
Samantha Morton zachwyciła w "Odysei" Christophera Nolana jako wróżbitka Kirke. Od czasu zakończenia zdjęć do adaptacji eposu Homera angielska aktorka nie dostała żadnych ofert pracy, co na nowo rozbudziło dyskusję o dyskryminacji starszych aktorek w Hollywood. Fabryka Snów przypomni sobie o niej przy sezonie nagród.
Samantha Morton błyszczała w "Odysei" na tle pierwszoligowej obsady, ożywiając na dużym ekranie Kirke ze słynnego dzieła ojca poezji epickiej. Córka Heliosa, choć w porównaniu z resztą aktorów miała mniej czasu ekranowego, zdołała zapisać się w pamięci widzów dzięki swojej wrażliwości, a także wpisanym w jej występ elementom body horroru. Tę kreację w filmie Christophera Nolana porównywano nawet do roli Heatha Ledgera w "Mrocznym Rycerzu".
Aktorka, która ma na koncie występy w "Raporcie mniejszości", "Control" i przełomowej dla jej kariery "Nagiej duszy", jest wymieniana jako jedna z pretendentek do przyszłorocznego Oscara w kategorii drugoplanowej. Morton przyznała w podcaście "Happy Sad Confused", że po zagraniu w "Odysei" nikt nie puka do jej drzwi z ofertami pracy. Jeszcze...
Samantha Morton o ageizmie. Słowa gwiazdy "Odysei" pokazują, że ten problem w Hollywood wciąż nie zniknął
– Nie pracowałam od roku, od czasu zdjęć do "Odysei". I wiesz, współpracuję z naprawdę dobrymi agentami i menedżerami, ale koniec końców mam 49 lat – powiedziała Samantha Morton w rozmowie z gospodarzem podcastu Joshem Horowitzem. Odtwórczyni roli Kirke spełnia się w swoim zawodzie, ale ma również świadomość, że w Hollywood pracują też inne, równie utalentowane aktorki. – Rozumiesz, o co mi chodzi? Polityka w branży filmowej zmieniła się diametralnie – dodała.
Gdy Nolan zaproponował jej rolę w "Odysei", 49-letnia aktorka miała nadzieję, że jej pracę dostrzegą "właściwi ludzie". – Mógł wskazać kogokolwiek na świecie, a wybrał mnie… Wraz z upływem czasu takie okazje zdarzają się rzadko – stwierdziła. Szansę na dalszy rozwój jej kariery powinna zapewnić jej nominacja do Oscara. Bukmacherzy już obstawiają, że w 2027 roku pobiegnie w wyścigu po prestiżową nagrodę.
"Gadające zwierzęta" częściej są bohaterami filmów niż starsze kobiety
Z ageizmem zmagały się już ikony "złotej ery Hollywoodu". Problem ten nie poszedł w zapomnienie i nadal zbiera żniwa we współczesnym kinie. Dyskryminacja ze względu na wiek dotyczy nie tylko aktorek po pięćdziesiątce, ale także ich znacznie młodszych koleżanek po fachu.
Przypomnijmy, że Olivia Wilde ("Zaproszenie") ubiegała się o rolę Naomi w "Wilku z Wall Street" Martina Scorsesego, w której finalnie obsadzono Margot Robbie ("Barbie"). Od producentów filmu miała ostatecznie usłyszeć, że jest na nią "za stara". Wilde miała wówczas zaledwie 28 lat, a Leonardo DiCaprio ("Czas krwawego księżyca"), który wcielił się w Jordana Belforta, 39 lat.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Jak pisałam wcześniej w tekście "Aktor musi być ładniejszy od diabła, a kobieta?", ageizm odciska swoje piętno zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i społecznej. "Gdy widz zna aktorkę, odkąd ta była nastolatką, wtedy jej proces starzenia się jest przez niego o wiele bardziej zauważalny. Kobiety w branży filmowej próbują – jak tylko mogą – powstrzymać upływ czasu, dlatego często poddają się różnorakim operacjom plastycznym i zabiegom upiększającym" – mogliście przeczytać w naTemat.
Ponadto z tegorocznego badania powiązanego z kampanią The Age Without Limits wynika, że tylko w pięciu ze stu najbardziej kasowych produkcji ostatnich trzech lat główną rolę zagrała aktorka po 60. roku życia. Starsze kobiety są kinowym jednorożcem. Nawet "gadające zwierzęta" częściej wpadają w oko producentom z Hollywoodu.
– Kobiety stanowią połowę populacji. Starzejemy się. Gdzie są historie o nas? – tak na badanie The Age Without Limits zareagowała Emma Thompson, którą Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła dwiema złotymi statuetkami za pierwszoplanową rolę w "Powrocie do Howards End" i scenariusz adaptowany "Rozważnej i romantycznej" z 1995 roku.
– Tak mało jest prawdziwych historii o kobietach, niezależnie od wieku. Z czasem jest ich coraz mniej i mniej – oznajmiła Sally Field, dwukrotna laureatka Oscara za "Normę Rae" i "Miejsce w sercu", w podcaście Julii Louis-Dreyfus "Wiser Than Me".


