Heath Ledger w roli Jokera czy Tom Hardy, który wcielił się w Bane'a (w tym wypadku wystarczył jego głos Dartha Vadera, by kradł każdą scenę!).

Sam lubię w filmach superbohaterskich nie tyle wątki dotyczące superbohaterów, ale nawet bardziej tła ich działalności. Ukrywanie swojej drugiej tożsamości, ciężar psychiczny, jaki muszą nieść tacy herosi – brzmi to jak coś o wiele ciekawszego dla dojrzałego widza niż najbardziej nawet spektakularne walki i pościgi.

W "Batmanie" Reevesa dostaliśmy przede wszystkim obraz Bruce'a Wayne'a jako dość skomplikowanej, chimerycznej osobowości. I takiemu Batmanowi aż chce się kibicować.

Twórcy filmu z 2022 r. przypomnieli też sobie, że Człowiek-nietoperz to przede wszystkim detektyw. I to taki z kina noir. Tego wątku też brakuje (albo jest go po prostu za mało) w Nolanowskiej trylogii.

Za dużo akcji, za mało klimatu

Wszystko to razem dobrze pokazuje, dlaczego nie lubię "kultowej" trylogii Nolana. To film, który przebodźcowuje widza, przez co utrudnia wejście w świat mrocznego Gotham. Pomija też to, co w kinie superbohaterskim mogłoby być jego największą zaletą: psychologię postaci i ich głębie. Najlepiej pokazał to "Joker" z 2019 r., którego twórcy udowodnili, że na bazie historii jednej z najbardziej przerysowanych komiksowych postaci można nakręcić przejmujący dramat psychologiczny.