scena z "Zamachu nad Lockerbie"
Serial "Zamach nad Lockerbie" jest numerem 1. w Polsce. Jaka jest prawda o tytułowym wydarzeniu? Mat. prasowy

"Zamach nad Lockerbie" to nowy hit Netflixa. Podobnie jak polski "Heweliusz", to ekranizacja prawdziwych wydarzeń. Jak to często bywa, prawda bywa nawet bardziej przerażająca niż fikcja. W tym tekście skupię się na tej pierwszej.

REKLAMA

Produkcja Netflixa opowiada o tym, co stało się 21 grudnia 1988 roku. Chodzi o udany zamach terrorystyczny na samolot pasażerski linii Pan American World Airways nad Lockerbie w Szkocji. Boeing 747 leciał z Londynu do Nowego Jorku. Znajdowało się w nim 259 pasażerów. Spadające szczątki maszyny zabiły 11 mieszkańców miasta. Wszystko, podobnie jak "Heweliusz", oparte jest na prawdziwych wydarzeniach. Sam zamach nad Lockerbie do dziś figuruje w zestawieniach największych katastrof lotniczych w historii.

Co wydarzyło się naprawdę?

No właśnie, problematyczna jest odpowiedź na pytanie, co dokładnie się stało. Najpierw spójrzmy na przebieg wydarzeń, jaki opisała szkocka prokuratura.

19 grudnia 1988 r., czyli dwa dni przed zamachem, Abdel Basset Ali Mohamed al-Megrahi i Al Amina Khalif Fhimah stworzyli bombę w radiomagnetofonie Toshiba RT-SF16. Po prostu usunęli jej "wnętrzności" i zastąpili je bombą zegarową. Wszystko umieścili w walizce, na której nakleili naklejkę, która sugerowała, że to zagubiony bagaż, który musi znaleźć się na lotnisku Johna F. Kennedy’ego w Nowym Jorku.

I tu zaczyna się tragifarsa, która pokazuje, jak bardzo potrzebne są procedury. Walizka z bombą została nadana na lotnisku Luqa w La Valletcie na Malcie. Przetransportowano ją do Frankfurtu nad Menem, następnie do stacji kontrolnej 206 i wreszcie na pokład Boeinga 747 linii Pan Am, który poleciał do Londynu. Na lotnisku Heathrow ponownie nie wzbudziła żadnych podejrzeń.

To wersja prokuratury, ale niektórzy sugerują, że jest bardzo wątpliwe, by terroryści nadali bagaż na Malcie. Wiązałoby się to dla nich ze zbyt dużym ryzykiem, że ktoś zauważy, iż z walizką jest coś nie tak.

Inni wskazują na to, że w samolocie, który został przez przestępców wysadzony w powietrze, zabrakło ważnych polityków: m.in. ambasadora USA na Cyprze. Potwierdzono nawet, że kilka dni przed zamachem ambasady Stanów Zjednoczonych w Moskwie i Helsinkach otrzymały telefony z informacją, że samolot z Frankfurtu do Nowego Jorku może być obiektem ataku.

Winni zamachu mieli być agenci libijskiego wywiadu: Abdelbaset Ali Mohmed Al Megrahi i Al Amin Khalif Fhimah. Miała być to zemsta za zbombardowanie przez Amerykanów Trypolisu i Bengazi w 1986 roku.

Szkocja domagała się wydania jej zamachowców. Brak zgody na to Libii, doprowadziło do nałożenia przez ONZ sankcji na ten kraj. Dopiero w 1999 r. dyktator Muammar al-Kadafi zgodził się na ekstradycję przestępców. W 2001 r. Al Megrahi został skazany na dożywocie, ale wyszedł na wolność w 2009 r. (zmarł 20 maja 2012 r. w Libii), z kolei Fhimaha uniewinniono z powodu braku dowodów.

Teorie spiskowe dot. zamachu nad Lockerbie

Warto wspomnieć o pewnej teorii spiskowej. Juwal Awiw, były agent Mosadu, był zdania, że to nie służby libijskie, ale irańskie wysadziły w powietrze samolot. Mało tego, miały tego dokonać za zgodą... CIA.

Awiw prowadził własne śledztwo w tej sprawie i twierdził, że na maltańskim lotnisku nie nadano do Frankfurtu żadnej walizki z radiem. Wszystko miało być też nie zemstą za naloty na Libię, ale za omyłkowe zestrzelenie przez okręt wojenny USA Airbusa A300 linii Iran Air, co miało 3 lipca 1988 roku. Realizację zamachu zlecono libańskiemu terroryście Ahmedowi Jibrilowi, który zajmował się też handlem narkotykami.

Interesy z Jibrilem miał prowadzić libański oddział CIA, który w ten sposób zdobywał fundusze na finansowanie partyzantki Contras w Nikaragui. Wszystko odkryli agenci CIA z USA, którzy chcieli powiadomić o procederze władze swojego kraju. Znajdowali się potem na pokładzie Boeinga 747, co inna frakcja służb miała wykorzystać, niejako skazują na śmierć wszystkich pasażerów. I stąd ostrzeżenie o zamachu otrzymali tylko dyplomaci.

Libia oficjalnie się przyznaje

Sprawę oficjalnie wyjaśniono i zakończono w 2003 roku, gdy rząd libijski wziął na siebie odpowiedzialność za zamach. Oprócz tego zobowiązał się wypłacić rodzinie każdej z ofiar po 10 milionów dolarów. Warto jednak dodać, że w zamian zniesiono sankcje ONZ, które nałożono na kraj.