
Serial "Przylądek strachu" dobiegł końca i jedno jest pewne: nie dorósł do filmu Martina Scorsesego z lat 90. Hit Apple TV można sobie darować, ale jest jeden powód, dla którego warto go zobaczyć – szalona, psychopatyczna rola Javiera Bardema, laureata Oscara i jednego z najlepszych aktorów swojego pokolenia.
Wszystko zaczęło się od powieści "Egzekucja" Johna D. MacDonalda. Na jej podstawie powstał film "Przylądek strachu" z 1962 roku w reżyserii J. Lee Thompsona z Gregorym Peckiem i Robertem Mitchumem w rolach głównych. Największą popularność zdobył jednak remake z 1991 roku w reżyserii Martina Scorsesego z nominowanymi do Oscara Robertem De Niro i Julliete Lewis oraz Nickiem Nolte i Jessicą Lange. Do dziś uchodzi za jeden z najstraszniejszych i najmroczniejszych thrillerów psychologicznych lat 90.
W tym roku doczekaliśmy się serialowego remake'u Apple TV, którego producentami są legendy kina: wspomniany Scorsese oraz Steven Spielberg (jego "Dzień objawienia" podzielił ostatnio widzów). Showrunnerem jest Nick Antosca, twórca "The Act" i "A Friend of the Family", a w głównej obsadzie znaleźli się laureat Oscara Javier Bardem, sześciokrotnie nominowana do złotej statuetki Amy Adams oraz Patrick Wilson z "Obecności". Wraca też Juliette Lewis.
O czym jest serial "Przylądek strachu"? Psychopata Max Cady wychodzi z więzienia po latach spędzonych za kratami. Postanawia się zemścić na małżeństwie prawników – Annie i Tomie Bowdenach. Zaczyna terroryzować całą ich rodzinę. Robi się niebezpiecznie i strasznie.
Dalsza część artykułu poniżej.
Jak dobrze pamiętasz kultowe filmy z lat 90.?
1 / 35 Zacznijmy od kogoś łatwego. Z jakiego filmu pochodzi ten kadr?
Serial "Przylądek strachu" warto obejrzeć tylko dla Javiera Bardema
Miniserial, czyli kolejny odgrzewany kotlet z Hollywood, mocno odstaje od filmu z 1991 roku. Na Rotten Tomatoes ma status świeżego pomidora 75 procent pozytywnych recenzji od krytyków, co wskazuje na solidną produkcję, ale "bez szału". Widzowie są znacznie bardziej krytyczni – przyznali 51 procent i wiele mówiącą ikonkę śmietnika.
"'Przylądek strachu' (...) bardzo stara się oddać hołd filmowi Martina Scorsesego z 1991 roku, ale narracyjnie nie jest w stanie utrzymać się na powierzchni wody jako samodzielny twór. Podczas seansu łapiemy się na porównaniach między jedną adaptacją a drugą. Miniserial we wszystkim, co robi, zachowuje przeciętność, z wyjątkiem Javiera Bardema, który bawi się możliwościami, jakie zostawił po sobie Robert De Niro" – pisze w swojej recenzji w Rozrywce naTemat Zuzanna Tomaszewicz.

Mimo że Amy Adams również jest znakomita, to właśnie głównie dla Bardema warto obejrzeć nowy "Przylądek strachu". Hiszpański gwiazdor "Skyfall", "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Diuny" czy "F1" znowu daje czadu i udowadnia, że jest mistrzem ekstremalnych ról.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Krytycy i widzowie nie mogą się go nachwalić, a nasza recenzentka pisze: "Bardem zapożycza od De Niro socjopatię i ubiera ją w kampowe szaty. W miniserialu Max Cady jest parodią samego siebie, co ostatecznie działa na jego korzyść. W otaczającym go chaosie nie ma miejsca na przewidywalność. (...) Jest tak zły, że aż dobry; tak przerysowany, że aż straszny".
"Javier Bardem kreuje elegancką, wręcz dystyngowaną postać, która z każdą kolejną sceną staje się coraz bardziej przerażająca" – pisze w swojej recenzji Graeme Blundell z "The Australian", a David Bianculli z NPR nazywa jego kreację hipnotyzującą.
"Javier Bardem daje aktorską lekcję tego, jak na nowo zinterpretować kultową postać Maxa Cady'ego. Socjopatyczna natura bohatera daje mu ogromne pole do popisu – Bardem z wyraźną przyjemnością ją eksploruje, delektuje się nią i ostatecznie zamienia w przerażającą broń. Jeśli te 10 godzin serialu naprawdę czemuś służy, to temu, by pozwolić aktorowi kompletnie zaszaleć" – zauważa z kolei Hunter Ingram z TheWrap.
Dodajmy, że wszystkie 10 odcinków "Przylądka strachu" jest już dostępnych na platformie Apple TV.




