muzyk metalowy
3 płyty, które ukształtowały norweski black metal. Foto: Dominionart/Shutterstock

Black metal to bardzo specyficzna muzyka, niełatwa do słuchania, dla wielu wręcz niesłuchalna. Jeżeli jednak ktoś się do niej przekona, jest fanem na całe życie. W tym tekście proponujemy wam 3 norweskie albumy, które na dobrą sprawę zdefiniowały to, czym jest dziś ta odmiana metalu.

REKLAMA

Jak zdefiniować black metal? Powiedzenie, że to tylko odmiana muzyki metalowej to za mało. Wyobraź sobie, że idziesz nocą przez mroczny las. Jest mróz, drzewa skrzętnie uniemożliwiają ci spojrzenie na niebo, wiatr niesie echo, coś dziwnego czai się w mroku. Słychać dźwięk obcej ci istoty. Black metal to uczucie, które właśnie czujesz. To więc muzyka o bardzo specyficznym klimacie.

Przekładając to jednak na język instrumentów, najczęściej utwory blackmetalowe są oparte na przeszywającym brzmieniu gitar, bardzo szybkich partiach perkusji (tzw. blastach, które – jak głosi legenda – prawidłowo gra tylko perkusista grupy Mayhem o mrocznym pseudonimie Hellhammer) i wreszcie charakterystycznym, skrzekliwym wokalu, bardziej przypominającym krzyk niż to, co określa się mianem śpiewu.

Wybraliśmy trzy albumy, które ukształtowały norweski black metal. To właśnie w tym kraju rozwinął się bowiem ten gatunek.

Burzum, czyli jak gra się tak źle, że aż dobrze

Nazwę Burzum znają nie tylko fani tej specyficznej muzyki, ale też kronik kryminalnych. To bowiem projekt muzyczny, założony w 1991 roku przez młodego Norwega Varga Vikernesa (właściwie: Kristiana Larssona Vikernesa), który w historii ludzkości zapisał się chyba bardziej tym, że zabił swojego kolegę z innego zespołu, Mayhem, niż swojej muzyki. Znawcy gatunku wiedzą jednak, że bez płyty "Burzum" z 1992 r. black metal nie byłby tym, czym jest.

Varg celowo psuł brzmienie swoich utworów, rejestrował instrumenty i wokal (a właściwie przerażający wrzask) w taki sposób, by wszystko bardziej szeleściło niż porażało monumentalnością. Chodziło o pewien konkretny przekaz: black metal miał być antymuzyką, przeciwieństwem piękna i wyrazem buntu wobec tego, co robili wtedy najwięksi.

A przypomnijmy, że Metallica była wtedy po wydaniu pop-metalowego "Black Albumu". Nawet tuzy death metalu nagrywały coś, co mogło się podobać mniej wprawionemu słuchaczowi. "Burzum" do dziś inspiruje, szczególnie tych, którym bliskie są muzyczne idee, które promowali na początku lat 90. młodzi Norwedzy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Mayhem, czyli black metal może brzmieć potężnie

Padła już tu nazwa Mayhem. Chodzi o może najbardziej ikoniczny zespół blackmetalowy, do tego taki, który pokazał, że ten gatunek może się zmieniać.

Grupa rozpoczęła karierę od prymitywnej EP-ki "Deathcrush", ale to "De Mysteriis Dom Sathanas" jest do teraz uznawany za jej największe osiągnięcie. Gitarzysta Øystein 'Euronymous' Aarseth, perkusista Jan Axel 'Hellhammer' Blomberg, wokalista Attila Csihar i basista Varg Vikernes (tak, ten sam, który stworzył Burzum) nie bali się zabrzmieć lepiej. Swój oficjalny "duży" album zarejestrowali w nowoczesnym studiu Grieghallen. I dlatego całość brzmi potężnie, majestatycznie, ale nadal przerażająco.

Album działa na słuchacza nie tylko słuchany jako całość, ale także rozłożony na czynniki pierwsze. Warto wsłuchać się w pulsujący, niemal sakralny bas, oparte na dysharmoniach riffy czy wreszcie stawiający włosy na głowie wokal. Utwór "Freezing Moon" to blackmetalowy hymn, którego lepiej nie słuchać po zmroku. Chyba że chce się mieć koszmary.

Emperor, czyli w black metalu pojawiają się klawisze

W tym zestawieniu mógł pojawić się jeszcze słynny, drugi album Darkthrone ("A Blaze in the Northern Sky"), któraś z wczesnych płyt Immortal czy Gorgoroth. Postanowiłem jednak przypomnieć o debiutanckiej płycie kolejnego norweskiego zespołu – Emperor.

"In the Nightside Eclipse" to jedno z najważniejszych wydawnictw w historii black metalu i jednocześnie moment, w którym gatunek zaczął wychodzić poza swoje ramy: surowość zaczęła być powoli zamieniana w epickość. Po latach dało to straszne dla ucha, kiczowate efekty. Emperor potrafił jednak jeszcze zachować balans. Charakterystyczne gitarowe tremolo miesza się tu z klawiszami, które nadają tej muzyce niemal symfoniczny wymiar. To właśnie ten element sprawił, że wydawnictwo to wyznaczyło kierunek dla tzw. symfonicznego black metalu.

Muzycy nadal stawiają na klimat, ale sięgają już po nieco inne środki wyrazu niż ich koledzy z Mayhem. Zespół należy więc docenić, gdyż wyważył kolejne drzwi, sprawiając, że black metal po dekadach od swojego powstania nadal się rozwija i przeistacza w kolejne formy.