
"Proud" to ogromny sukces na rynku polskich seriali i ostateczny dowód na to, że Polacy umieją robić coś innego niż kryminały. Ale trzy lata temu mieliśmy inną obyczajówkę, która podobnie jak produkcja z Ignacym Lissem, zachwycała świeżością. "Absolutni debiutanci" to perełka, którą warto odgrzebać.
Bohaterem "Proud" jest Filip (Ignacy Liss), młody gej, nieodpowiedzialny, arogancki, wiecznie imprezujący i przekonany, że świat należy do niego. Kiedy nagle umiera jego siostra Anka, musi zaopiekować się swoją roczną siostrzenicą, Tosią. Filip musi zmierzyć się z żałobą, nową rolą ojca i koniecznością całkowitego przewartościowania swojego życia. Napotyka też na swojej drodze systemową homofobię, gdy próbuje adoptować dziewczynkę.
W roli Filipa obsadzono Ignacego Lissa ("Znachor", Światłoczuła"), który jest znakomity w "Proud", chociaż niesmak pozostawiły jego słowa o paradach równości. U jego boku oglądamy m.in. Kamila Studnickiego ("Serce miłości"), Marię Sobocińską ("Dom dobry"), Maję Ostaszewską ("Zielona granica"), Joannę Kulig ("Zimna wojna"), Mateusza Więcławka ("Wesele") oraz malutką Alicję Lewczuk, która, co ciekawe, jest na Filmwebie najwyżej ocenianym członkiem obsady.
Za kamerą "Proud" stanął Karol Klementewicz ("Powiedz TAK!"), który razem z Moniką Pęcikiewicz napisał scenariusz. Perełka od HBO Max zdobyła główną nagrodę na prestiżowym festiwalu Series Mania i co tydzień, po premierze nowego odcinka, meldowała się w czołówce TOP 10 najpopularniejszych seriali na polskim HBO Max. Po debiucie finałowego, ósmego epizodu zajęła pierwsze miejsce.
"Proud" to najlepszy polski serial 2026 roku i jeden z najlepszych seriali obyczajowych ostatnich lat znad Wisły
Już dziś można powiedzieć, że "Proud" to najprawdopodobniej (bo mamy dopiero sierpień) najlepszy polski serial roku, choć oceny na Filmwebie niekoniecznie mogą na to wskazywać (6,3/10 od krytyków i 6,4/10 od widzów). To produkcja magnetyczna, odważna, autentyczna i zniuansowana. Obnaża homofobię w Polsce, ale ani na chwilę nie traci z oczu czystego humanizmu i nie wpada w moralizatorskie tony. To nie jest "serial gejowski", to opowieść o przyspieszonym dojrzewaniu do odpowiedzialności, radzeniu sobie ze stratą i składaniu siebie na nowo.
Zuzanna Tomaszewicz z Rozrywki naTemat nazwała serial "scenopisarską perłą". "Serial (...) łączy naturalne i adekwatne dla formatu aktorstwo z intrygującą narracją oraz hipnotyzującą produkcją, nie traktując wielkomiejskiej otoczki i tematu społeczności LGBTQ+ jako elementu estetycznego (...). Twórcy dali odbiorcom bogate narzędzia, by na własną rękę – poprzez to, co widzą na małym ekranie – mogli przemyśleć ponownie swoje stanowisko na temat praw, jakie (tak samo jak heteronormatywnej części polskiego społeczeństwa) należą się mniejszościom seksualnym oraz płciowym" – napisała w swojej recenzji.
Dalsza część artykułu poniżej.
Poznajesz bohaterów polskich seriali?
1 / 25 Z jakiego serialu jest ta bohaterka?
"'Proud' od polskiego HBO to prawdopodobnie najlepszy polski (oraz queerowy) serial obyczajowy od paru dobrych lat. Bez nadęcia, koślawych dialogów i scenariopisarskiej kalkulacji" – ocenił z kolei na Filmwebie krytyk Jan Tracz. Tomasz Raczek nazwał za to hit HBO "łamiącym stereotypy i zacierającym wszystkie koleiny lgbt-owej narracji".
