
Shavo Odadjian, basista System of a Down, stał się częścią obsady drugiego sezonu serialu "Dexter: Zmartwychwstanie". Tym samym dołącza do grona znanych muzyków, którzy próbują szczęścia na planie filmowym. Problem w tym, że nierzadko kończy się to po prostu źle.
Shavo Odadjian zagra u boku Michaela C. Halla, który po raz kolejny wcieli się w postać Dextera Morgana. Cały serial to kontynuacja serialu "Dexter", który w latach 2006–2013 był wielkim sukcesem. Wiadomo, że ormiański muzyk wcieli się w R.H. Martina. Warto jednak dodać, że przedstawiciele jego grupy zawodowej nierzadko źle wypadają przed kamerą.
Marylin Manson jest świetnym aktorem
Zaczniemy jednak od pozytywnego przykładu. Marylin Manson, etatowy antychryst rocka, zagrał np. w "New Pope". Rola nie była trudna, gdyż grał samego siebie. Jego rozmowa z tytułowym papieżem jest jednak fenomenalna i pozostanie z wami na lata. Co ciekawe, twórca "Antichrist Superstar" popisuje się tutaj świetnym wyczuciem, jeżeli chodzi o humor.
Rockmena możecie też zobaczyć m.in. w "Synach anarchii", gdzie wcielił się w Rona Tully'ego, lidera ruchu White Power. I ponownie: wypada tu bardzo dobrze.
Zobacz także
No i wreszcie "Amerykańscy bogowie". I w tym serialu pojawia się muzyk. Gra Johana Wengrena, wokalistę zespołu Blood Death. Ponownie zaskakuje tu swoim aktorskim kunsztem.
James Hetfield poległ w rozmowie z mordercą
O wiele mniej talentu ma jednak James Hetfield, wokalista/gitarzysta Metalliki (która niedawno zagrała w Polsce). Możemy go zobaczyć w m.in. "Podłym, złym, okrutnym", filmie o Tedzie Bundy'm, słynnym seryjnym mordercy.
Na ekranie frontman "Mety" jednak nie radzi sobie dobrze. Patrząc na niego widzimy znanego nam z teledysków muzyka, a nie policjanta, który jest o krok od schwytania potwora w ludzkiej skórze. Może lepiej pozostać przy gitarze i mikrofonie, panie Hetfield?
Lars Ulrich niech nadal tylko gra na bębnach
Skoro przy Metallice jesteśmy, Lars Ulrich, także z Metalliki, też postanowił zagrać w filmie. Padło na "Hemingway i Gellhorn", w którym wciela się w postać holenderskiego reżysera i dokumentalisty Jorisa Ivensa. Najsłynniejszy perkusista metalowy świata nie potrafił wyzbyć się swoich charakterystycznych manieryzmów. Przez to wypada na ekranie po prostu nieautentycznie.
Sting gra czarny charakter
W 1984 r. David Lynch nakręcił "Diunę". O tym, jak niełatwo ekranizuje się takie powieści, przekonali się i widzowie, i twórcy. Reżyser późniejszej genialnej "Zaginionej autostrady" po prostu nie poradził sobie z tym zadaniem.
Tak samo jak nieszczególnie dobrze wypadł na ekranie Sting, który wcielił się w Feyda-Rauthy Harkonnena. Stara się wypaść przerażająco i złowieszczo, ale efekt bywa komiksowy i karykaturalny.
Nergal świetnie wyglądał, ale nie potrafił dobrze zagrać
Kończymy polskim akcentem. Na dużym ekranie mogliśmy bowiem podziwiać Adama 'Nergala' Darskiego. W 2013 r. zagrał w "Ambassadzie" Juliusza Machulskiego. Film trudno uznać za udany, nawet Robert Więckiewicz w roli słynnego kanclerza-akwarelisty go nie ratuje.
Frontman naszego towaru eksportowego, Behemotha, wcielił się w postać Joachima von Ribbentropa, czyli szefa dyplomacji III Rzeszy. I co ciekawe, fizycznie bardzo przypomina tą ponurą postać. Problemem jest jego kreacja aktorska: zbyt przerysowana i sztuczna, by mogła zafascynować lub chociaż nie irytować.