"Bliższy rzeczywistości niż mogłoby się wydawać. Nowocześnie niejednoznaczny. Rola Ignacego Lissa brawurowa – nie kłania się żadnej ideologii, ani tej pro, ani tej kontra. Znam takich jak on. Oni też pozostają niezapisani. Po obejrzeniu całości odejmuję jedną gwiazdkę za pęknięcie gatunkowe i odstające od całości odcinki 6 i 7. Pozostaje jednak wrażenie trafienia w dobrą tonację i wysoka ocena aktorstwa, zarówno roli głównej jak i mocno obsadzonych ról drugoplanowych" – napsał na Filmwebie słynny krytyk.
"Proud" to serial obyczajowy, który Polakom wreszcie się udał. A przynajmniej w ostatnich latach, bo dekady temu nad Wisłą powstawały perły, jak "Dom" Jana Łomnickiego. Ale wielu widzom umknęła inna polska obyczajówka, która jest równie znakomita jak przebój HBO Max – "Absolutni debiutanci" z 2023 roku.
"Absolutni debiutanci" umknęli Polakom, a serial Netfliksa to obyczajowa perełka
Sześcioodcinkowy serial Netfliksa przenosi widzów nad polskie morze, gdzie dwójka nastoletnich przyjaciół z dzieciństwa – Lena (Martyna Byczkowska z "1670") i Niko (Bartłomiej Deklewa z "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" i przyszły filmowy Adam Małysz) – spędza ostatnie wspólne wakacje przed rozpoczęciem studiów filmowych. Plan na lato? Nakręcić odważny film o miłości, który zapewni im angaż na uczelni.
Wszystko jednak komplikuje się, gdy w ich ułożonym świecie pojawia się Igor (Jan Sałasiński z "Zielonej granicy"), młody koszykarz z obozu sportowego, który budzi w bohaterach nieznane dotąd emocje i wystawia ich relację na ciężką próbę.
Za reżyserię "Absolutnych debiutantów" odpowiadają Kamila Tarabura ("Rzeczy niezbędne") oraz Katarzyna Warzecha, a scenariusz Tarabura napisała wraz z Niną Lewandowską i Anną Bielak. Na ekranie młodym talentom partnerują m.in. Katarzyna Warnke ("Botoks"), Andrzej Konopka ("Córki dancingu"), Anna Krotoska ("Czerwony pająk") oraz Piotr Witkowski ("Idź przodem, bracie"). Pojawia się nawet Maciej Maleńczuk.
"Absolutni debiutanci" (z oceną 7,7/10 od krytyków i 7,3/10 od widzów na Filmwebie) to jedna z najpiękniejszych, najbardziej zmysłowych i autentycznych opowieści o dorastaniu, jakie kiedykolwiek powstały w Polsce. Serial, który jest miksem coming of age, romansu i obyczajówki, zachwyca nie tylko naturalną chemię między debiutującymi aktorami, pięknymi zdjęciami znad Bałtyku i szacunkiem do wrażliwości młodych ludzi, ale również odważnym i mądrym podejściem do tematów neuroatypowości czy odkrywania własnej seksualności.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Polskie seriale obyczajowe są na dobrej drodze
Sukces "Proud" i "Absolutnych debiutantów" to dowód na przełamanie klątwy polskich seriali. Dotychczas żelazną zasadą rodzimego rynku było przekonanie, że Polacy potrafią robić jedynie świetne kryminały, thrillery i policyjne procedurale. Z kolei polski serial obyczajowy przez lata kojarzył się z przaśnością i telenowelami w stylu "M jak miłość".
Te dwa tytuły od HBO Max i Netflix wywracają stolik do góry nogami. Pokazują, że bez trupa na ekranie można nakręcić nad Wisłą coś fantastycznego – obyczajówkę świeżą, aktualną i hipnotyzującą, bez tandety, koślawych dialogów i ogranych schematów. Polscy twórcy udowodnili, że potrafią opowiadać o ludzkich, zwyczajnych sprawach "po zachodniemu", z odwagą, emocjonalnie i mądrze, ale jednocześnie przystępnie i bez przygnębiającego "doła", który dług kojarzył się z polskim kinem "o życiu".
Jeśli nie oglądaliście "Proud" i "Absolutnych debiutantów" (i nie należycie do ludzi fukających na obecne w obu tytułach queerowe motywy, niedefiniujące jednak żadnego z nich), koniecznie je nadróbcie.




